Środa, 17 czerwca 202617/06/2026
690 680 960
690 680 960

Chełm: rodzice czterolatka skarżą się na pomoc w SOR. Szpital odpowiada

Czteroletni Fabian po upadku z huśtawki trafił z raną twarzy do Szpitalnego Oddziału Ratunkowego w Chełmie. Jak relacjonuje jego mama, dziecko przez ponad dwie godziny miało czekać z krwawiącą raną, bez jej wcześniejszego zabezpieczenia i bez leków przeciwbólowych. Ostatecznie chłopiec został skierowany do Lublina, a skarga w tej sprawie trafiła do Rzecznika Praw Pacjenta. Szpital przekazał nam obszerne stanowisko.

Do zdarzenia doszło w niedzielę, 24 maja, przed południem. Jak relacjonuje mama dziecka, czteroletni Fabian spadł z huśtawki i uderzył twarzą w betonowy krawężnik. Rodzice natychmiast ruszyli z nim do chełmskiego szpitala. Jak przekazała nam mama chłopca, pani Dominika, sytuacja od początku wyglądała bardzo poważnie. Dziecko miało silnie krwawić z ust, a rodzice liczyli na szybką pomoc medyczną.

– Wbiegłam na SOR i prosiłam o lekarza. Synek miał przyłożony ręcznik do buzi, bo cały czas bardzo krwawił. Przyszedł mężczyzna z rejestracji, odsłonił ranę, spojrzał i kazał nam czekać. Po chwili wrócił i powiedział, że chirurga nie ma, bo jest na sali operacyjnej – relacjonuje pani Dominika, mama czterolatka.

Rodzice: rana nie została zabezpieczona

Według relacji matki, mimo krwawienia i bólu dziecka rana przez długi czas nie miała zostać ani przemyta, ani zabezpieczona. Pani Dominika twierdzi również, że nikt nie zbadał głowy ani szczęki chłopca po upadku.

– Rana nie została przemyta ani zabezpieczona. Nikt nie zbadał głowy czy szczęki po upadku. Fabian nie dostał nawet leków przeciwbólowych – informuje kobieta.

Po około półtorej godziny oczekiwania matka zapytała personel, czy rana nie powinna zostać odkażona lub opatrzona. Jak twierdzi, miała usłyszeć, że personel „nie będzie go denerwować”. Kobieta zapytała również, czy w tej sytuacji rodzina powinna pojechać z dzieckiem do Lublina. Według jej relacji od pracownika SOR miała usłyszeć:

– A co sobie pani myśli, że tam przyjmą panią z otwartymi rękami?.

Decyzja o przewiezieniu dziecka do Lublina

Po około 2,5 godziny Fabian został przyjęty przez chirurga. Jak relacjonuje mama chłopca, lekarka po obejrzeniu rany miała od razu stwierdzić, że nie podejmie się szycia i dziecko powinno zostać przewiezione do Lublina.

– Dopiero wtedy założono opatrunek. Przez ponad dwie godziny syn siedział z otwartą raną i płakał z bólu. Gdyby od razu powiedziano nam, że tutaj nikt mu nie pomoże, pojechalibyśmy natychmiast do Lublina i nie tracili czasu – mówi pani Dominika.

Jak dodaje, w Lublinie dziecko miało od razu przejść badania głowy i szczęki. Według matki rana okazała się poważna, a u chłopca miał pojawić się już stan zapalny. Jak przekazują rodzice, skarga w sprawie tego zdarzenia trafiła do Rzecznika Praw Pacjenta. Oczekują wyjaśnienia, czy stan czteroletniego dziecka został prawidłowo oceniony i czy personel właściwie zareagował na zgłaszane przez nich obawy.

Szpital: sprawa jest traktowana z należytą powagą

O stanowisko w tej sprawie zwróciliśmy się do Samodzielnego Publicznego Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Chełmie. Placówka przekazała, że zapoznała się ze zgłoszonymi zastrzeżeniami. Odpowiedzi udzieliła Marzena Słomczyńska z Samodzielnego Publicznego Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Chełmie.

