Wtorek, 18 sierpnia 202618/08/2026
690 680 960
690 680 960

23 proc. badanych mieszkańców Lublina myśli o wyprowadzce na wieś

Chęć przeprowadzki z miasta na wieś – mniej lub bardziej – przejawia 23 proc. badanych mieszkańców Lublina. Napływ nowych mieszkańców jest dla gmin podmiejskich szansą na rozwój, ale też dużym wyzwaniem. – Jeżeli rozwój zabudowy wyprzedza możliwości inwestycyjne samorządu, sukces demograficzny może zamienić się w pułapkę infrastrukturalną i finansową – ostrzegają autorzy raportu „To my. Lokalnie 2026”.

– Wyprowadzka na wieś nie jest niszowym marzeniem mieszkańców największych miast. Z naszych danych wynika, że taki ruch mniej lub bardziej rozważa 33% badanych, którzy na co dzień mieszkają w miastach wojewódzkich – mówi Anna Zachara-Widła, badaczka zachowań konsumenckich w portalu ogłoszeniowym Nieruchomosci-online.pl.

Jak wynika z raportu „To my. Lokalnie 2026”, który został przygotowany przez Nieruchomosci-online.pl we współpracy z Instytutem Rozwoju Miast i Regionów, w kierunku wsi najczęściej spoglądają mieszkańcy Gdańska – aż 44 proc. badanych z tego miasta odpowiedziało, że chcieliby zamieszkać w takim miejscu. W czołówce znalazły się też Kielce (39 proc.), Zielona Góra (37 proc.) i Poznań (36 proc.). O przeprowadzce na wieś najrzadziej wspominali natomiast mieszkańcy Białegostoku, Lublina i Szczecina (po 23 proc. badanych).

A największe miasta? W przypadku Warszawy chęć przeprowadzki na wieś przejawia 25 proc. badanych z tego miasta, w przypadku Krakowa 32 proc., a w przypadku Wrocławia 27 proc.

– Często nie myślimy jednak o przeprowadzce na wieś oddaloną o kilkadziesiąt czy kilkaset kilometrów, ale o zamieszkaniu w gminie podmiejskiej i dalszym funkcjonowaniu w obrębie tej samej aglomeracji. Zwykle chcemy jednocześnie dwóch rzeczy: mieszkać poza zwartą zabudową miejską, ale zachować dostęp do możliwości, które daje duże miasto – komentuje Kamil Nowak, kierownik Zakładu Mieszkalnictwa w Instytucie Rozwoju Miast i Regionów.

23 proc. badanych mieszkańców Lublina myśli o wyprowadzce na wieś

Dom pod miastem tańszy nawet o kilkadziesiąt procent      

Jak mówi Anna Zachara-Widła z Nieruchomosci-online.pl, za trendem wyprowadzek na wieś stoi szereg zjawisk, które w ostatnich latach zmieniły sposób, w jaki myślimy o miejscu do życia.

– Jednym z nich jest upowszechnienie pracy zdalnej i hybrydowej. Dla wielu osób codzienny dojazd do biura przestał być koniecznością, a tym samym odległość od miasta nie ma już takiego znaczenia jak kilka lat temu – mówi badaczka zachowań konsumenckich. – Nasze badanie pokazuje jednak, że jeszcze ważniejsze są cisza, spokój i kontakt z zielenią. To właśnie te elementy najczęściej stoją za myślą o przeprowadzce poza miasto.

– Nie można też oczywiście pomijać cen nieruchomości. Poza największymi miastami za ten sam budżet często można pozwolić sobie na większy metraż, dom zamiast mieszkania czy własny kawałek ogrodu – dodaje Anna Zachara-Widła.

Jak pokazują dane Nieruchomosci-online.pl, ceny ofertowe domów w głównych miastach potrafią być nawet o kilkadziesiąt procent wyższe niż w gminach podmiejskich. W I kwartale 2026 r. wśród największych miast najwyższa różnica cen domów występowała w Krakowie (gdzie średnia cena ofertowa za mkw. wynosi 11 tys. zł) – w stolicy Małopolski są one droższe niż w sąsiadujących gminach średnio o 45 proc. Dalej znalazły się Gdańsk (10,2 tys. zł/mkw.) – drożej średnio o 40 proc., Białystok (6,7 tys. zł/mkw.) – drożej o 36 proc., Wrocław (9,1 tys. zł/mkw.) – drożej o 22 proc., Poznań (8,7 tys. zł/mkw.) – drożej 19 proc. oraz Warszawa (10,9 tys. zł/mkw.) – drożej o 16 proc.

