Nowe przepisy uderzą w pszczelarzy? Pasieki mogą zniknąć z wielu miejsc
07:13 21-04-2026 | Autor: redakcja
Projekt Krajowego Planu Odbudowy Zasobów Przyrodniczych w części poświęconej owadom zapylającym zapowiada istotną zmianę podejścia państwa do relacji między pszczelarstwem a ochroną przyrody. Z dokumentu wynika, że jednym z priorytetów ma być ograniczenie negatywnego wpływu hodowli pszczoły miodnej na populacje dzikich zapylaczy. To może oznaczać nie tylko zmianę filozofii działania administracji, ale także konkretne restrykcje dla właścicieli pasiek.
Autorzy projektu wychodzą z założenia, że dzikie owady zapylające wymagają systemowej ochrony, a jednym z elementów presji na ich populacje może być nadmiernie rozwinięta gospodarka pasieczna. W praktyce oznacza to odejście od bezwarunkowego promowania pszczoły miodnej jako symbolu ochrony przyrody i zwrócenie większej uwagi na konkurencję o źródła nektaru i pyłku, przestrzeń i warunki siedliskowe.
Szczególnie wyraźnie widać to w zapisach dotyczących środka odbudowy poświęconego ograniczeniu negatywnego wpływu hodowli pszczoły miodnej na dzikie zapylacze. Już sam kierunek proponowanych działań pokazuje, że plan nie zakłada dalszego swobodnego rozwoju pasiek w każdej lokalizacji. Wręcz przeciwnie, dokument zapowiada ich większą kontrolę i regulację.
Jednym z najważniejszych rozwiązań ma być obowiązek rejestracji pasiek niezależnie od ich wielkości i przeznaczenia. Taki krok oznaczałby pełniejszą ewidencję uli i większe możliwości nadzoru ze strony państwa. Dla pszczelarzy byłby to sygnał, że sektor ma wejść w etap znacznie silniejszej kontroli administracyjnej.
Projekt przewiduje również regulacje odnoszące się do maksymalnego zagęszczenia uli, zwłaszcza na terenach miejskich. To właśnie miasta mają stać się jednym z głównych obszarów ograniczeń. Dokument wskazuje bowiem na potrzebę zmniejszenia liczby pasiek na dachach budynków powyżej dwóch kondygnacji. Co więcej, zapisano także kierunek odchodzenia od utrzymywania pasiek na dachach instytucji publicznych poprzez nieprzedłużanie umów oraz zachęcanie innych właścicieli nieruchomości do podobnych działań.
Jeszcze bardziej restrykcyjne podejście plan przewiduje wobec obszarów objętych ochroną. W parkach narodowych, rezerwatach przyrody i na terenach Natura 2000 ma dojść do ograniczenia wydawania zgód na umiejscawianie pasiek pszczoły miodnej. W praktyce może to oznaczać, że obecność uli w najcenniejszych przyrodniczo miejscach będzie traktowana nie jako forma wspierania przyrody, ale jako potencjalny problem dla dzikich gatunków zapylających.
Dokument idzie jeszcze dalej, wskazując na potrzebę ograniczania konkurencji między pszczołą miodną a dzikimi zapylaczami także poprzez decyzje planistyczne i derogacyjne. Oznacza to, że administracja może otrzymać wyraźne podstawy do zmniejszania skali gospodarki pasiecznej na obszarach chronionych, jeśli uzna, że zagraża ona lokalnym populacjom dzikich owadów.
W projekcie pojawia się także wątek dotyczący modelu samego pszczelarstwa. Plan zakłada większe ukierunkowanie hodowli na lokalnie przystosowane odmiany pszczoły miodnej, ochronę rodzimych podgatunków oraz ograniczanie napływu obcych genetycznie matek pszczelich. To sygnał, że przyszłe regulacje mogą objąć nie tylko liczbę pasiek i ich lokalizację, ale również kwestie związane z materiałem hodowlanym.
Z perspektywy środowiska pszczelarskiego dokument może budzić poważne obawy. Do tej pory pszczoła miodna była często traktowana w debacie publicznej jako naturalny symbol działań proekologicznych. Tymczasem projekt planu odbudowy przyrody wyraźnie rozdziela ochronę pszczoły miodnej od ochrony dzikich zapylaczy i wskazuje, że interes tych grup nie zawsze jest tożsamy.
