Atak oszustów na mieszkańców naszego regionu. Po jednym telefonie ludzie oddają oszczędności całego życia

Praktycznie każdego dnia dziesiątki mieszkańców naszego regionu odbierają telefony od rzekomych członków rodziny, lub osób podających się za policjantów. Oszuści dzwonią aż do skutku, co oznacza, że udaje im się wyłudzić spore sumy pieniędzy. Wszystkich tych oszustw beż większego problemu dałoby się uniknąć. Wystarczy tylko kilka słów w trakcie spotkania z rodzicami czy dziadkami.

To co się dzieje w ostatnich dniach, policjanci nazywają już prawdziwym zmasowanym atakiem. O ile w poprzednich miesiącach notowano po kilka prób oszustw na tzw. wnuczka, to teraz dziennie potrafi ich być nawet kilkadziesiąt. W większości przypadków osoby, do których dzwonią rzekomi członkowie rodziny, szybko orientują się, z kim mają doczynienia. Jednak wciąż nie brakuje osób, które niestety dają się nabrać oszustom i oddają im oszczędności całego życia.

W środę oszuści zaatakowali w powiecie bialskim. Funkcjonariusze z Komendy Miejskiej Policji w Białej Podlaskiej w ciągu kilku godzin przyjęli blisko 50 zgłoszeń od mieszkańców, od których usiłowano wyłudzić pieniądze metodą „na członka rodziny” i „na policjanta”. Osoby dzwoniące podawały się za ich członków rodziny lub funkcjonariuszy Policji i informowały o konieczności „wykupienia” ich najbliższych w związku ze zdarzeniami drogowymi, które spowodowały.

Przekazanie określonej kwoty pieniędzy było jedyną możliwością uniknięcia kary więzienia. Oszuści grali na emocjach udając płacz i silne zdenerwowanie. Wywierali jednocześnie presję na seniorach utrzymując z nimi ciągły kontakt telefoniczny. Niestety, dwie mieszkanki powiatu bialskiego uwierzyły oszustom. Kobiety wypłaciły swoje oszczędności z banku, a następnie przekazały je fałszywemu policjantowi. Poszkodowane są w wieku 54 i 73 lat. Obie straciły po około 30 tys. złotych.

W poniedziałek podobną sytuację zanotowali policjanci z Puław. Mieszkańcy powiatu puławskiego, głównie gminy Puławy, 30 razy zgłaszali próby oszustwa. Również i tym razem oszuści działali aż do skutku. Udało im się oszukać małżeństwo z gminy Janowiec. Kobieta, która zadzwoniła do 82-latka, przedstawiła się jako policjantka. Poinformowała mężczyznę, że jego syn, na którego mają zarejestrowany telefon, spowodował wypadek, w którym zginęła kobieta. Dodała, że jedyną możliwością, aby nie trafił on do aresztu, jest wpłacenie dużej kwoty pieniędzy.

Oczekiwała kwoty 150 tys. zł. Starszy pan stwierdził, że takiej kwoty z żoną nie mają, ale zbiorą ile się da, żeby ratować syna. Rozmówczyni twierdziła, że syn jest zatrzymany na komendzie i należy się pospieszyć. Nie pozwoliła też na rozłączenie rozmowy. Niedługo później do drzwi domu 82-latka zapukał mężczyzna w wieku około 40 lat, który odebrał przygotowane pieniądze i zniknął. W ten sposób małżonkowie stracili 37 tys. zł.

W miniony piątek telefony rozdzwoniły się w powiecie biłgorajskim. Policjanci przyjęli ponad 20 zgłoszeń od mieszkańców. Oszuści, którzy do nich dzwonili, podawali się za członka rodziny. Prosili o pieniądze, gdyż spowodowali wypadek. Na potwierdzenie swoich słów przekazywali słuchawkę rzekomemu funkcjonariuszowi policji. Na szczęście tym razem nie udało im się od nikogo wyłudzić pieniędzy.

Wtedy zaczęli dzwonić do mieszkańców powiatu opolskiego. Do Komendy Powiatowej Policji w Opolu Lubelskim wpłynęło 10 takich sygnałów. Również nikt nie uwierzył w opowiadane im przez telefon historie i nie doszło do przekazania pieniędzy.

