Niedziela, 05 lipca 202605/07/2026
690 680 960
690 680 960

Śmierć 37-latki pod Włodawą wstrząsnęła Polską. Śledztwo dobiega końca

Śledztwo w jednej z najgłośniejszych spraw na Lubelszczyźnie dobiega końca. Prokuratura jest o krok od podjęcia decyzji dotyczącej postępowania po śmierci 37-letniej Emilii z Włodawy, której zaginięcie zimą wstrząsnęło opinią publiczną w całym kraju.

Dobiega końca śledztwo w sprawie śmierci 37-letniej mieszkanki Włodawy. Zaginięcie Emilii, a następnie odnalezienie jej zwłok, poruszyło nie tylko lokalną społeczność, lecz także stało się głośne niemal w całym kraju. Wszystko za sprawą okoliczności towarzyszących temu zdarzeniu. Zbulwersowały one wiele osób – wskazywano wówczas, że mąż miał zostawić żonę na pewną śmierć.

We wtorek, 6 stycznia, około godziny 22:00 kobieta podróżowała wraz z mężem drogą wojewódzką nr 812 Chełm–Włodawa. W pewnym momencie miało dojść między nimi do nieporozumień. Wówczas mężczyzna, w okolicach Okuninki, zatrzymał auto, a kobieta wysiadła i udała się w nieznanym kierunku. On zaś miał pojechać do domu. Panowały wówczas silne mrozy i padał śnieg.

Policję o zaginięciu 37-latki zaalarmowano dopiero następnego dnia. Uczyniła to jej matka, gdy dowiedziała się, co zaszło, i nie mogła skontaktować się z córką. Z uwagi na to, że Emilia nie miała zimowej odzieży i wysiadła z samochodu bez kurtki, jedynie w bluzce, natychmiast ruszyły zakrojone na szeroką skalę poszukiwania.

Do działań, oprócz policjantów, włączyli się również funkcjonariusze Straży Granicznej, strażacy z jednostek PSP i OSP, a także grupa poszukiwawcza z psami. Wykorzystywano m.in. drony, quady oraz skuter śnieżny. Każdego dnia ponad 100 osób przeczesywało okolicę. Po dokładnym sprawdzeniu około 250 hektarów terenu zwłoki poszukiwanej odnaleziono dopiero w niedzielę, a więc pięć dni po jej zaginięciu.

Ciało znajdowało się na bagnistych łąkach na pograniczu Okuninki i Włodawy, w trudnodostępnym terenie. Miejsce to zlokalizowane jest około 700 metrów od najbliższych zabudowań i niespełna kilometr od punktu, w którym kobietę widziano po raz ostatni. Jak wówczas wskazywano, ujawniono ślady zadrapań, a denatka była pozbawiona części garderoby.

Sekcja zwłok wykazała jednak, że przyczyną śmierci było wychłodzenie organizmu. Co więcej, w organizmie 37-latki znajdowały się 3 promile alkoholu. Jeżeli zaś chodzi o zadrapania na rękach i nogach, to – jak ustaliło RMF FM – zdaniem biegłych prawdopodobnie powstały one podczas przedzierania się kobiety przez zarośla. Natomiast brak części ubrania miał być spowodowany fazą hipotermii znaną jako „paradoksalne rozbieranie”. Jest to typowe zjawisko występujące u osób narażonych na niskie temperatury, również znajdujących się pod wpływem alkoholu.

Teraz prokurator ma zdecydować, w jaki sposób zakończyć postępowanie prowadzone w kierunku ewentualnego nieudzielenia pomocy oraz narażenia człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.

9 komentarzy

  1. 3 promile to już niezła pijaczka. A jak się uparła i sama wysiadła, to jak to mówią „Bywaj”

    • Wstrząsneło Polską nie żartujcie, alkoholiczka z alkoholem w reklamówce (jak pisały media) poszła szukać wiatru w polu.

  2. Ocena: 0

    3 promile? Nigdy nie zaznałem takiego szczęścia.

  3. Wypad do siebie
    Ocena: 0

    Pijaczka wyskoczyła z samochodu po awanturze , może mu i gębę obiła przy okazji. Miał się rzucić za nią na ślepo? Wtedy prasa pisała , że niezłe było z niej ziółko i wcześniej też zdarzały się ucieczki po pijaku. Jedno powinien- od razu zadzwonić na policję i zgłosić sytuację.

  4. Ocena: 0

    3 promile dobry wynik

  5. Ocena: 0

    Umorzyć jak nie wie co zrobić. Dorosła osoba sama zdecydowała. Po drugie kobiecie nigdy nie przetłumaczysz do rozumu tym bardziej pijanej i do tego uzależnionej.

  6. Marian janusz Paździoch
    Ocena: -1

    Zabójstwo to było wywalić na mróz minus26

  7. Poseł z reklamówką na granicy białoruskiej
    Ocena: -3

    Zakładam, że mąż był trzeźwy, wszak prowadził. Tym bardziej nie powinien pozostawiać żony na mrozie, jeśli wiedział, że jest pijana.

    • emerytka bez beretu
      Ocena: 0

      Wydaje się, że trzeźwy nie był, skoro podjął decyzję zostawienia jej na mrozie. I pewnie stracił poczucie czasu (tzw. urwany film), skoro nie zawiadomił nikogo o zaginięciu żony.

Dodaj komentarz

Z kraju

Lubelski biznes

Biznes i handel

Sport

Polityka

Społeczeństwo

Zdrowie i styl życia

Nauka i technologia