Poniedziałek, 21 września 202621/09/2026
690 680 960
690 680 960

Motyki, konna kopaczka i kartofle z ogniska. Tak wyglądały wykopki blisko 100 lat temu

Dziś ziemniaki kupujemy w sklepie w kilka minut. Dawniej ich zebranie oznaczało długie godziny ciężkiej pracy całej rodziny. Jak wyglądały jesienne wykopki na lubelskiej wsi przed blisko stu laty, można było zobaczyć w niedzielę w Muzeum Wsi Lubelskiej. Na polu pojawiły się motyki, końska kopaczka, wóz na zebrane plony, a na koniec także ognisko z pieczonymi kartoflami.

„Wykopki kartoflane” na dobre wpisały się w kalendarz wydarzeń organizowanych przez Muzeum Wsi Lubelskiej. W niedzielę na polu pomiędzy Zagrodą z Urzędowa a Zagrodą z Niemiec w sektorze Wyżyna Lubelska zgromadziło się szereg mieszkańców Lublina i nie tylko. Zwiedzający mogli prześledzić cały proces związany z jesiennym zbiorem ziemniaków. Nie ograniczono się przy tym do samego kopania. Pokazano również transport plonów, ich przechowywanie, a także prace wykonywane na polu po zakończeniu zbiorów.

Pierwszym narzędziem, które trafiło w ziemię, była motyka. To właśnie przy jej pomocy przez lata wydobywano ziemniaki. Po podważeniu ziemi bulwy trzeba było ręcznie zebrać i umieścić w odpowiednim miejscu. Dla współczesnego obserwatora mogła to być zaskakująca lekcja tego, jak dużo wysiłku wymagało kiedyś wykonanie czynności, które obecnie w gospodarstwach rolnych są w dużej mierze zmechanizowane.

Kolejnym etapem pokazu była praca konnej kopaczki. Wprowadzenie takich urządzeń pozwalało znacząco przyspieszyć zbiór ziemniaków i ograniczyć część pracy wykonywanej wcześniej wyłącznie ręcznie.

– W trakcie wydarzenia pokazywaliśmy, jak wyglądały wykopki mniej więcej sto lat temu. Zaczynaliśmy od najbardziej tradycyjnej metody kopania motykami, a później na pole wjeżdżała kopaczka konna. Takie kopaczki trafiły na wieś w XX wieku. W Lublinie działała znana fabryka Wolskiego, a produkowane tam urządzenia nazywano „Jagiellonkami” – mówił Szymon Zawadzki z Działu Edukacji i Promocji Muzeum Wsi Lubelskiej.

Po wykopaniu ziemniaki trafiały na wóz. Zebrane plony zwożono następnie do piwnicy w Zagrodzie z Niemiec. Na tym jednak praca się nie kończyła. Pole należało jeszcze uporządkować i przygotować do kolejnego sezonu. Zwiedzający mogli zobaczyć również pokaz bronowania.

Samo zebranie ziemniaków było dopiero połową sukcesu. Trzeba było jeszcze zadbać o to, aby plony przetrwały zimę. Część ziemniaków przechowywano w piwnicach, jednak dawniej bardzo często wykorzystywano również kopce. Ziemniaki umieszczano w odpowiednio przygotowanym miejscu, zabezpieczano słomą, a następnie przykrywano warstwą ziemi. W czasach, gdy ziemniaki stanowiły jeden z podstawowych produktów spożywczych, odpowiednie zabezpieczenie zbiorów miało ogromne znaczenie. Od tego zależało, czy zapasy wystarczą rodzinie na kolejne miesiące.

Dawne wykopki przyciągnęły do Muzeum Wsi Lubelskiej całe rodziny. Dla dzieci była to okazja, aby zobaczyć z bliska narzędzia i maszyny, o których często mogą dziś przeczytać jedynie w książkach. Dla starszych uczestników wydarzenie miało z kolei bardzo osobisty wymiar. Widok ludzi pracujących przy zbiorze ziemniaków przywoływał wspomnienia z dzieciństwa i młodości.

Po pracy na polu uczestnicy mogli odpocząć przy ognisku. W wąwozie przy Dworze z Żyrzyna przygotowano miejsce, gdzie można było spróbować pieczonych kartofli. Nie zabrakło również muzyki kapeli ludowej, która dodatkowo podkreślała charakter wydarzenia. Dzięki temu niedzielne spotkanie w skansenie nie było wyłącznie pokazem dawnych prac rolniczych, ale także okazją do wspólnego spędzenia czasu.