To może prowadzić do napięć między administracją, przyrodnikami i pszczelarzami. Dla części branży proponowane przepisy będą zapewne odczytywane jako próba ograniczenia rozwoju pasiek. Z kolei autorzy dokumentu argumentują, że nadrzędnym celem jest odbudowa bioróżnorodności i zahamowanie spadku liczebności dzikich owadów zapylających, których rola w ekosystemach jest nie do zastąpienia.
W praktyce projekt oznacza jedno: przyszła polityka państwa może być znacznie mniej przychylna dla swobodnego rozwoju pasiek niż dotychczas. Najmocniej odczują to właściciele uli funkcjonujących w miastach oraz na terenach cennych przyrodniczo. Jeśli proponowane zapisy wejdą w życie, pszczelarstwo będzie musiało funkcjonować w ramach wyraźnie ostrzejszych zasad, podporządkowanych przede wszystkim ochronie dzikich zapylaczy.
Pszczelarze nie ukrywają, że proponowane przepisy budzą w ich środowisku duży niepokój. Podkreślają, że sprawa nie dotyczy wyłącznie tradycji i wieloletniego dorobku polskiego pszczelarstwa, lecz także bezpieczeństwa żywnościowego i stabilności produkcji rolnej. Zwracają uwagę, że pszczoły odgrywają kluczową rolę w zapylaniu roślin uprawnych oraz w prawidłowym funkcjonowaniu ekosystemów, dlatego wszelkie regulacje ograniczające rozwój pasiek są przez nich odbierane z dużą ostrożnością. W ich ocenie nowe zapisy KPOZP, zwłaszcza w części dotyczącej art. 10, mogą prowadzić do niebezpiecznego przesunięcia akcentów, w którym pszczoła miodna zaczyna być przedstawiana bardziej jako problem niż jako ważny element przyrody i rolnictwa.
– Rząd nie ma planów likwidacji pszczelich pasiek – to kolejny fake news prawicy. Kierownictwo Ministerstwa Klimatu i Środowiska nie przyjęło nawet projektu Krajowego Planu Odbudowy Zasobów Przyrodniczych, o którym rozpisuje się prawica. Taki dokument nie widnieje na stronach Rządowego Centrum Legislacji. Faktem jest, że dzikie zapylacze wymierają i musimy ten proces zatrzymać. Liczebność populacji dzikich pszczół i trzmieli drastycznie spada. Będziemy je chronić, oczywiście nie przez niszczenie pasiek. Promowanie łąk kwietnych, rodzimych gatunków roślin, programy zwiększające retencję wody w środowisku i wiele innych działań będzie służyło wsparciu dzikich zapylaczy, na które będziemy stawiać w dokumencie strategicznym. Zapylacze, takie jak m. in. pszczoły i trzmiele, są kluczowe dla przetrwania większości ekosystemów oraz dla globalnego bezpieczeństwa żywnościowego. Odpowiadają za zapylanie zdecydowanej większości roślin uprawnych na świecie – czytamy w informacji zamieszczonej w serwisie X przez Paulinę Hennig-Kloskę, mister klimatu i środowiska.
Krajowy Plan Odbudowy Zasobów Przyrodniczych
Krajowy Plan Odbudowy Zasobów Przyrodniczych to kluczowy dokument opracowywany przez Polskę do 1 września 2026 r., zgodnie z unijnym rozporządzeniem Nature Restoration Law. Plan wyznaczy harmonogram odbudowy ekosystemów lądowych, morskich, rolniczych i leśnych do 2050 roku, a jego koordynacją zajmuje się Ministerstwo Klimatu i Środowiska.
Niedługo pierdnąć nie będzie można bez zgłoszenia tego do odpowieniej instytucji… Zamordyzmu pod płaszczykiem liberalizmu i ekologii ciąg dalszy.
Można nabawić się schizofrenii, najpierw propagowano zakładać w mieście kwitnące rabaty gdzie się tylko da, na balkonach, tarasach, dachach by ratować pszczoły, podobnie zalecano zgniatać puszki i butelki pety a korki oddawać na cele charytatywne, a tu zonk butelkomat przyjmuje tylko butelki kompletne i nie zgniecione, a dyrektywa unijna nakazała trwałe przytwierdzanie korków do butelek. Co jeszcze?
Właśnie pozostanie jedynie puszczanie bąków.
To proste: wszystkie te przeszłe akcje, które przytaczasz, były skutkiem błędnych decyzji, z których słusznie się wycofano.
Są jeszcze inne przykłady takich błędów.
Pamiętasz Tesco?
