Środa, 22 maja 202422/05/2024
690 680 960
690 680 960

Są wyniki audytu w stadninie w Janowie Podlaskim. Jest mowa o dewastacji i utracie reputacji

To o czym mówiło się od lat w sprawie sytuacji w stadninie koni w Janowie Podlaskim potwierdza audyt, jaki powstał na zlecenie Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa. Odbudowa hodowli koni, a także relacji międzynarodowych ma potrwać wiele lat.

Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa otrzymał raport dotyczący sytuacji w stadninie koni czystej krwi arabskich w Janowie Podlaskim. Analiza została przygotowana przez jednych z największych znawców hodowli tych zwierząt Marka Trelę, Jerzego Białoboka oraz Annę Stojanowską. Dziś wiceszef KOWR Lucjan Zwolak przedstawił wnioski na ten temat.

Nie ukrywał, że sytuacja w stadninie do dobrych nie należy. Wskazał, iż audyt potwierdził to, o czym mówiło się w ostatnich latach. Chodzi m.in. o chaos, niekonsekwencję czy też niekoniecznie dobre decyzje. Podkreślił, że przez ostatnie lata, czyli po tym, jak PiS zaczął obsadzać stanowiska swoimi ludźmi, którzy często nie mieli żadnej wiedzy na temat hodowli koni, stadnina została zdewastowana i utraciła reputacje na światowym rynku.

Lucjan Zwolak zaznaczył, iż w latach 2016-2023 o losie stadnin koni arabskich decydowali ludzie z politycznych nominacji, kompletnie nieprzygotowani do pełnienia powierzonych im funkcji. W tym czasie stadnina w Janowie Podlaskim miała aż 8 prezesów. To wszystko doprowadziło do sytuacji, że stawiana od połowy XX wieku za wzór dla tego typu obiektów i słynna wśród hodowców koni na całym świecie stadnina przestała się liczyć.

– Obecnie na arenie międzynarodowej nie ma już koni pod polską banderą. W latach od 2016 do 2023 roku nie istnieliśmy też podczas najważniejszych pokazów na świecie, jakie odbywały się w Paryżu, USA, Achen czy w Dubaju. Przełożyło się to również na wyniki Aukcji Pride of Poland, w 2017 r. sprzedano jedynie 5 koni, a rok później tylko 3 – mówił Zwolak.

To jednak nie wszystko. Z audytu wynika, że w ostatnich latach polskie konie sprzedawane były za ceny nieadekwatne do ich wartości. Dodatkowo pozbywano się okazów, które nigdy nie powinny opuścić Polski. Mowa tu o klaczach, które nie pozostawiły potomstwa jak też były zbyt cenne z punktu widzenia utrzymania hodowli na światowym poziomie. W ten sposób pozbyto się ostatnich reprezentantów linii i rodzin.

Teraz Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa ma się skupić na odbudowie hodowli koni a także relacji międzynarodowych. Jak wskazano, proces ten będzie czasochłonny i prawdopodobnie potrwa wiele lat. Jednak zaznaczono, że zrobione zostanie wszystko, aby stadniny w Janowie Podlaskim, a także ta w Michałowie, znów były cenione na całym świecie a hodowane tam konie stanowiły perełki wśród tych zwierząt.

Przypomnijmy, stadnina w Janowie Podlaskim powstała w 1817 roku. Od drugiej połowy XX wieku stawiano ją za wzór dla tego typu obiektów. Zarządzanie przez Andrzeja Krzyształowicza, następnie przez Marka Trelę sprawiło, że miejsce to stało się słynne wśród hodowców koni na całym świecie. Coroczne aukcje koni arabskich ściągały nawet arabskich szejków czy gwiazdy światowej estrady.

Wszystko zmieniło się w 2016 roku, kiedy to zwolniono ze stanowiska wieloletniego prezesa stadniny Marka Trelę. Na jego następce powołano Marka Skomorowskiego, który jak sam przyznał, nie zna się na hodowli koni arabskich, ale nie boi się wyzwań. W środowisku zawrzało, gdyż jak wskazywano, nowy prezes ma wiedzę o stadninie tylko taką, że wie jak wygląda koń. On sam nie ukrywał, że nigdy nawet nie siedział w siodle i nie miał nic wspólnego z tą branżą.

Kiedy o sprawie zrobiło się głośno na całym świecie, Agencja Nieruchomości Rolnych oraz politycy Prawa i Sprawiedliwości zaczęli zarzucać byłemu prezesowi niegospodarność. Chodziło o kwestie dotyczące organizacji Dni Konia Arabskiego, a dokładnie umowy z firmą Polturf. Powiadomiono o wszystkim prokuraturę, która miała sprawdzić m.in. rozliczenia z tą firmą, jak też ustalić, czy na rynku obecne są inne podobne firmy, których oferta mogłaby konkurować z Polturfem.

Ponieważ opinia biegłych wskazała, że nadużyć finansowych nie było, lubelska prokuratura zamierzała umorzyć śledztwo. Jednak na wniosek prokuratury krajowej, zostało ono przedłużone. Trwało to wiele lat, ostatecznie nikomu nie przedstawione zostały żadne zarzuty a sprawę umorzono.

Zmiany kadrowe od razu odbiły się na sytuacji finansowej. W 2015 roku, kiedy stadniną kierował Marek Trela, miała ona 3,2 mln zł zysku. Po wprowadzonych zmianach w zarządzie, w 2016 zysk wyniósł 81 tys. zł, rok później był już 1,64 mln zł straty, w 2018 roku było już ponad 3,2 miliona złotych na minusie. Sytuacja taka trwa do chwili obecnej.

27 komentarzy

  1. Gmina Wolka lubelska robiła piękne pokazy i miała swoje miejsce w Łuszczowie drugim i w urokliwym miejscu koło szkoły były zrobione kojce dla koni i tam naprawdę pasowały by aukcje nawet urzędnicy z miasta i starostwa mieli by blisko pozatym jest to szlak Jana lll Sobieskiego

  2. Dziadek Józek ze Slamsowa

    Jest mowa o dewastacji i utracie reputacji…
    Trudno się z taką skrajnością zgodzić, ale COŚ w tym jest !

  3. Tylus iKowalsk z pisu jeden lata z gaśnic drugi nie odróżnia zboża tacy ministrowie rolnictwa miałPIS

  4. Dobrze że Andrzej jedzie do USA może ułaskawi Trumpa.

  5. jedni godni drugich

    Za parę lat będzie odwrotnie i napiszemy – „tylko koni, tylko koni tylko koni żal”.

  6. Teraz rodzi się pytanie czy „wybitni fachowcy” z nadania PiS ponieśli konsekwencje za spowodowanie szkód wielkiej wartości. Winni byli nie tyle wyznaczani na dyrektorów co ci którzy i wskazywali i podejmowali decyzje. Czy ktoś poniusł konsekwencje bezpodstawne go oskarżenia dyr. Treli. To zamieszanie tez odbiło się na opini stadniny ale jakoś żaden z politykierów nawet nie zająknoł się na temat ich odpowiedzialności.

Dodaj komentarz