Zniknęła podczas powrotu z pracy. Po dwóch latach odnaleziono ludzkie szczątki
22:06 24-07-2026 | Autor: redakcja
Po blisko dwóch latach poszukiwań nastąpił przełom w sprawie tajemniczego zaginięcia Jowity Zielińskiej. Pochodząca z Ossowy w gminie Wohyń kobieta najprawdopodobniej została odnaleziona. W lesie niedaleko miejscowości Lisiny w województwie kujawsko-pomorskim znaleziono ludzkie szczątki. Przy nich znajdowały się przedmioty i elementy garderoby wskazujące, że mogą należeć właśnie do zaginionej 30-latki.
Jowita Zielińska urodziła się i wychowała w Ossowie w gminie Wohyń. Po ślubie przeprowadziła się do województwa kujawsko-pomorskiego. Po śmierci męża mieszkała wraz z jego rodziną w Lisinach, niedaleko Rypina. Pracowała jako ekspedientka w sklepie mięsnym w Rypinie.
Zaginęła w drodze z pracy do domu
Do zaginięcia Jowity Zielińskiej doszło 6 lipca 2024 roku. Tego dnia rano 30-latka wyjechała rowerem z Lisin do pracy. Po zakończeniu obowiązków wracała do domu, jednak nigdy do niego nie dotarła.
Ostatni raz była widziana między godziną 13 a 14 w miejscowości Rojewo, około kilometra od miejsca zamieszkania. Monitoring zarejestrował, jak kobieta wjeżdża rowerem na leśną ścieżkę. Z tego miejsca już nie wyjechała.
Rozpoczęły się zakrojone na szeroką skalę poszukiwania. Policjanci, strażacy i wolontariusze przez wiele dni przeczesywali teren. Sprawdzano różne hipotezy – od zaginięcia z własnej woli, przez wypadek, aż po możliwość przestępstwa.
Rower znaleziony kilka kilometrów dalej
Miesiąc po zaginięciu odnaleziono rower Jowity Zielińskiej. Jednoślad znajdował się około 4 kilometrów od miejsca jej zamieszkania. Zdaniem śledczych mógł zostać podrzucony, aby utrudnić ustalenie rzeczywistego przebiegu zdarzeń.
W dniu zaginięcia kobieta miała przy sobie zakupy. Koszyk roweru był pusty, a sam jednoślad znajdował się w bardzo dobrym stanie. W innym miejscu znaleziono również rzeczy należące do Jowity, między innymi ubrania, opaskę na rękę oraz preparaty przeciwko meszkom.
Dodatkowe wątpliwości wzbudziła informacja, że dwa miesiące po zaginięciu ktoś miał logować się z telefonu należącego do kobiety.
Makabryczne odkrycie w lesie
Przełom nastąpił w minioną sobotę. Dwaj mężczyźni podczas grzybobrania w lesie w Lisinach zauważyli wystającą z ziemi ludzką kość. Na miejsce natychmiast wezwano służby.
Okazało się, że w płytkim dole znajdowały się ludzkie szczątki. Miejsce ich odnalezienia znajdowało się zaledwie około 500 metrów od domu, w którym mieszkała Jowita.
Przy szczątkach znaleziono przedmioty oraz fragmenty odzieży, które mogą wskazywać, że należą one do zaginionej kobiety. Jak wynika z nieoficjalnych informacji, przy kobiecie znajdował się również medalik z pierwszą literą imienia jej zmarłego męża.
Prokuratura czeka na wyniki badań
Sprawą zajmuje się Prokuratura Okręgowa we Włocławku. Śledczy podkreślają, że na obecnym etapie nie można jeszcze oficjalnie potwierdzić tożsamości odnalezionej osoby.
– Biorąc pod uwagę zaistniałe okoliczności przyjęto hipotezę, iż szczątki ludzkie mogą należeć do zaginionej Jowity Z. Powyższe wymaga zweryfikowania badaniami specjalistycznymi, takimi jak m.in. sekcja zwłok i badania genetyczne DNA – przekazała prokurator Małgorzata Kręcicka, rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej we Włocławku.
Wyniki badań mają przesądzić, czy odnalezione szczątki rzeczywiście należą do mieszkanki Lisin.
Szczątki odnalezione niedaleko domu
Fakt, że szczątki znajdowały się tak blisko miejsca zamieszkania Jowity Zielińskiej, może mieć istotne znaczenie dla prowadzonego śledztwa. Śledczy będą analizować między innymi, kto miał dostęp do tego terenu oraz czy miejsce ukrycia ciała mogło być znane sprawcy.
Przez dwa lata sprawa zaginięcia kobiety budziła wiele pytań i wzbudzała ogromne zainteresowanie. Teraz śledczy muszą ustalić dokładny przebieg wydarzeń z 6 lipca 2024 roku oraz odpowiedzieć na pytanie, co stało się z Jowitą Zielińską po tym, jak zniknęła na leśnej drodze.
Nieźle szukają… nie ma co…
albo zwłoki zakopane po szukaniu terenu bo 2 raz już sie nie szuka tgo samego rzadko!
Mogli wziąć łopaty i przekopać całą gminę.
Z tego co piszą na portalach ta Pani miała g. dzieciństwo w sierocińcu. W 2018 roku pochowała męża. Życie jej nie oszczędzało. Mieszkała u teściów nadal. Ja bym przypatrzył się rodzinie, być może ktoś nie chciał jej udziału w podziale majątku w przyszłości.
Ważne aby dopaść tego zwyrodnialca..!!
nikt obcy peewnie mieszka w okolicy
Ostatni ślad kilometr od domu, gdy kobieta wjeżdża rowerem do lasu. Jej szczątki znajdują przypadkowi ludzie 500 metrów od domu. Wątpliwa jakość akcji poszukiwawczej przez policję. Ciekawe, czy z jej roweru zdjęto ślady obcego DNA lub inne ślady. Pewnie nie. W Stanach genealogia genetyczne jest wręcz standardową metodą identyfikacji przestępców. W Polsce musi się znaleźć jakiś policjant, któremu będzie się chciał rozwiązać jakąś zbrodnię tą metodą.
Bywały takie przypadki zaginięć, gdzie dane miejsce było przeszukiwane ileś razy i nic nie znajdowano. Po jakimś czasie albo nawet latach odnajdowano tam szczątki.
drona szukają miesiąc a człowieka nie potrafią znaleść przez dwa lata
no jej nie szukali 2 lata tylko sama sie odnalazla poza policją
Trudna sprawa dla śledczych. Może za kilka lat coś się wyjaśni, chociaż wątpliwe.
Szkoda za grzybiarz nie był funkcjonariuszem po pracy bo byłby wielki sukces .
Szkoda jej.
Przecież po zaginięciu „został przeczesany las”. Sprawdźcie, kto się zgłosił na ochotnika do „czesania” w tym miejscu, trochę się wyjaśni