Wtorek, 21 maja 202421/05/2024
690 680 960
690 680 960

Jak przedstawia się czerwcowy repertuar Teatru Muzycznego? Sprawdź, na co możesz się wybrać

Powoli zbliża się już sezon ogórkowy. Jednakże dwa tytuły dla dorosłych i dwa dla dzieci Teatr Muzyczny w Lublinie (ul. Marii Curie-Skłodowskiej 5) oferuje jeszcze w czerwcu swym bywalcom.  

Już w najbliższą środę, czyli w Dniu Dziecka, oraz nazajutrz (1-2 czerwca, środa – czwartek, godz. 10.00), jak również nietypowo, bo w niedzielę (5 czerwca, godz. 16.00), Teatr Muzyczny zaprasza dzieci na „Królewnę Śnieżkę” – jedną z najpiękniejszych i najbardziej znanych bajek braci Jacoba i Wilhelma Grimm. Czas trwania spektaklu – ok. 2 godziny (z jedną przerwą).

– Jej baletowa wersja – zauważa dyrektor placówki, a także śpiewaczka i menadżer kultury Kamila Lendzion – skomponowana w 1970 roku przez Bogdana Pawłowskiego na podstawie libretta Witolda Borkowskiego i Stanisława Piotrkowskiego przyniosła autorowi ogromną popularność i niesłabnącą sympatię młodych widzów, których kilka pokoleń przeżywało taneczne przygody bohaterów. Losy dobrej i pięknej, lecz niestety znienawidzonej przez złą macochę Śnieżki oraz siedmiu wesołych krasnali dostarczają dzieciom niezapomnianych emocji.

Tylko w jeden dzień, 8 czerwca, ale za to dwukrotnie (9,00 i 12.00) najmłodsi widzowie będą mogli uczestniczyć w przedstawieniu przygotowanym na podstawie bajki Jana Brzechwy „Kot w butach”. W akcję sceniczną widowiska może włączać się publiczność, dla której realizatorzy przewidzieli nagrody za odpowiedzi na zagadki różnych bajkowych postaci.

– Autor scenariusza i jednocześnie reżyser, Jerzy Turowicz, wprowadził do spektaklu również nowe postacie – wyjaśnia dyrektor Teatru Muzycznego. – Młodziutka publiczność będzie więc mogła śledzić nieznane dotąd historie o najsłynniejszym kocie i jego panu – Janku. Wśród wielu przygód spotykają oni na swojej drodze przemądrzałe kuropatwy, dzielne zające, a także czarownicę i czarnoksiężnika, który zmienia się w groźnego lwa, sprytną żmiję, a nawet w mysz. Jak w każdej z bajek – wszystko dobrze się kończy, Janek żeni się z królewną, a Kot… łapie myszy w królestwie.

Natomiast w drugi czerwcowy weekend, ale tylko jeden raz (11 czerwca, sobota godz. 18.00), będzie można obejrzeć „Barona Cygańskiego” w reżyserii Zbigniewa Czeskiego. W trzyaktowym przedstawieniu (z dwiema przerwami) udział bierze 100 wykonawców (soliści, chór, balet, orkiestra).

– To z pewnością najpopularniejsze i najbardziej lubiane dzieło Johanna Straussa (syna) – operetka w trzech aktach, której premiera miała miejsce w 1885 roku w Wiedniu – tłumaczy Kamila Lendzion. – Historia pięknej Cyganki – Saffi i jej miłości do węgierskiego szlachcica – Barinkaya, stała się inspiracją dla wielu pięknych melodii oraz malowniczych scenerii. Cygański żywioł przeplata się tu z wiedeńską elegancją, humor z refleksją, wielkie sceny zbiorowe z nastrojowymi ariami i duetami, a muzyka Johanna Straussa nie wymaga rekomendacji.