Kolejne dwie próby zanotowano w gminie Kazimierz Dolny. Mieszkanki Rzeczycy i Kolonii Rzeczyca odebrały telefon, po czym w słuchawce usłyszały płaczliwy głos rzekomego członka rodziny, który twierdził, że spowodował wypadek i potrzebuje pieniędzy, żeby polubownie załatwić sprawę i nie trafić do aresztu. Obie kobiety od razu przerwały połączenie i powiadomiły policję.

Dzień wcześniej oszuści skupili się na dwóch miejscowościach w gminie Chodel. Dziesięciu mieszkańców Ratoszyna Pierwszego i Ratoszyna Drugiego usłyszało przez telefon historię, że członek ich rodziny: córka, zięć lub wnuczka, spowodowali wypadek i należy wpłacić określoną sumę pieniędzy, aby sprawa nie trafiła do sądu, a sprawca zdarzenia drogowego do aresztu. Również i tym razem mieszkańcy zachowali czujność i poinformowali o wszystkim prawdziwych policjantów.

W środę doszło zaś do siedmiu usiłowań oszustwa „na wnuczka” i „na policjanta” na terenie powiatu lubartowskiego. Do jednej z kobiet zadzwoniła rzekoma córka. Oświadczyła, że miała wypadek samochodowy i teraz przebywa na komendzie policji i pilnie potrzebuje pomocy finansowej. Następnie telefon przekazała „policjantowi”, który potwierdził informację. Rzekomy funkcjonariusz dodał, że córka spowodowała wypadek, wskutek którego zginął człowiek. Aby uniknąć więzienia, będzie potrzebna pomoc finansowa. Na szczęście kobieta zorientowała się, że to oszustwo i skontaktowała z prawdziwą córką.

Chwilę później do mieszkańca gminy Lubartów zadzwonił mężczyzna podający się za policjanta i przekazał, że jego córka miała wypadek i są potrzebne pieniądze. Następnie telefon został oddany rzekomej córce, która płacząc poinformowała, że będzie potrzebowała 15 tys. zł, gdyż inaczej trafi do aresztu. Mężczyzna po krótkiej rozmowie rozłączył się i skontaktował z córką, która zaprzeczyła, by taka sytuacja miała miejsce. Z kolei do kolejnej mieszkanki zadzwonił mężczyzna, który podał się za jej syna. Oświadczył, że jest na komendzie, gdyż miał wypadek w którym zginął człowiek. Kiedy kobieta zaczęła stanowczo wypytywać mężczyznę, jak się nazywa i kim jest, ten się rozłączył.

Niestety kolejna z kobiet nie była już taka ostrożna i uwierzyła w opowiedzianą przez „syna” historię o wypadku. Rozmówczyni, która podawała się za policjantkę, ustaliła z nią kwotę 30 tys. zł na wykupienie syna z aresztu. Niebawem na posesji kobiety pojawił się mężczyzna, który odebrał od niej pieniądze. Kobieta zrozumiała, że została oszukana, gdy już po przekazaniu gotówki skontaktowała się ze swoim prawdziwym synem.

Oszuści działali także w Krasnymstawie. Do 82-latki zadzwoniła kobieta podająca się za policjantkę i powiedziała, że jej synowa miała wypadek, w którym potrąciła pieszą i jej stan jest bardzo ciężki. Dodała, że potrzebne będą pieniądze w kwocie ok. 30 tys. zł, aby synowa uniknęła odpowiedzialności karnej. Przestraszona staruszka myśląc, że faktycznie pomaga synowej, przekazała 9 tys. zł obcemu mężczyźnie, który przyszedł do jej mieszkania. Kiedy do domu wrócił mąż starszej pani, dopiero małżonkowie skontaktowali się z rodziną. Okazało się, że nie było żadnego wypadku i że padli ofiarą oszustów.