– Znaczenie ma też rozwój infrastruktury drogowej wokół największych miast, a także rosnąca liczba samochodów. Według danych Eurostatu, na tysiąc mieszkańców Polski przypada obecnie 639 samochodów, podczas gdy w 2016 r. było ich 493. Większa mobilność sprawia, że zamieszkanie kilkanaście czy kilkadziesiąt kilometrów od miasta nie musi już oznaczać tak dużego logistycznego kompromisu – mówi Anna Zachara-Widła z Nieruchomosci-online.pl.

Gmina musi nadążyć z drogami, szkołami, wodociągami

Jak mówi Kamil Nowak, kierownik Zakładu Mieszkalnictwa w Instytucie Rozwoju Miast i Regionów, napływ nowych mieszkańców jest dla gmin podmiejskich szansą, ale jednocześnie dużym wyzwaniem infrastrukturalnym i finansowym. A to, jak dobrze gmina sobie z nim poradzi, zależy od jej sytuacji i możliwości inwestycyjnych.

– Tempo budowy domów może być znacznie szybsze niż tempo rozbudowy infrastruktury publicznej. Deweloper może zrealizować całe osiedle w ciągu kilku lat, podczas gdy gmina musi nadążyć z drogami, szkołami, przedszkolami, transportem publicznym, wodociągami, kanalizacją i innymi usługami dla rosnącej liczby mieszkańców. W części szybko rozwijających się gmin skutki tej presji widać bardzo konkretnie: pojawiają się np. spadki ciśnienia czy okresowe braki wody, szczególnie latem – zauważa Kamil Nowak.

Ekspert IRMiR zwraca uwagę, że wyzwaniem jest też rozpraszanie zabudowy. Jeżeli nowe domy powstają chaotycznie, na dużym obszarze i bez odpowiedniej koordynacji z transportem oraz usługami publicznymi, koszt zapewnienia infrastruktury na jednego mieszkańca znacząco rośnie.

– Powstaje przy tym pewien paradoks. Ludzie przeprowadzają się pod miasto m.in. po to, żeby uciec od korków, hałasu i intensywnej zabudowy. Jeśli jednak rozwój zabudowy podmiejskiej postępuje bardzo szybko i bez odpowiedniego planowania, z czasem część tych problemów podąża za mieszkańcami. Szkoły stają się przeciążone, wzrasta ruch samochodowy, a dostępność usług publicznych może się pogarszać – mówi Kamil Nowak.

– Jeżeli rozwój zabudowy wyprzedza możliwości inwestycyjne samorządu, sukces demograficzny może szybko zamienić się w pułapkę infrastrukturalną i finansową: mieszkańców przybywa, ale jakość życia spada, a gmina przez lata nadrabia zaległości infrastrukturalne – dodaje ekspert IRMiR.

Raport „To my. Lokalnie 2026” został przygotowany przez agencję Inquiry na zlecenie Nieruchomosci-online.pl. Badanie przeprowadzono na reprezentatywnej grupie 4081 dorosłych Polaków, a analiza objęła 16 województw. Partnerem raportu jest Instytut Rozwoju Miast i Regionów.

Źródło: nieruchomosci-online.pl

Jeden komentarz

  1. Ocena: 0

    Myślę że duża wiekszość tak myśli lublinian tylko jest jeden problem budżet na to nie pozwala pozatym jak już kupywać to tylko na granicach adminstacyjnych miasta lublina bo ostatnio jechałem przez jakieś pipidówy i to niecałe 20km od Lublina a tam czas jak by się zatrzymał za czasów Prlu i wez tam człowieku dojedz ani mpk ani sklepu jak jest to nie wielki wybór

Dodaj komentarz

Z kraju

Lubelski biznes

Biznes i handel

Sport

Polityka

Społeczeństwo

Zdrowie i styl życia

Nauka i technologia