Akcja spektaklu rozgrywa się na pograniczu węgiersko-tureckim w połowie XVIII w. Do zrujnowanej posiadłości, na której swój obóz rozłożyli Cyganie, (a według legendy znajduje się zakopany stary turecki skarb) powraca po światowych wojażach syn dawnego wojewody Sandor Barinkay (tytułowy Baron Cygański). Na dzień dobry otrzymuje od starej Cyganki Czipry wróżbę dotyczącą nieodległego wzbogacenia się i ożenku. W stosunku do jego osoby ma plany Kalman Żupan – handlarz świń, ojciec pięknej Arseny, w której jednak kocha się syn jej guwernantki Ottokar. Żupan inicjuje spotkanie z Barinkayem, podczas którego młodzieniec zakochuje się w Arsenie i deklaruje chęć zawarcia małżeństwa. Arsena stawia jednak warunek – wyjdzie tylko za barona. To uciążliwe zawarowanie jest wybiegiem, mającym na celu zablokowanie drogi do serca Arseny, które należy już do Ottokara.

Barinkay podsłuchuje ich rozmowę podczas schadzki i wzburzony odchodzi w kierunku cygańskiego obozu, gdzie zostaje… cygańskim wojewodą, w dodatku po chwili zaręczonym już z cygańską pięknością Saffi. Przepowiednia Czipry wskazuje Barinkayowi położenie ukrytego skarbu. Z szykowanych mu przez Carnera kłopotów wybawia go przybycie księcia Homonaya, który werbuje ochotników na wojnę turecką – a ta, jak to wojna – przecina w mig wszystkie spory. Okazuje się również, że Saffi nie jest wcale Cyganką, a pełnej krwi księżniczką, co wprawia Barinkaya w nie lada konsternację.

A w dwa kolejne weekendy czerwca: 17-18 oraz 24-25 (piątek – sobota, godz. 18.00) wielbiciele operetek będą mieli okazję, aby delektować się przedstawieniem „Zemsta nietoperza”, które po raz pierwszy zaprezentowane zostało wiedeńskiej publiczności już prawie 150 lat temu.

– Ten utwór Johanna Straussa (syna) uznany został za arcydzieło operetki wiedeńskiej – przypomina dyrektor Teatru Muzycznego w Lublinie. – Po pierwszym wystawieniu zdobył on światową sławę i do dziś niepodzielnie króluje w repertuarach największych teatrów operowych. Wspaniała muzyka – walce, polki, arie oraz intrygujące, pełne humoru libretto, w doskonałym tłumaczeniu Juliana Tuwima – na naszej scenie tym razem w reżyserii Artura Barcisia.

Wiedeński finansista Gabriel von Eisenstein, znany także ze swojego nietuzinkowego temperamentu, ma trafić do aresztu za uderzenie poborcy podatkowego i obrazę sądu. W tym samym czasie Dr Falke, jego przyjaciel, a zarazem tytułowy „Doktor Nietoperz” , organizuje bal wraz z młodym arystokratą znudzonym życiem i spędzającym czas na hulankach – księciem Orlofskym. W rzeczywistości jest to pretekst do ośmieszenia Gabriela w rewanżu za złośliwy żart przyjaciela. Intryga polega na tym, iż Dr Falke pośród gości zaprasza domowników von Eisensteina, lecz w innych rolach niż prezentują to na co dzień. Służąca Adela stanie się wytworną damą, a żona Rosalinda pojawi się w masce i zostanie przedstawiona jako węgierska księżna. Falke przekona Gabriela von Eisensteina, by ten potajemnie wybrał się na bal, zaś w więzieniu stawił się dopiero rano. Do domu von Eisensteina przybywa jednak po aresztanta sam dyrektor więzienia Frank. Pomyłkowo bierze on za pana domu śpiewaka Alfreda, byłego ukochanego Rosalindy, który wykorzystując sytuację, znów próbuje zdobyć względy dawnej pani swego serca. Tenor Alfred trafia do miejskiego aresztu, a Rosalinda może się szykować na bal. Tymczasem sam von Eisenstein próbuje na przyjęciu uwieść niemal wszystkie damy, w tym zarówno swą pokojówkę, jak i Rosalindę. Na tymże balu zawiera on także serdeczną przyjaźń z dyrektorem więzienia, do którego ma trafić. Obydwaj na przyjęciu są „francuskimi markizami” – Renardem i Chagrinem. Również i Adela chce wykorzystać bal na swoją korzyść i próbuje znaleźć protektora, który wprowadzi ją do świata teatru. Dlatego też nawet rozpoznana przez swojego pracodawcę z powodzeniem udaje oburzenie. Zaś Rosalinda, żona von Eisensteina, poznaje lepiej prawdziwą naturę swego męża. Wszystkie wątki wyjaśniają się jednak rano w finale operetki.