– W odpowiedzi na pytania dotyczące zdarzenia z dnia 24 maja 2026 r. w Szpitalnym Oddziale Ratunkowym Samodzielnego Publicznego Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Chełmie uprzejmie informujemy, że Szpital zapoznał się ze zgłoszonymi zastrzeżeniami i traktuje sprawę z należytą powagą. Jednocześnie wskazujemy, że sprawa dotyczy indywidualnego pacjenta, w dodatku małoletniego dziecka. Z tego względu Szpital jest zobowiązany do zachowania szczególnej ostrożności przy przekazywaniu jakichkolwiek informacji publicznie. Obowiązek ten wynika z przepisów dotyczących ochrony danych osobowych, tajemnicy medycznej oraz prawa pacjenta do poszanowania prywatności i poufności informacji związanych z jego stanem zdrowia – czytamy w przesłanej do nas informacji.

Szpital podkreśla, że nie może publicznie odnosić się do szczegółów dotyczących dokumentacji medycznej, oceny stanu pacjenta czy decyzji personelu.

– Znaczna część przesłanych pytań odnosi się bezpośrednio do przebiegu udzielania świadczeń zdrowotnych, treści dokumentacji medycznej, oceny stanu pacjenta, kwalifikacji w ramach segregacji medycznej, decyzji personelu oraz dalszego postępowania z pacjentem. Są to informacje objęte ochroną prawną. Szpital nie może ich ujawniać ani potwierdzać w korespondencji prasowej, nawet jeżeli osoby bliskie pacjenta przedstawiają publicznie własną relację dotyczącą zdarzenia. Szpital może natomiast wskazać, że każdy pacjent zgłaszający się do Szpitalnego Oddziału Ratunkowego jest obejmowany procedurą wstępnej oceny stanu zdrowia. Kolejność udzielania świadczeń w SOR wynika z aktualnego stanu klinicznego pacjentów oraz pilności interwencji medycznej, a nie wyłącznie z kolejności zgłoszeń.

Placówka zaznacza również, że skierowanie pacjenta do innego ośrodka może być elementem postępowania medycznego.

– W przypadku potrzeby oceny specjalistycznej decyzje dotyczące dalszego leczenia, sposobu zaopatrzenia urazu lub ewentualnego skierowania pacjenta do innego podmiotu leczniczego podejmowane są przez personel medyczny z uwzględnieniem stanu pacjenta, charakteru urazu, dostępnego zabezpieczenia specjalistycznego oraz dobra pacjenta. Skierowanie do ośrodka o wyższym stopniu referencyjności nie oznacza samo w sobie braku udzielenia pomocy, lecz może stanowić element prawidłowego postępowania medycznego.

Placówka deklaruje współpracę z uprawnionymi organami

Szpital poinformował, że sprawa jest analizowana, m.in. pod kątem organizacji udzielania świadczeń oraz komunikacji z opiekunami dziecka.

– Sprawa jest analizowana w zakresie organizacji udzielania świadczeń, przebiegu komunikacji z opiekunami pacjenta oraz dostępnych materiałów pozostających w dyspozycji Szpitala. Szczegółowe wyjaśnienia, dokumentacja medyczna oraz chronologia czynności mogą być przekazywane wyłącznie podmiotom ustawowo uprawnionym, w tym Rzecznikowi Praw Pacjenta, organom nadzoru lub innym właściwym organom działającym w granicach swoich kompetencji. Szpital deklaruje pełną współpracę z takimi organami. Na obecnym etapie Szpital nie będzie prowadził publicznego postępowania dowodowego ani polemiki z relacjami osób bliskich pacjenta za pośrednictwem mediów. Mogłoby to naruszać dobro małoletniego dziecka, prawo pacjenta do prywatności oraz prawidłowy przebieg czynności wyjaśniających.

