Kto jest winien wypadku, do jakiego doszło w środę 24 września 2014 roku na al. Unii Lubelskiej przy Gali, ma teraz ocenić sąd i wydać wyrok. Na wtorkowej rozprawie prokurator jak też obrońca wygłosili mowy końcowe. Prokurator zarzucała kierowcy m.in. to, że nie obserwował w prawidłowy sposób otoczenia autobusu a zwłaszcza chodnika i przejścia dla pieszych, przez które przejeżdżał. W ostatnim słowie zażądała dla 54 -letniego Roberta K. kary roku pozbawienia wolności przy jednoczesnym zawieszeniu wykonania wyroku na okres dwóch lat. Z wnioskiem prokuratury nie zgadza się obrońca kierowcy. Uzasadniał to tym, że 10 – latek pojawił się na przejściu gwałtownie a jego klient nie mógł tego w żaden sposób przewidzieć. Tym samym, co też potwierdziły ekspertyzy biegłego, nie miał możliwości uniknięcia wypadku. Prosił sąd o uniewinnienie kierowcy.
W dniu kiedy doszło do wypadku, kierujący autobusem przegubowym marki MAN Robert K. , obsługiwał linię nr 17. Był on zatrudniony przez jednego z przewoźników wykonujących na zlecenie Zarządu Transportu Miejskiego część kursów lubelskiej komunikacji miejskiej. O godzinie 8:10 zmierzając się w stronę Czechowa, wyjeżdżał z ulicy Fabrycznej i skręcał w prawo, w al. Unii Lubelskiej.
Jak wyjaśniał kierowca, co też potwierdzili świadkowie zdarzenia, jechał prawym pasem a wykonując manewr skrętu, skierował się od razu na lewy pas al. Unii Lubelskiej, prowadzący w ul. Zamojską. Po drodze musiał pokonać przejście dla pieszych. Wtedy to usłyszał krzyki pasażerów i od razu zatrzymał pojazd. Jak się okazało, pod koła autobusu dostał się jadący na elektrycznej hulajnodze 10-letni Szymon. W późniejszym postępowaniu śledczy ustalili, że chłopak jechał w tym samym kierunku, jednak poruszał się po chodniku a następnie pokonywał przejście dla pieszych. Wtedy wjechał w bok pojazdu a następnie dostał się pod koła.
Co więcej, tuż obok samochodem jechał ojciec Szymona. Mężczyzna tłumaczył, że cały czas obserwował swojego syna. Przed skrzyżowaniem, przez otwarte okno powiedział do niego, że spotkają się po drugiej stronie ronda. Gdy tam dojechał, zorientował się, że syna nie ma w pobliżu. Zatrzymał się i dostrzegł poruszenie przy stojącym przy przejściu autobusie. Gdy tam podbiegł, zorientował się, że jego syn miał wypadek.
Jak obliczyli biegli, chłopiec od pasa w dół znalazł się pod pojazdem a następnie był ciągnięty przez odległość ponad 22 metrów. W ciężkim stanie został przetransportowany do szpitala, gdzie przeszedł kilka poważnych operacji. Cały czas był utrzymywany w śpiączce farmakologicznej. Czekało go jeszcze wiele zabiegów, jednak nie udało się ich przeprowadzić. Zmarł następnego dnia a przyczyną zgonu były liczne obrażenia wielonarządowe.
Prokuratura oskarżyła kierowcę autobusu o umyślne naruszenie zasad bezpieczeństwa i doprowadzenie do śmiertelnego wypadku. Podczas procesu kierowca wyjaśniał, że wjeżdżając na rondo miał zielone światło. Dodał jednocześnie, że gdy wjechał już na skrzyżowanie, światło mignęło i jak wykonywał manewr skrętu, mogło być już czerwone. -Cały czas obserwowałem przejście i jego okolicę. Nie widziałem nikogo na hulajnodze. Co do wypadku, nie widzę tutaj swojej winy – tłumaczył w sądzie. Również jeden ze świadków, pasażer feralnego kursu, wyjaśniał że słyszał, jak pokrzywdzony chłopiec krzyczał „Co ja zrobiłem”. Inna z pasażerek wyjaśniała, że przez pewien czas obserwowała jazdę chłopca i według niej, ścigał się z autobusem i usiłował on na przejściu wyprzedzić pojazd którym podróżowała.
