690 680 960

Zakopał psa żywcem, potem kłamał w sądzie. Mieszkaniec Lublina kolejne lata spędzi w więzieniu

Wziął łopatę i razem z psem udał się pod wiadukt. Tam skatował zwierzę po czym zakopał je żywcem. Policjantów zapewniał, że jego pupila ktoś mu ukradł. Kiedy sprawa wyszła na jaw, również w sądzie mijał się z prawdą.

W piątek przed Sądem Rejonowym Lublin-Wschód w Świdniku zakończył się proces 33-letniego Jerzego B. Mieszkaniec Lublina był oskarżony o znęcanie się nad zwierzęciem ze szczególnym okrucieństwem. Chodzi o głośną sprawę psa, który został skatowany i zakopany żywcem pod wiaduktem w ciągu ul. Grygowej.

Wszystko wydarzyło się 23 października ub. roku, kiedy to przechodząca w pobliżu pracownica PKP usłyszała skomlenie psa. Postanowiła odnaleźć zwierzę i sprawdzić czy mu się nic nie stało. Kiedy skierowała się w stronę, z której dobiegały dźwięki, dostrzegła wystający spod ziemi fragment pyska. Natychmiast zaalarmowała współpracowników i wspólnymi siłami udało im się odkopać zwierzę.

O wszystkim powiadomiona została policja. Funkcjonariusze na miejscu przeprowadzili oględziny. Wezwano też weterynarza. Jak się okazało, pies został zakopany żywcem. Skrajnie wycieńczony i posiadający liczne obrażenia pies został przewieziony do lecznicy. Policjanci rozpoczęli zaś czynności mające na celu odnalezienie sprawcy tego bestialskiego czynu.

Po tym jak nagłośniliśmy sprawę, zaś zdjęcie psa zaczęło być publikowane przez większość mediów, właściciel psa zgłosił się na komisariat. Zapewnił jednak, że ze zdarzeniem nie ma nic wspólnego, a psa skradziono mu dzień wcześniej. Wobec braku dowodów, mężczyzna został zwolniony. Jak rozmawialiśmy wtedy z funkcjonariuszami, zapewniali oni że się nie poddadzą i doprowadzą tą sprawę do końca. Tak też się stało.

Jerzemu B., 33-letniemu właścicielowi psa udowodniono winę, a mężczyzna usłyszał zarzut zabicia zwierzęcia ze szczególnym okrucieństwem. Pomogły nagrania z kamer monitoringu, które zarejestrowały, jak mężczyzna idzie z psem w stronę wiaduktu, niosąc też ze sobą łopatę. Wrócił już bez zwierzęcia. Jak ustaliliśmy, trzonkiem łopaty pobił swojego psa, a potem żywcem zakopał w ziemi. Zastosowano wobec niego środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania. Jeżeli chodzi o psa, jego życia nie udało się uratować. Zwierzę poddano eutanazji. Pies miał bowiem bardzo poważne obrażenia.

Sprawą zajął się Sąd Rejonowy Lublin-Wschód, zaś oskarżycielem posiłkowym była lubelska fundacja Ex Lege, która zajmuje się ochroną zwierząt. Fundacja złożyła również dodatkowe obszerne wnioski dowodowe. Nie zgodziła się również na propozycję oskarżonego o dobrowolne poddanie się karze. Mężczyzna określił, że zasługuje na karę roku pozbawienia wolności, trzyletni zakaz opieki nad zwierzętami oraz nawiązkę w wysokości 1 tys. zł na rzecz schroniska dla bezdomnych zwierząt.

W trakcie postępowania mężczyzna zapewniał, że tylko raz uderzył psa łopatą, następnie zakopał zwierzę sądząc, iż ono nie żyje. Tymczasem sąd wskazał, że oskarżony moja się z prawdą, gdyż jego wyjaśnieniom przeczą ustalenia śledztwa, jak też zebrany materiał dowodowy. W efekcie Jerzy B. został skazany na karę dwóch i pół roku pozbawienia wolności. Dodatkowo przez najbliższe 15 lat ma zakaz opiekowania się zwierzętami, musi też zapłacić kwotę 7 tys. zł na rzecz schroniska dla zwierząt. Wyrok nie jest prawomocny.

(fot. policja)

20 komentarzy

  1. Nie pochwalam postępku tego sprawcy, ale wyrok jest chory. Psy traktowane są w sądach lepiej niż ludzie. Znam wiele przypadków, gdy został pozbawiony życia człowiek, a sprawcą jest na wolności. Zwierzęta są przez ludzi zabijane codziennie i zjadane, tak jest od wieków. Ten sprawca powinien zapłacić wysoką karę i odpracować. W więzieniu trzeba go będzie żywić i utrzymywać z naszych podatków.

  2. Brawo dla sądu. Przez 3 lata jednego kretyna mniej.

Kursy walut

  • USD 4.2803zł -1.04%
  • GBP 5.2838zł -0.83%
  • EUR 4.7079zł -0%
  • CHF 4.7147zł -0.16%

Polub nas