Na zakończenie placówka przekazała, że ewentualne dalsze działania będą zależały od wyników analizy sprawy.

– Szpital stoi na stanowisku, że sprawa powinna zostać wyjaśniona w trybie przewidzianym przez prawo, z poszanowaniem praw pacjenta, dobra dziecka, tajemnicy medycznej oraz zasad rzetelnej oceny dokumentacji i okoliczności zdarzenia. Jeżeli analiza zdarzenia wykaże potrzebę podjęcia działań organizacyjnych, przypominających lub szkoleniowych, Dyrekcja podejmie odpowiednie kroki.

Sprawa będzie teraz wyjaśniana przez właściwe instytucje. Rodzice Fabiana liczą, że postępowanie pozwoli ustalić, czy dziecko otrzymało pomoc adekwatną do stanu zdrowia i charakteru urazu.

Źródło: Relacja mamy Fabiana\Odpowiedź Szpitala w Chełmie

17 komentarzy

  1. Gdyby ktoś z rodziny pełnił ważną funkcję w układach partyjnych, pewnie prosto z drzwi dziecko trafiło by na salę operacyjną wraz ze wszystkimi chirurgami i anestezjologiem pełniącymi dyżur.

    • Burja na sjewierie
      Ocena: 18

      Plecy nie tylko trzeba mieć ale i pochodzenie gdyby obywatel Ukrainy lub ciemnoskóry miał taki przypadek byłby przyjęty od zaraz

  2. Lekarze mający się za bogów i władców, kiedy to się wreszcie ukróci. Kiedy zaczną szanować ludzi. Szkoda, że w swoim życiu spotkałem tyłku paru lekarzy, którzy względem reszty wydawali się ok.

  3. Ocena: 24

    jedna wielka biała patologia.

  4. Jak to jest że na sor-ach nie ma lekarza dyżurujacego?wszyscy tylko na operacjach.Chyba powinien być taki co określa czy to jest nagły przypadek do udzielenia pomocy czy może poczekać. Przecież mógł wyjść ocenić i wysłać na przemycie i przeswietlenie a za nim by wrócił to pewnie kolejka by zmalała.
    W lubartowie na nocnej opiece to śpią lekarze że po godzinie raczą ich dopiero obudzić jak jest min 3 osoby

  5. Osoba komentująca J
    Ocena: 10

    Było może zabrać ze sobą talizman kopertowy? A co do SOR-ów,moja mama siedziała z bólem głowy i mroczkami 4 godziny,moja ciotka czekała ponad 5 godzić z objawami sercowymi (niezadługo potem zmarła) bo w obu tych przypadkach jacyś pijaczkowie się pobili i zostali przyjęci poza kolejnością.

  6. Ukarać darmozjadów.

  7. Po bujaniu się po sorach i prywatnie i normalnie ze stanem zapalnym gdzie lało się szklankami wreszcie po pół roku udało się zdiagnozować że to trzeba operować i usuwać więc następne 15 miesięcy w kolejce na zabieg, tak to działa, pozdrawiam

  8. Ocena: 2

    Dać podwyżkę, za mało zarabiają

  9. a co na to Radny z Lublina ? nie pyta ?

  10. Matka nie potrafiła zaopiekować się dzieckiem na placu, następnie zamiast udać się do domu żeby przemyć ranę wodą utlenioną i założyć opatrunek udała się na Szpitalny Oddział Ratunkowy – zajmujący się przypadkami zagrożenia życia a nie skaleczeniami dzieci których rodzice nie potrafią się nimi opiekować. Matką trzeba się chyba zająć bo gdyby się komórką nie zajmowała to może zauważyłaby, że bombelek może wyrżnąć w krawężnik. Z przekąsem to piszę ale ciągłe wymaganie od lekarzy na SOR-ach zajmowania się takimi głupotami to spora przesada.

Dodaj komentarz

Z kraju

Lubelski biznes

Biznes i handel

Sport

Polityka

Społeczeństwo

Zdrowie i styl życia

Nauka i technologia