Z kolei ojciec Szymona tłumaczył, że jego syna mógł zmylić manewr kierowcy, czyli od razu skierowanie się na lewy pas ruchu. – Mój syn znał zasady ruchu drogowego. Mógł wjechać na przejście, gdyż sądził, że autobus pojedzie prosto – zeznawał. Do manewru kierowcy zastrzeżenia miała też prokuratura. Chodziło o to, że przejechał on przez dwie linie ciągłe, a przepisy tego zabraniają. Jednak biegli z zakresu ruchu drogowego nie dopatrzyli się tutaj związku ze spowodowaniem wypadku. Przejście dla pieszych jest usytuowane pod kątem ukośnym względem toru ruchu pojazdów a przegubowy autobus musi wykonać łuk, gdyż nie ma możliwości, aby skręcić pod kątem prostym. Nawet gdyby skręcał ciaśniej, wypadku nie dało się uniknąć. Dodatkowo kierowca nie mógł zauważyć chłopca, właśnie przez sposób ustawienia pojazdu.
Po wypadku Robert K. zwolnił się z pracy, cały czas przeżywał zdarzenie i jak wyjaśniał, nie był w stanie usiąść z powrotem za kierownicę.
(fot. policja)
2016-12-06 20:50:25
54 komentarze
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Po co wy wypisujecie takie komentarze?! One i tak nic nie zmienią!!!
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
I tu Greg ma całkowitą racje. Kierowca też w jakimś stopniu może ponosić winę, nie mówiąc już o ojcu zupełnie bez wyobrażni. Można jechać, czy nie można dziecko powinno zejść z hulajnogi i być przy ojcu- taki zupełnie normalny instynkt . Tragedia nie wyobrażalna dla wszystkich.
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Jedyną winą kierowcy w jakimś stopniu jest to, że przyszedł tego dnia do pracy.
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
dokladnie
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Ja nie widzę żadnej winy kierowcy. W pierwszych wiadomościach po wypadku było napisane że przy dojeżdżaniu autobusu do skrzyżowania zielone światło dla pieszych zaczęło migać, gdy kierowca już skręcał w prawo było czerwone. W takiej sytuacji chyba nikt by się nie patrzył już na przejście tylko myślał że ma już w pełni wolną drogę i można spokojnie skręcać. Co do wjazdu od razu na lewy pas. Z powodu na gabaryty pojazdu jest to oczywiście dozwolone, inne opcje: skręt ze środkowego lub nawet lewego pasa (dużo większe zagrożenie) na prawy, a potem zmiana dwóch pasów też bywa nie najłatwiejsza. Opcja trzecia: zabieramy ze sobą trzecią osią któryś z sygnalizatorów.
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Słabe jest to, że jak czytam komentarze to mało jest osób, które niezależnie od tego czyja jest wina nie potrafią uszanować tragedii i pamięci o dziecku. Oby ktoś o was kiedyś tak nie mówił. Cóż to świadczy tylko o komentujących. Jedna rzecz mi nie pasuje. Z artykułu wynika, że kierowca zeznawał, że miał zielone, ale światło mu mignęło i miał czerwone. Zielone i czerwone nie następują po sobie, a oddziela je światło żółte. Nie widzę jasnej odpowiedzi kto na jakim świetle wjeżdżał. Co do samego taty, to sam jestem ojcem i nie wyobrażam sobie, żebym miał swoje dziecko wypuścić w tym wieku na ulice. Zwłaszcza na urządzeniu w którym mogą się zepsuć hamulce czy stać się coś innego, co może prowadzić do wypadku. Zwłaszcza, że część kierowców to zwykła dzicz, która kompletnie nie stosuje się do przepisów.
