Skarżą się na gokarty jeżdżące pomiędzy wypoczywającymi nad zalewem. – Jak we mnie wjechał, to aż kucnąłem z bólu

IMG_3097

Zakaz jest, jednak tak jakby go nie było. Przedsiębiorcy tłumaczą, że znaki zakazujące jazdy na tzw. gokartach są niewymiarowe, a tym samym nikogo karać nie można.

 

Zalew w Krasnobrodzie jest największym kąpieliskiem na Roztoczu. Od lat cieszy się bardzo dużą popularnością wśród okolicznych mieszkańców, jak też turystów. Po przeprowadzonej w 2012 roku modernizacji, w trakcie której połączono zalew z dwoma mniejszymi zbiornikami, powstało również wiele dodatkowych atrakcji. Powiększono plażę, wybudowano drewniane molo, baseny, a także dodatkową bazę noclegową i gastronomiczną. Wytyczono też liczne nowe ścieżki, w tym biegnącą od strony miasta, przez plażę, wyspę w kierunku parku linowego.

Okoliczni przedsiębiorcy, wzorem swoich kolegów z innych regionów, stworzyli wakacyjne wypożyczalnie czterokołowych rowerów, tzw. gokartów. Podobne wypożyczalnie powstają jak grzyby po deszczu w wielu miejscowościach turystycznych. Dla jednych jest to atrakcja i jedna z form rozrywki, dla innych zaś utrapienie.

– W weekend wybraliśmy się z rodziną nad zalew w Krasnobrodzie. Miejsce przepiękne, woda o wiele czystsza niż w Zalewie Zemborzyckim, do tego piękna plaża, na której w upalne dni ciężko znaleźć wolne miejsce. Jest jednak jedno ale, mianowicie w pobliżu powstało chyba z pięć wypożyczalni gokartów. Wypożyczające je osoby, głównie dzieci i młodzież, masowo jeżdżą pomiędzy wypoczywającymi oraz spacerowiczami i co chwila dochodzi do niebezpiecznych sytuacji. Odczułem to na własnej skórze. Jak mi kilkunastolatek wjechał od tyłu w nogi, to aż kucnąłem z bólu – wyjaśnia Tomasz.

Tymczasem obowiązujący od kilku lat regulamin korzystania z obszaru rekreacyjno – wypoczynkowego „zalew” w Krasnobrodzie, zezwala na korzystanie ze ścieżek jedynie użytkownikom tradycyjnych rowerów. Wjeżdżać na ten teren nie można za to wszelkiego rodzaju pojazdami silnikowymi, czterokołowymi pojazdami rowerowymi oraz pojazdami zaprzęgowymi. Przypominają o tym stosowne znaki.

Przedsiębiorcy, jak też użytkownicy gokartów nic sobie z tego nie robią. Zapytani o zakaz tłumaczą, że znaki nie spełniają standardów i nie są obowiązujące. Tymczasem turyści muszą się pilnować, żeby nierozważny rowerzysta w nich nie wjechał, gdyż może się to skończyć nawet na poważnych kontuzjach i urazach.

(fot. nadesłane)
2018-07-11 21:53:47