Projekt Krajowego Planu Odbudowy Zasobów Przyrodniczych w części poświęconej owadom zapylającym zapowiada istotną zmianę podejścia państwa do relacji między pszczelarstwem a ochroną przyrody. Z dokumentu wynika, że jednym z priorytetów ma być ograniczenie negatywnego wpływu hodowli pszczoły miodnej na populacje dzikich zapylaczy. To może oznaczać nie tylko zmianę filozofii działania administracji, ale także konkretne restrykcje dla właścicieli pasiek.
Autorzy projektu wychodzą z założenia, że dzikie owady zapylające wymagają systemowej ochrony, a jednym z elementów presji na ich populacje może być nadmiernie rozwinięta gospodarka pasieczna. W praktyce oznacza to odejście od bezwarunkowego promowania pszczoły miodnej jako symbolu ochrony przyrody i zwrócenie większej uwagi na konkurencję o źródła nektaru i pyłku, przestrzeń i warunki siedliskowe.
Szczególnie wyraźnie widać to w zapisach dotyczących środka odbudowy poświęconego ograniczeniu negatywnego wpływu hodowli pszczoły miodnej na dzikie zapylacze. Już sam kierunek proponowanych działań pokazuje, że plan nie zakłada dalszego swobodnego rozwoju pasiek w każdej lokalizacji. Wręcz przeciwnie, dokument zapowiada ich większą kontrolę i regulację.
Jednym z najważniejszych rozwiązań ma być obowiązek rejestracji pasiek niezależnie od ich wielkości i przeznaczenia. Taki krok oznaczałby pełniejszą ewidencję uli i większe możliwości nadzoru ze strony państwa. Dla pszczelarzy byłby to sygnał, że sektor ma wejść w etap znacznie silniejszej kontroli administracyjnej.
Projekt przewiduje również regulacje odnoszące się do maksymalnego zagęszczenia uli, zwłaszcza na terenach miejskich. To właśnie miasta mają stać się jednym z głównych obszarów ograniczeń. Dokument wskazuje bowiem na potrzebę zmniejszenia liczby pasiek na dachach budynków powyżej dwóch kondygnacji. Co więcej, zapisano także kierunek odchodzenia od utrzymywania pasiek na dachach instytucji publicznych poprzez nieprzedłużanie umów oraz zachęcanie innych właścicieli nieruchomości do podobnych działań.
Jeszcze bardziej restrykcyjne podejście plan przewiduje wobec obszarów objętych ochroną. W parkach narodowych, rezerwatach przyrody i na terenach Natura 2000 ma dojść do ograniczenia wydawania zgód na umiejscawianie pasiek pszczoły miodnej. W praktyce może to oznaczać, że obecność uli w najcenniejszych przyrodniczo miejscach będzie traktowana nie jako forma wspierania przyrody, ale jako potencjalny problem dla dzikich gatunków zapylających.
Dokument idzie jeszcze dalej, wskazując na potrzebę ograniczania konkurencji między pszczołą miodną a dzikimi zapylaczami także poprzez decyzje planistyczne i derogacyjne. Oznacza to, że administracja może otrzymać wyraźne podstawy do zmniejszania skali gospodarki pasiecznej na obszarach chronionych, jeśli uzna, że zagraża ona lokalnym populacjom dzikich owadów.
W projekcie pojawia się także wątek dotyczący modelu samego pszczelarstwa. Plan zakłada większe ukierunkowanie hodowli na lokalnie przystosowane odmiany pszczoły miodnej, ochronę rodzimych podgatunków oraz ograniczanie napływu obcych genetycznie matek pszczelich. To sygnał, że przyszłe regulacje mogą objąć nie tylko liczbę pasiek i ich lokalizację, ale również kwestie związane z materiałem hodowlanym.
Z perspektywy środowiska pszczelarskiego dokument może budzić poważne obawy. Do tej pory pszczoła miodna była często traktowana w debacie publicznej jako naturalny symbol działań proekologicznych. Tymczasem projekt planu odbudowy przyrody wyraźnie rozdziela ochronę pszczoły miodnej od ochrony dzikich zapylaczy i wskazuje, że interes tych grup nie zawsze jest tożsamy.
To może prowadzić do napięć między administracją, przyrodnikami i pszczelarzami. Dla części branży proponowane przepisy będą zapewne odczytywane jako próba ograniczenia rozwoju pasiek. Z kolei autorzy dokumentu argumentują, że nadrzędnym celem jest odbudowa bioróżnorodności i zahamowanie spadku liczebności dzikich owadów zapylających, których rola w ekosystemach jest nie do zastąpienia.