Jak widać, za każdym razem schemat postępowania oszustów jest podobny. Dzwonią głównie na numer stacjonarny, gdyż w spisie abonentów mają dostępny adres rozmówcy. Najpierw informują o jakimś zdarzeniu, najczęściej drogowym, podają się za najbliższą rodzinę oraz, żeby potwierdzić swoją wersję, przekazują telefon rzekomemu policjantowi. Oszuści starają się zaskoczyć swoja ofiarę, wytworzyć sytuację stresującą, zmuszając do działania pod presją czasu. Fałszywy funkcjonariusz podaje często wymyślone nazwisko, a nawet numer odznaki, prosi też, żeby nie przerywać rozmowy telefonicznej i wybrać numer na policję. Wtedy inny głos w słuchawce przekonuje ofiarę, że wszystko co usłyszała wcześniej, jest prawdą.

Są też przypadki, że oszuści informują, iż rozmówca bierze udział w policyjnej akcji rozpracowania oszusta. Tak było w przypadku 83-letniej mieszkanki gminy Turobin, na której telefon zadzwonił mężczyzna, który podał się za funkcjonariusza CBŚP. Przedstawił się podając fałszywe imię i nazwisko a także numer legitymacji służbowej. Oświadczył, że grupa przestępców chce wyłudzić na jej dane kredyt w wysokości kilkudziesięciu tysięcy złotych. W celu weryfikacji, bez rozłączania rozmowy, kazał 83-latce zadzwonić na nr alarmowy 997, co kobieta uczyniła. Wtedy w słuchawce odezwał się kolejny mężczyzna, który przełączył ją do kolejnego funkcjonariusza. Ten potwierdził wymyśloną przez oszustów legendę. Mężczyzna polecił kobiecie pójść do banku i wypłacić pieniądze. Kiedy 83-latka powiedziała, że nie ma oszczędności, oszuści stracili zainteresowanie i rozmowa została zakończona. Kobieta o zdarzeniu poinformowała prawdziwych policjantów.

Należy pamiętać, że policja nigdy telefonicznie nie informuje o prowadzonych przez siebie sprawach i nigdy nie prosi o przekazanie informacji o miejscu gromadzenia pieniędzy, ilości kont czy wysokość zgromadzonych środków. Nigdy też nie prosi o przekazanie pieniędzy nieznanej osobie, ani o zaangażowanie pieniędzy do jakiejkolwiek akcji.

Wszystkich tych oszustw, które doszły do skutku, dałoby się uniknąć. I to bez większego problemu. Zbliżają się święta, a więc czas wspólnych spotkań z najbliższymi. Niech każdy przypomni swoim rodzicom, dziadkom, jak też krewnym, aby w takiej sytuacji nigdy nie dali się zwieść. Patrząc na zmasowane działania oszustów, w każdej chwili mogą zadzwonić na numer kogoś z Waszej rodziny.

(fot. pixabay.com)

14 komentarzy

  1. Mieszkaniec Narutowicza

    Jak złapią tych oszustów to niech ich od razu zastrzelą podczas próby ucieczki. Takie śmiecie są niepotrzebne.

  2. Oby trafili na kogoś kto zamiast dzwonić na policje pokaże im piękno naszych lasów zimą zwłaszcza gdy trzeba będzie iść przez nie nago i na bosaka. Życzę im tego z całego serca.

  3. Trzeźwy inaczej.

    Żeby ustrzec się przed tego typu przykrymi sytuacjami, należy od dziadków, rodziców zabrać zawczasu wszelką gotówkę i kosztowności zanim zdobią to profesjonaliści.
    Miłego dnia.

    • W sumie to i racja. Lepiej gdy dziadków oskubią własne dzieci, niż cudze.

      • Taa, lepiej jak dziadkom zabiorą dzieci, wnuki, prawnuki, jakby mieli wysłać niejakiemu Rydzykowi z Torunia, albo oddać innym „potrzebującym”.
        A nieco poważniej…
        Zauważcie Państwo jak głęboko w świadomości Polaków takie coś takiego jak mataczenie i ściśle z tym powiązane łapownictwo (uczenie nazywa się to dawaniem korzyści majątkowych w zamian za odstąpienie od czynności prawnych).

