Środa, 09 września 202609/09/2026
690 680 960
690 680 960

Cierpienie dziecka miało być sposobem na pieniądze ze zbiórek. Obrońca kobiety walczy o jej uniewinnienie

Obrońca chce uniewinnienia Moniki B., która celowo zadawała swojej 9-letniej córce bolesne obrażenia żrącą substancją, a później publikowała w internecie zdjęcia jej ran i prosiła o pieniądze na rzekome leczenie. Kobietę w marcu skazano na 15 lat więzienia. Teraz sprawą 46-latki z Sięciaszki Drugiej zajmie się Sąd Apelacyjny w Lublinie.

Sąd Apelacyjny w Lublinie zajmie się sprawą Moniki B. z Sięciaszki Drugiej w gminie Łuków. Chodzi o głośny temat znęcania się nad dzieckiem w celu osiągnięcia korzyści materialnych. 46-latka oszpeciła twarz swojej córki, aby następnie – poprzez internetowe zbiórki – zbierać pieniądze na jej rzekome leczenie.

Pod koniec marca b.r. przed Sądem Okręgowym w Siedlcach zapadł wyrok dla kobiety. Sędzia nie miał wątpliwości co do jej winy i skazał ją na 15 lat więzienia. Zakazał jej również jakichkolwiek kontaktów z dzieckiem przez okres 10 lat. Jak ustaliła jednak PAP, z orzeczeniem nie zgodził się obrońca Moniki B. W apelacji domaga się uniewinnienia swojej klientki, ewentualnie złagodzenia kary.

Jak wynika z akt śledztwa, jakie prowadziła Prokuratura Okręgowa w Lublinie, kobieta korzystała ze żrącej substancji, którą polewała twarz swojej córki. Następnie wykonywała zdjęcia obrażeń 9-letniego dziecka i zamieszczała je w internecie. Wskazywała, że „skóra odchodzi płatami, a ból nie ustępuje nawet na chwilę”. Podkreślała również, że tak wygląda życie jej córeczki. Ta miała także „krzyczeć z bólu”, gdyż nawet silne sterydy nie były w stanie jej pomóc.

– Lekarze podejrzewają u Julki EB, czyli pęcherzowe oddzielanie się naskórka. Obecnie czekamy na wyniki badań genetycznych, które stwierdzą, jaka to odmiana tej choroby i jakie leczenie dobrać, by jak najlepiej pomóc Julce i powstrzymać to potworne cierpienie… – pisała Monika B., prosząc internautów o kolejne pieniądze na leczenie dziecka.

Sprawa wyszła na jaw, gdy dziewczynka trafiła do Szpitala Klinicznego nr 1 w Lublinie. Lekarze zaczęli podejrzewać, że rany na jej twarzy nie są pochodzenia naturalnego. O wszystkim powiadomiono policję, a sprawą zajęła się prokuratura. Wówczas odkryto przerażającą prawdę.

– Monika B. doprowadzała do kontaktu skóry dziecka w obrębie twarzy i karku z bliżej nieustaloną płynną substancją toksyczną o cechach drażniących i żrących, powodując rozległe zmiany skórne w różnych fazach rozwoju – od rumienia i stanów zapalnych, poprzez blizny, aż do nieodwracalnych ubytków tkanek w wyniku martwicy niezakaźnej, w szczególności ubytek części dolno-brzeżnej prawej małżowiny usznej na granicy obrąbka i płatka usznego – wyjaśniała Jolanta Dębiec z Prokuratury Okręgowej w Lublinie.

Jak zaznaczają śledczy, na skutek działania kobiety u dziecka wystąpił ciężki uszczerbek na zdrowiu w postaci trwałego, istotnego zeszpecenia ciała, zaburzającego normalne funkcjonowanie społeczne.

Monika B. została tymczasowo aresztowana, zawieszono jej również prawa rodzicielskie. W trakcie przesłuchania nie przyznała się do winy. Usiłowała przekonać funkcjonariuszy, że wykonywała jedynie czynności higieniczno-sanitarne związane z opieką nad dzieckiem.

Biegli orzekli, że w chwili popełnienia czynu miała w pełni zachowaną zdolność rozpoznania jego znaczenia oraz pokierowania swoim zachowaniem. Wskazali jednocześnie na zaburzenia osobowości polegające na celowym wywoływaniu objawów choroby u dziecka w celu wzbudzenia współczucia i uzyskania korzyści finansowych.

Jeżeli chodzi o 9-latkę, po odizolowaniu od matki jej stan zdrowia uległ znacznej poprawie. Co najważniejsze, nie pojawiały się już nowe zmiany skórne. Był to kolejny dowód, że cierpienie zadawała jej matka. Obecnie dziecko rozwija się prawidłowo i wróciło do nauki w systemie stacjonarnym.


Ustaw lublin112.pl jako preferowane źródło w Google

Dodaj komentarz

Z kraju

Lubelski biznes

Biznes i handel

Polityka

Społeczeństwo

Zdrowie i styl życia

Nauka i technologia