W praktyce projekt oznacza jedno: przyszła polityka państwa może być znacznie mniej przychylna dla swobodnego rozwoju pasiek niż dotychczas. Najmocniej odczują to właściciele uli funkcjonujących w miastach oraz na terenach cennych przyrodniczo. Jeśli proponowane zapisy wejdą w życie, pszczelarstwo będzie musiało funkcjonować w ramach wyraźnie ostrzejszych zasad, podporządkowanych przede wszystkim ochronie dzikich zapylaczy.
Pszczelarze nie ukrywają, że proponowane przepisy budzą w ich środowisku duży niepokój. Podkreślają, że sprawa nie dotyczy wyłącznie tradycji i wieloletniego dorobku polskiego pszczelarstwa, lecz także bezpieczeństwa żywnościowego i stabilności produkcji rolnej. Zwracają uwagę, że pszczoły odgrywają kluczową rolę w zapylaniu roślin uprawnych oraz w prawidłowym funkcjonowaniu ekosystemów, dlatego wszelkie regulacje ograniczające rozwój pasiek są przez nich odbierane z dużą ostrożnością. W ich ocenie nowe zapisy KPOZP, zwłaszcza w części dotyczącej art. 10, mogą prowadzić do niebezpiecznego przesunięcia akcentów, w którym pszczoła miodna zaczyna być przedstawiana bardziej jako problem niż jako ważny element przyrody i rolnictwa.
– Rząd nie ma planów likwidacji pszczelich pasiek – to kolejny fake news prawicy. Kierownictwo Ministerstwa Klimatu i Środowiska nie przyjęło nawet projektu Krajowego Planu Odbudowy Zasobów Przyrodniczych, o którym rozpisuje się prawica. Taki dokument nie widnieje na stronach Rządowego Centrum Legislacji. Faktem jest, że dzikie zapylacze wymierają i musimy ten proces zatrzymać. Liczebność populacji dzikich pszczół i trzmieli drastycznie spada. Będziemy je chronić, oczywiście nie przez niszczenie pasiek. Promowanie łąk kwietnych, rodzimych gatunków roślin, programy zwiększające retencję wody w środowisku i wiele innych działań będzie służyło wsparciu dzikich zapylaczy, na które będziemy stawiać w dokumencie strategicznym. Zapylacze, takie jak m. in. pszczoły i trzmiele, są kluczowe dla przetrwania większości ekosystemów oraz dla globalnego bezpieczeństwa żywnościowego. Odpowiadają za zapylanie zdecydowanej większości roślin uprawnych na świecie – czytamy w informacji zamieszczonej w serwisie X przez Paulinę Hennig-Kloskę, mister klimatu i środowiska.
Krajowy Plan Odbudowy Zasobów Przyrodniczych
Krajowy Plan Odbudowy Zasobów Przyrodniczych to kluczowy dokument opracowywany przez Polskę do 1 września 2026 r., zgodnie z unijnym rozporządzeniem Nature Restoration Law. Plan wyznaczy harmonogram odbudowy ekosystemów lądowych, morskich, rolniczych i leśnych do 2050 roku, a jego koordynacją zajmuje się Ministerstwo Klimatu i Środowiska.
Źródło: Krajowy Plan Odbudowy Zasobów Przyrodniczych
29 komentarzy
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Usmiechajta się ch ważne że PiS nie rządzi
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Po co teraz te narzekania. Trzeba było głosować przeciwko wejściu do unii i nie głosować na POprańców. Polak głupi przed szkodą i po szkodzie.
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
ktoś ich wybrał
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
I Brukselka (Berlin) powoli dopinają swego .Polska staje się skansenem , coraz więcej parków,rezerwatów,dzikiej zwierzyny a coraz mniej nas.
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Kolejna demagogia , idąc tym tokiem rozumowania to hodowane było jest zagrożeniem dla np. żubrów?
Do czego to zmierza?
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Nareszcie skończy się dyktatura,zamordyzm i terror panów pszczelarzy.Postawi taki bez pytania domki tych żądlących bydlaków a potem drze mordę.A w ogóle to Polsce jest ok.500 gatunków dzikich pszczół,po za tym o wiele,wiele wydajniejszymi zapylaczami są trzmiele.A co do produkcji pysznego miodku to widziałem,jak na wiosnę wysysają soki z psiego łajna.Smacznego.
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Co na to nawrocky czy tam Batyr?