  4. Kurła tyle się o tym mówi i pisze i nic. Ciemnogród wiejski we wszystko uwierzy. Po za tym w Bankach też kasjerów należałoby uczulić jak dziadkom wypłacają konkretną gotówkę, zgłosić to i ewentualnie zapytać czy czasem nie dla wnuczka w kłopotach. Policja też mogłaby zrobić zasadzkę aby ‚odcedzić ‚ pasożytów od społeczeństwa. Zrobić też akcję w TV no ale jak wiejskie dziadki słuchajo Torunia lub TVP to co sie dziwić.

  5. A mi tak do końca nie szkoda tych ludzi, mało że są naiwni to jeszcze próbują ratować kogoś kto popełnił przestępstwo za które powinni ponieść konsekwencje karne .Czy jeśli komuś z czytelników sąsiadki syn lub wnuk zabiłby członka rodziny to czy chcielibyście żeby taki syn czy wnuk sąsiadki uniknął kary za zabicie waszej, matki, ojca, dziecka??

  6. Czy nikogo, ku**a, nie dziwi, że w większości przypadków „synki” i „córunie” tudzież „wnuczęta” dzwonią do mocno zaawansowanych wiekiem rodziców? ZUS, banki – do sprawdzenia. To nie jest jednostkowy przypadek, lecz zorganizowana grupa przestępcza…

    • A kto by sobie tak życie utrudniał? Zasada jest prostsza – bierzesz książkę telefoniczną sprzed np 15-20 lat i dzwonisz po kolei np pod pretekstem ankiety. Już tylko seniorzy korzystają z telefonów stacjonarnych, więc na młodych raczej nie trafisz, kilka prób i masz cel namierzony. Jak w mieście miał w książce wpisane, że jest mgr czy dr to możesz podejrzewać, że miał szansę coś odłożyć konkretnego. Jak na wsi, to też na biednego nie trafisz skoro 20 lat temu miał telefon. Większość starszych tel stacjonarnych nawet nie pokazuje z jakiego numeru jest połączenie, a nawet jak pokazuje to komórka sprawcy pewnie jest zarejestrowana na jakiegoś sinika spod sklepu (pewnie za 20zł w pół godziny znajdziesz chętnego na większości osiedli). Tu potrzebna jest masowa edukacja: w mediach, z ambony i przez rodziny. I przydałoby się jakieś konkretne działanie Policji, bo na razie efektów nie widać, a problem ewidentnie jest i narasta. Seniorzy niestety za bardzo ufają innym dlatego jest tyle oszustw wokół, z Ojcem Dyrektorem włącznie.

  7. Okolice Radzynia Podlaskiego też sytuacja miała miejsce.

  8. przecież numer tel jest na kogos zarejestrowany , oczywiscie tylko sprawdzic tych fałszywych i powinno szybko wyjsc

  9. masz racje ciemnota wiejska, Radzyń podlaski, lubartów, Lublin, Kraśnik. same wsie, racja muszę Ci to przyznać wieśniaku. no i tylko Wsidnik się nie kryje.

  10. Zapraszam do mnie! Najpierw podpucha, potem gaz i paralizatorek, a na koniec połamane ręce w łokciach (przy użyciu kolana). Na koniec policja i karetka. Później sądy, ale to nie byłoby pobicie ze skutkiem śmiertelnym, za co niska kara.

Materiały wideo

Lubelscy policjanci wzięli udział w akcji #GaszynChallenge (wideo)
Nowe iluminacje świąteczne na Rynku Wielkim w Zamościu (wideo)
99. Rocznica Bitwy pod Komarowem (wideo)
W Zamościu trwa 18 Międzynarodowy Festiwal Folklorystyczny EUROFOLK (wideo)
W Zamościu trwa XIII Zamojski Festiwal Kultury (wideo)

Co? Gdzie? Kiedy?

WeFilm – Lubelskie Dni Filmu
Wielki finał piłkarskiego Turnieju Wolności w województwie lubelskim
„Obieraczki kapuściane” w Muzeum Wsi Lubelskiej
Kazimierskie Święta Sąsiada
Trwają zapisy do CITY TRAIL!