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Kolejność przełączania sygnalizacji świetlnej w danym kierunku (w większości przypadków):
1. kierowca ma zielone dla pojazdów
2. miga zielone na przejściu dla pieszych
3. zapala się czerwone na przejściu dla pieszych
4. zapala się żółte dla pojazdów
5. zapala się czerwone dla pojazdów
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Prawdopodobnie Kierowca widział miganie z punktu 2 i czerwone z punktu 3.
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
też mi się tak wydaje
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Koronne znaczenie ma tu ostatni akapit tekstu którego pewnie nikt nie przeczytał…: „Do manewru kierowcy zastrzeżenia miała też prokuratura. Chodziło o to, że przejechał on przez dwie linie ciągłe, a przepisy tego zabraniają. Jednak biegli z zakresu ruchu drogowego nie dopatrzyli się tutaj związku ze spowodowaniem wypadku. Przejście dla pieszych jest usytuowane pod kątem ukośnym względem toru ruchu pojazdów a przegubowy autobus musi wykonać łuk, gdyż nie ma możliwości, aby skręcić pod kątem prostym. Nawet gdyby skręcał ciaśniej, wypadku nie dało się uniknąć. Dodatkowo kierowca nie mógł zauważyć chłopca, właśnie przez sposób ustawienia pojazdu.”
Szczególne znaczenie ma tu opinia „biegłych” która wyklucza sama siebie… czyli zapieprzanie „na skos” „nie miało związku” ale już przez ten właśnie sposób ustawienia pojazdu „kierowca nie mógł zauważyć chłopca”….!!!. Jest wiele skrzyżować pod kątem prostym i jakoś prawdziwi kierowcy radzą sobie…
Oczywiście nieodpowiedzialność ojca jest tu ogromna ale myślę że już poniósł on karę najwyższą. Mam chłopców w podobnym wieku i wolałbym po stokroć sam wpaść pod autobus…
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
chyba sam nie zrozumiałeś ani tego tekstu który cytujesz, ani samego własnego komentarza… nie kompromituj się człowieku
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
typowy ignorant…
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
…proszę też o spokojne przeczytanie i mojego tekstu do końca…
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Szkoda dziecka ogromna tragedia
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Ojapier…le…
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Żal dzieciaka, jednak winy kierowcy autobusu nie ma żadnej! Ewidentnie za to popis głupoty dał tatuś. Jak można być takim durniem i jeszcze zwalać winę na kogoś innego by uciszyć własne sumienie !
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Jeśli, jak napisano: ” Prokurator zarzucała kierowcy m.in. to, że nie obserwował w prawidłowy sposób otoczenia autobusu a zwłaszcza chodnika i przejścia dla pieszych”, to znaczy, że pani prokurator nie ma ani zielonego, ani innego koloru, pojęcia o tym jak wygląda świat zza kółka kierowcy 18 metrowego pojazdu.
Mam poważne wątpliwości czy kierowca powinien odpowiadać za to, że małolat mu wjechał w tył pojazdu.
Współczuję bardziej kierowcy niż głupawemu tatusiowi.
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Czy w jakimkolwiek miejscu przepisów prawa drogowego jest wzmianka że zasady poruszania się nie dotyczą 18 metrowych pojazdów?
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Nie, lecz nie będziesz widział wszystkiego jak z 4metrowej osobówki
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
nie wiem czy to prawda ze swiadek slyszal jak chlopiec krzyczal ,,co ja zrobilem” pytanie kiedy on krzyczal zanim uderzyl w autobus bo pozniej to nie mogl cos tu nie gra
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Był przytomny jak autobus się już zatrzymał i świadomy co się dzieje i wtedy krzyczał
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Jedyny wyrok jaki tu może zapaść to dla ojca dziecka za niedopilnowanie oraz duże odszkodowanie dla kierowcy autobusu za utracone wynagrodzenie i straty moralne.