Trąba powietrzna pustoszy Lublin. Sześć osób nie żyje. Tak było 20 lipca 1931 roku

Najprawdopodobniej jedno z najsilniejszych tornad w dziejach przeszło nad Polską 20 lipca 1931 roku w okolicach Lublina. Dzisiaj mija 82 lata od tamtych wydarzeń.

Prędkość wiatru w trąbie powietrznej miała przekraczać 369 kilometrów na godzinę. Oznacza to, że osiągnęła ona najprawdopodobniej poziom F5 w skali Fujity, kiedy to podmuch niszczy wszystko na swojej drodze. Warto dodać, że najsilniejsze trąby powietrzne jakie widziano na ziemiach polskich w ostatnich dwóch dekadach dochodziły maksymalnie do poziomu F3.

O godzinie siódmej wieczorem horyzont nad miastem zaczął pokrywać się ciemnymi chmurami. Niedługo później mieszkańcy mogli dostrzec wysoki słup w kształcie leja, zbliżający się do miasta. Zaraz potem przy akompaniamencie gromów i błyskawic wtargnął on w granice miasta. Trąba powietrzna sunęła ulicą 1 maja, a potem Wrotkową, wywracając po drodze wagony z końmi wyścigowymi.

Gazety podawała szczegóły śmierci jednego z dorożkarzy, niejakiego Joska Bergmana, który miał nieszczęście jechać dorożką ulicą Zamoyską w chwili kiedy przechodziła tamtędy trąba powietrzna. Jego dorożkę razem z pasażerami wiatr rzucił na teren pobliskiej fabryki. Nieszczęśnik zginął na miejscu, zaś pasażerowie z ciężkimi ranami zostali odwiezieni do szpitala.

Zachowały się również liczne dramatyczne relacje pozostawione przez naocznych świadków tornada. Na przykład jeden z policjantów pełniący feralnego dnia służbę miał zostać porwany przez wiatr i rzucony kilkadziesiąt metrów dalej.

Łącznie, w wyniku tornada uszkodzone zostały liczne zabudowania głownie na przedmieściach, uszkodzeniu uległa również część terenów fabrycznych. W wyniku trąby powietrznej śmierć miało ponieść sześć osób.

Tak o wydarzeniach z 20 lipca 1931 pisał Światowid:

„Dnia 20 b.m. wieczorem zaczęło się w Lublinie chmurzyć i zerwał się porywisty wicher, który niebawem przeszedł w huragan. Równocześnie rozpętała się burza z nawałnicą, która swoje najwyższe napięcie osiągnęła o godzinie 7-ej. Nawałnica ta miała skutki wręcz katastrofalne i wyrządziła ogromne szkody w Lublinie i jego okolicach. O sile huraganu świadczy fakt, że dachy zrywane były z domów jak papier. Najbardziej ucierpiała wschodnia część miasta, a zwłaszcza ulica 3-go Maja, przedmieście Tatary, Bronowice i rzeźnia miejska. W całem mieście wybuchła panika, ludzie biegali jak oszalali, chroniąc się do bram, gdyż w powietrzu latały belki i cegły pozrzucane z domów. W okolicy gazowni trąba powietrzna zwaliła kilkudziesięciometrowy komin w młynie Blachmana. Mocno ucierpiał również dworzec kolejowy i ulica Krochmalna, gdzie trąba powietrzna zniszczyła piękną aleję wysadzaną topolami. Uszkodzona została także gazownia miejska, wskutek czego Lublin przez wieczór i noc pogrążony był w ciemnościach, co niezmiernie utrudniało akcję ratunkową. Sytuację uratowała dopiero pomoc wojskowa, która dostarczyła reflektorów, przy świetle których rozpoczęto poszukiwania rannych. W majątku Tatary tuż za miastem zapaliły się wszystkie budynki, grzebiąc pod gruzami mieszkańców. Z pod rumowisk wydobyto dwa trupy i kilkunastu rannych.”

(autor: Paweł Rzewuski, źródło publikacji: Portal historyczny Histmag.org, tekst na licencji CC BY-SA 3.0, link do materiału)