Z wielkim szumem wprowadzili u siebie „degradowalne” (czyli niby ekologiczne) firmowe zrywki (bezpłatne jednorazowe torby plastikowe). Degradowalność polegała na tym, że po jakichś 6 miesiącach taka torba samorzutnie rozsypywała się w pył, czyli znikała. Ale specjaliści już wtedy alarmowali, że torebka, która znika z oczu, wciąż istnieje. W postaci drobinek plastiku, których usunięcie ze środowiska praktycznie nie będzie możliwe. Tamte ostrzeżenia zlekceważono.
Minęło15 lat i dzisiaj cały świat boi się mikroplastiku.
I największą w Polsce granda: powszechne „rewitalizacje” placów i rynków miejskich, które polegały na wycięciu w pień istniejącej zieleni, wybrukowaniu i wybetonowaniu powstałych pustek i zaprowadzeniu jakichś symbolicznych rabatek kwiatowych. Decyzję zapadały oczywiście wbrew opiniom urbanistów i przyrodników.
I dzisiaj zamiast rynków mamy w centrach miast setki albo i tysiące gigantycznych mikrofalówek, w których w lecie nie da się wytrzymać.
I tak samo jest z miejskim pszczelarstwem – to ślepa uliczka.
Dzike gatunki owadów są bardziej skuteczne jako zapalacze od pszczoły miodnej, poza tym ich obecność ma inne pozytywne skutki dla środowiska. Ale trudno im przetrwać pod presją sztucznie wprowadzanych i wspomaganych (sztucznie dokarmianych) przez człowieka populacji pszczoły miodnej.
Miejscem dla wielkich hodowli pszczoły miodnej są wielkie plantacje rzepaku czy gryki. Tam, na tych setkach hektarów znajdą zajęcie setki milionów pszczółek.
I miodku też nie zabraknie. 🙂
Pszczelarz są osobliwą częścią społeczeństwa.
Zazwyczaj to pogodni i mili ludzie.
Ich praca przynosi same korzyści, które są znane przez wszystkich.
Poza tym jeżeli dojdzie do unicestwienia pszczół, równocześnie dojdzie do unicestwienia ludzi
Pomyślcie trochę urzędnicy.
Nic nie zrozumiałeś. To właśnie o to chodzi żeby nie tylko pszczoły były od zapylania, bo jeśli one zginą wcześniej wykańczając inne gatunki owadów zapylających to dopiero będzie problem. A tak w razie czego jest je czym zastąpić w pewnej części
Po co w Polsce prawdziwy miód i pasieki? Przecież mamy z importu podrobiony miód.
…i sztuczny miód.
Wyginą pszczoły, wyginą ludzie. Będziemy jeść mięso z drukarki i zdychać od chorób
joanna ma dziwne zwyczaje, chowa mięso do drukarki.
Choroby też wyginą🖖
Razem z ludzmi🤣
Ogromne fermy drobiu powstają u braci ze wschodu. Ptasia grypa dobrze działa u nas.
Teraz miód już spakowany do słoików, trzeba zrobić miejsce na niego u nas w kraju
POza kolesiami z nierządu nikt tej babie nie wierzy nawet w jedno słowo tak jak jej „szefowi” nierządu – prawda jest zwykle całkowicie rozbieżna z tym co te indywidua robią i bełkoczą. Brak zielonego POjęcia o tym czego jedno i drugie się POdjęło – co im każą zleceniodawcy z brukselki i berlina to pieczołowicie „wykonują” – psują .!!
Niechaj pszczółka Maja użądli ich w jaja.
Pisowski talib🤣
Wiecie jakie to jest chore? Weterynarz przyjeżdża nieproszony, sprawdzają jakby człowiek nie wiadomo co wyprawiał z tymi pszczołami. A mam tylko jedną rodzinę, tak amatorsko. To jak ktoś ma dużo pasiek to non stop kontrole.
Ktoś tu komuś dobrze posłodził…
Pazdzioch, to ty nie zrozumiałeś, inne owady to i osy, szerszenie które zabijają pszczoły, w tym te dzikie małe
Najpierw lament: ratujmy pszczółki, ule stawiane gdzie się da, a teraz już ograniczenia? Lament, że bez pszczół zginiemy z głodu, bo kto będzie zapylał jak nie pszczółki. Teraz: kontrola! Za dużo! I cyk, jakieś sztuczne zapylanie cholera wie przez kogo, czym i jak, a miodek ze skażonych terenów ukrainy. No boski plan!
To pierdzielenie o eko, sreko i całej reszcie to pic na wodę fotomontaż.
Świecący miodek z Czernobyla zastąpi żarówki, czysta ekologia.
Podrzucanie uli w nocy w ścieżki przejazdowe w rzepaku też jest w porządku?