Organizatorzy pomyśleli również o najmłodszych. Pomiędzy Olejarnią a Chałupą z Tarnogóry przygotowano stanowisko edukacyjne, przy którym dzieci mogły wykonać własne pieczątki z ziemniaka.

Dzisiaj wykopki mogą kojarzyć się przede wszystkim z tradycją i wspomnieniami. Dawniej były jednak jednym z najważniejszych momentów w gospodarstwie. Ziemniaki stanowiły podstawę codziennego jadłospisu wielu rodzin, dlatego jesienne zbiory wymagały zaangażowania wszystkich domowników. Praca była ciężka i czasochłonna, a jej efekty miały zapewnić gospodarstwu zapasy na zimę. „Wykopki kartoflane” pozwoliły zobaczyć cały ten proces – od wbicia motyki w ziemię, przez pracę końskiej kopaczki i zbieranie bulw, aż po transport oraz przechowywanie plonów.


fot. Piotr Kasperski / Muzeum Wsi Lubelskiej

 


Ustaw lublin112.pl jako preferowane źródło w Google

19 komentarzy

  1. Żeby to 100. Tak było jeszcze 30 lat temu.

    • Dwa dni temu widziałem rodzinka zbierała za pługiem (pług na papaju), a w tamtym roku u siebie motyką wykopywałem.
      Jak ktoś ma niewielki kawałek dla siebie to nie będzie brał dużej maszyny.

  2. Ocena: 18

    Końska to jest grzywa,a kopaczka konna!

    • ty to jesteś 🙂 no konna…
      się czepia może wtedy mieli końskie albo pokolenie „Z” pisało xd

  3. Raczej 45 lat temu. Ja pamiętam ale redaktor tego artykułu jest za młody. Dodam do tego żniwa ze snopowiązałką bez sznurka 😞

    • Bez sznurka to była żniwiarka lub kosiarka z zamocowanym urządzeniem do zbierania „garści”, snopowiązałka była ze sznurkiem – chyba, że się zerwał.

    • to była żniwiarka bez sznurka

    • Ocena: -1

      U każdego gospodarza inaczej… 45 lat temu kopano ziemniaki za pomocą ciągników, ale nie u wszystkich. Kółka rolnicze miały już nawet kombajny. Robienie szumu, bo ktoś napisał „100 lat temu” ukazuje infantylność komentującego. Kopaczka taka jak na zdjęciach była w produkcji 100 lat temu.

  4. Takie wykopki były jak najbardziej jescze 35 lat temu, ale na pewno nie w strojach ludowych. Stroje ludowy były tylko na wielkie święta, a nie na codzień w pole.
    Snopowiązałka mogła być bez sznurka z uwagi, że nie zawsze był dostępny, a szczególnie w czasie żniw.

  5. Pamiętam taką kopaczkę. Buraki cukrowe też się kopało. Tyle, że radło było jak widły z trzema zzębami.

  6. 100lat temu?
    Ja pamiętam każde wakacje u dziadków jakieś 30 lat temu jak to każdy miał swój rewir do zbierania ziemniaków, a koń tylko kółeczka robił z kopaczką.

    Ile to razy z wozu się spadało z belkami słomy jak się z pola wracało, popijanie wina marki Vino na sianie żeby dziadki nie widziały … Teraz się człowiek z tego śmieje ale fajne czasy były.

    Ciekawy jestem czy były pokazy zrywania parkietu z obory jak to kiedyś bywało w święto pracy – w maju, a następnie ręczny rozrzut na pole.

  7. Coś te zimnioki za czyste były pewnie z marketu 😂

  8. Ocena: -1

    Przykro że tak pogorszyli dohazd do Skansenu poprzez remont al Warszawskiej

  9. Osoba komentująca J
    Ocena: -1

    Pan Bóg was pokarze za te wykopki w niedzielę!

  10. Ocena: -2

    Szkoda że tak zniszczono dojazd do Skansenu poprzez remont al. Warszawskiej.
    Przykro

Dodaj komentarz

Z kraju

Lubelski biznes

Biznes i handel

Polityka

Społeczeństwo

Zdrowie i styl życia

Nauka i technologia