690 680 960

Dostali zgodę na koszenie inwazyjnej rośliny. Wykorzystali do tego celu spychacze (zdjęcia)

Trwa ustalanie, czy na terenie górek czechowskich nie doszło do złamania przepisów związanych z ochroną przyrody. Mowa o stworzeniu zagrożenia dla siedlisk zwierząt w trakcie „koszenia” nawłoci.

Niemałe wzburzenie aktywistów wywołała sytuacja, jaką dostrzegli na górkach czechowskich. Mowa o ciężkich maszynach rozjeżdżających teren i zdzierających darń wraz z roślinnością. Jak się okazało, w ten sposób wykonywane jest… koszenie nawłoci. Co więcej, spółka TBV, która jest właścicielem dawnego poligonu, posiada na to zgodę od Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Lublinie. Chodzi o zapobieganie rozprzestrzenianiu się nawłoci, która jest gatunkiem inwazyjnym. Z uwagi na dużą dynamikę wzrostu skutecznie konkuruje o światło i składniki odżywcze z innymi roślinami, powoduje też zmiany właściwości gleby, przez co inne gatunki mają później problem ze wzrostem.

Tymczasem miłośnicy przyrody alarmują, że prace te powodują zagrożenie dla populacji chomika europejskiego, który bytuje na tym terenie. Tymczasem jak wyjaśnia Krzysztof Gorczyca, prezes Towarzystwa dla Natury i Człowieka, służby odpowiedzialne za ochronę przyrody wskazały, że wszystko to ma sprzyjać ochronie tych, wpisanych przez Międzynarodową Unię Ochrony Przyrody na Czerwoną listę jako gatunek krytycznie zagrożony, zwierząt.

– Prowadzone od lat na Lubelszczyźnie działania usuwania niepożądanej roślinności, choćby na płatach muraw kserotermicznych czy terenach lęgowych rzadkich ptaków, nie obejmują rajdów maszyn na gąsienicach czy zdzierania darni. Stosuje się raczej ręczne wykaszanie na określonej wysokości lub ekstensywny wypas. Chroniąc susły czy chomiki nie wysyła się na nie buldożerów, nie usuwa się roślinności stanowiącej schronienie i bazę pokarmową przedmiotu ochrony. Zrywanie murawy nie jest sposobem na usunięcie inwazyjnej nawłoci. Przeciwnie – jest zaproszeniem dla nawłoci – dodaje Krzysztof Gorczyca, kierując do RDOŚ list otwarty w tej sprawie.

Aktywiści dodają, że tego typu prace prowadzone są nie tylko w miejscach zajętych przez nawłoć, ale też na terenie, gdzie roślina ta nie występuje. Są tam za to rzadkie i chronione gatunki roślin, ptaków, bezkręgowców czy gadów. Na dowód pokazują zdjęcie rozjechanej przez maszyny jaszczurki zwinki. Podkreślają, iż wszędzie działania na rzecz przyrody są prowadzone pod nadzorem, według planu i opartej na naukowej wiedzy metodologii. Do tego dochodzi weryfikacja ich wyników. Tutaj jednak nikt się ma nie interesować, w jaki sposób odbywa się owe „koszenie” na które właściciel terenu posiada zgodę.

Tymczasem sprawą zajęła się policja, którą powiadomili aktywiści. Funkcjonariusze po zapoznaniu się ze stanem faktycznym występującym na miejscu, skontaktowali się z Regionalną Dyrekcją Ochrony Środowiska w Lublinie. Wtedy ta uznała, iż rzeczywiście mogło dojść do naruszenia przepisów. Jak nam przekazano, zgoda obejmowała koszenie tradycyjną metodą, a nie w postaci usuwania roślin za pomocą pojazdów gąsienicowych. Na chwilę obecną jednak policjanci nie chcą jeszcze orzekać, czy prawo zostało złamane. Wszystko dlatego, że czynności są w początkowej fazie i konieczne jest wykonanie w tej sprawie jeszcze wielu czynności.

(fot. TdNiC – nadesłane)

25 komentarzy

  1. Setki stworzeń przyjechali barbarzyńcy.

  2. Ciekawe czy ci co wydali na to zgodę tak kosza u siebie trawniki?

  3. Tydzień temu ten spychacz wjeżdżał na ten teren. Było nie ćpać tylko wtedy reagować

  4. Przyjedźcie i mojego złapcie co mi się do piwnicy wpitolił i zniszczył zapasy na zimę marchwi pietruszki itp ekologicznych warzyw bez oprysków i reszty syfu. Gdzie było ci ekolodzy uje złamane!!!

  5. Prawdopodobnie problem chomika zniknie w momencie gdy w/w Towarzystwo przytuli odpowiednią kwotę , podobnie jak w Augustowie.

Kursy walut

  • USD 4.3354zł 0.21%
  • GBP 5.369zł 0.8%
  • EUR 4.7239zł 0.34%
  • CHF 4.7142zł 0.58%

Polub nas