W poniedziałek odbyło się spotkanie ratowników medycznych z dyrekcją szpitala MSWiA przy ul. Grenadierów w Lublinie. Tematem były sprawy płacowe, które przyczyniły się do konfliktu. Jak już informowaliśmy, wraz z końcem września wygasły umowy kontraktowe, na podstawie których zatrudniona była większość ratowników. Nowe nie zostały podpisane, w wyniku czego Szpitalny Oddział Ratunkowy pozostał bez załogi. Dodatkowo na zwolnienia lekarskie przeszli ratownicy zatrudnieni na podstawie umów o pracę.
– Mimo dużych ustępstw z naszej strony, nie doszliśmy z dyrekcją do porozumienia. Wszystko dlatego, że pozostała ona nieugięta. Byliśmy gotowi negocjować i zmniejszyć swoje oczekiwania, aby jak najszybciej wrócić do pracy. Jednak nie przyniosło to skutku – wyjaśnia nam jeden z protestujących ratowników.
Protest ratowników związany jest z kwestiami płacowymi. Podkreślają oni, że zarabiają najmniej w całym regionie, choć wykonują taką samą pracę, jak ratownicy w innych szpitalach. Istniało również zagrożenie, że poprzez brak porozumienia, SOR może zostać zamknięty. Dyrekcja placówki ściągnęła jednak do obsługi oddziału pielęgniarki i instrumentariuszki, ale problemy i tak się pojawiły.
– SOR praktycznie nie działa, nie ma kadry ratowniczej. Od godziny 7 oczekiwaliśmy na badania. Samo pobranie krwi i USG zajęło im 8 godzin. Następnie poinformowano nas, że na wizytę specjalisty internisty nie ma nawet co czekać, gdyż jak stwierdził personel, jest jeden na cały szpital. A mimo to karetki przywożą pacjentów, którzy czekają na to, że jakimś cudem zwolni się miejsce, albo zostaną odesłani do innych placówek. Pracownicy przez kilka godzin nie potrafili też nic nam powiedzieć o przebiegu leczenia twierdząc, że jest to stan wyjątkowy. Rozumiem protest ratowników, jednak w tym wypadku SOR powinien mieć ograniczone działanie i nie rejestrować kolejnych pacjentów, skoro nie jest w stanie zapewnić im należytej obsługi – wyjaśnia nam jeden z pacjentów.
Otrzymaliśmy również sygnał o ok. 90-letniej kobiecie, która została przywieziona karetką na Szpitalny Oddział Ratunkowy, po czym przez blisko 2 godziny leżała na wózku przy otwartych drzwiach i czekała na decyzję, czy znajdzie się dla niej miejsce, czy jednak zostanie odesłana do innego szpitala. Ratownicy zapewniają, że z ich strony wola do rozmów i negocjacji cały czas istnieje. Jednak liczą na merytoryczne spotkanie, a nie, tak jak w ostatnim przypadku, przedstawienia sztywnej propozycji kilkuzłotowego dodatku covidowego. Nowego terminu spotkania z dyrekcją na razie nie wyznaczono.
(fot. Szpital MSWiA)
25 komentarzy
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Opisywane funkcjonowanie SOR jest tam standardem. Ratownicy strajkują tam już chyba od zawsze…
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Po zwalniać wszystkich zatrudnić młodych
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Hahahah, właśnie młodzi wolą wyjeżdżać za granicę, pracować w prywatnych placówkach albo zmieniać zawód, bo nic ich nie przyciąga, a rąk do pracy coraz mniej i coraz starsze.
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
najlepiej nie pracować tylko brać kasiorę
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Ato jakaś niby zmiana?
Tam zawsze 24 godziny trzeba było czekać.
Ja rozumiem, że mało zarabiają, są przeciążeni pracą i brakiem odpoczynku, ale niech się nie wyzywają przez to na pacjentach !