Aktualności Teatru Muzycznego w Lublinie można na bieżąco śledzić na stronie internetowej teatru. Bilety mogą zostać zakupione zarówno w kasie, jak i przez Internet. Na wszystkie wydarzenia możliwa jest również telefoniczna, wstępna rezerwacja biletów.

(fot. M. Sachadyn/TM, tekst Leszek Mikrut)

6 komentarzy

  1. Pan Cieć z Alei Lubartowskich w Mieście Inspiracji (d. Lublin)

    Nie chcę się tu chwalić ale w latach 70-tych ub.w. krótko bo ok. 2 lat pracowałem w ówczesnej Państwowej Operetce
    jako rekwizytor. Dobra miła, choć słabo płatna praca. Odszedłem w iesiąć po tym jakOperetka stała się Teatrem Muzycznym. I tu swego rodzaju ciekawostaka: od tamtej pory nie byłem w tym miejscu.

  2. Babcia emerytka

    Panie Leszku Mikrucie… kiedyś, kiedy Teatr Muzyczny, Operetką się zwał, a istniały PGR’y, to dojarki, oborowych i stajennych
    zwożono autokarami w nie zawsze obmytych kaloszkach, a teraz powiedz no i pan, ilu ludzi ma chęć i stać ich na to, żeby dla rodziny kupić bilety…
    Wielu woli nażreć się popkornu przed telewizorem, albo pojechać „nad wodę”.

    • Szanowna Babciu Emerytko, – kocham operetkę i chodziłem również na spektakle na ul Żwirki i Wigury jeszcze wtedy, gdy TM Operetką Lubelską się zwał. I rzeczywiście, widywałem tam pracowników zacnych PGR-ów zwożonych czy to autokarami, czy furmankami… Niektórzy i na rowerach przyjeżdżali na spektakle. Może nawet wtedy i młodą Panią Babcię Emerytkę spotykałem na widowni. Kto wie… 🙂 A dziś – staram się być jeśli nie na każdej premierze, to na kolejnym nowym spektaklu. I powiem Pani Babci – że naprawdę bardzo dużo osób przychodzi, aby się… wyindywidualizować z atmosfery popcornu, a mieć też nieco więcej wrażeń niż „nad wodą”. Dzieciaki z przedszkoli walą tłumnie i wolnych biletów nie ma… A Pani Babcia to dawno była ” w operetce”? Bo chyba popcorn nie w guście Babci jest, prawda?
      Pozdrawiam serdecznie 🙂

  3. Kochani, zaczynajcie beze mnie, wolę grilla odpalić, browca siorbnąć, jakaś nadobna panienkę zwyobracać…
    Gdzie mi tam pokonywać tak wysokie progi

  4. Dżesica (koleżanka Brajanka)

    Ten artykuł zachęcający do teatralnych odwiedzin, przypomniał mi czasy kiedy na sklepowych półkach, prócz butelek z octem, nie było nic, a na to co rzad dawał na kartki trzeba było stać w kilkugodzinnych kolejkach…
    Wtedy to, jak przysłowiowe grzyby po deszczu powstawały szkoły tańca i plakatami zachęcano do brania lekcji tańca na wszelakich kursach.
    Teraz czasy ciut łagodniejsze, ale tylko dla nielicznych wydatek na 4 czy 5 biletów do teatru, nie stanowi znacznego obciążenia budżetu rodzinnego.

  5. I czemu kupując przez Internet trzeba jeszcze dopłacać dla pośrednika?