„Wielkie nieporozumienie, bałagan i chaos”. Radni debatowali na temat muzyki w centrum Lublina
20:36 10-09-2026 | Autor: redakcja
Podczas czwartkowej sesji Rady Miasta radni debatowali m.in. nad petycją w sprawie podjęcia uchwały wprowadzającej całkowity zakaz odtwarzania muzyki na zewnątrz lokali gastronomicznych na terenie całego miasta, ze szczególnym uwzględnieniem stref mieszkaniowych. Jak wskazano w uzasadnieniu, do Urzędu Miasta Lublin zgłaszane są przez mieszkańców uciążliwości związane z działalnością lokali i klubów zlokalizowanych w różnych częściach miasta. Jako jedną z głównych przyczyn przedmiotowych niedogodności wskazywany jest hałas spowodowany przez muzykę emitowaną z urządzeń nagłaśniających.
Niewątpliwie ulica Krakowskie Przedmieście na odcinku deptaka oraz odchodzące od niego ulice, w tym ulica Wróblewskiego, ze względu na ukształtowanie urbanistyczno-architektoniczne, głównie stosunkowo wąskie ulice ze zwartą zabudową, która powoduje odbijanie się dźwięku, mogą być odbierane jako uciążliwe, niezależnie od faktycznego natężenia dźwięku. Należy wskazać, iż używanie instalacji lub urządzeń nagłaśniających na publicznie dostępnych terenach miast, terenach zabudowanych oraz na terenach przeznaczonych na cele rekreacyjno-wypoczynkowe jest zakazane na podstawie przepisów związanych z ochroną środowiska.
Ponadto należy zauważyć, że Straż Miejska Miasta Lublin każdego roku, kiedy zaczyna się sezon wiosenno-letni, a restauratorzy organizują tzw. „ogródki gastronomiczne”, kontroluje, czy przedsiębiorcy stosują się do tego zakazu, i w przypadku stwierdzenia nieprawidłowości podejmuje stosowne do okoliczności działania. Zgłoszenie w tej sprawie otrzymuje także policja.
Owszem, ustawa Prawo ochrony środowiska umożliwia radzie gminy ustanowienie ograniczeń co do czasu funkcjonowania instalacji lub korzystania z urządzeń, które emitują hałas. Jednakże wskazano przykład Krakowa, gdzie Rada Miasta w ubiegłym roku podjęła tego typu uchwałę, jednak Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie stwierdził jej nieważność, wytykając radnym brak norm czy też badań wskazujących, że emitowany hałas negatywnie oddziałuje na środowisko.
Mając powyższe na uwadze, Komisja Skarg, Wniosków i Petycji Rady Miasta uznała, że petycja w sprawie podjęcia uchwały wprowadzającej całkowity zakaz odtwarzania muzyki na zewnątrz lokali gastronomicznych na terenie całego miasta, ze szczególnym uwzględnieniem stref mieszkaniowych, nie znajduje uzasadnienia, wobec czego uznaje się ją za niezasadną.
Justyna Budzyńska starała się przekonać radnych, że warto zająć się tym tematem, gdyż sama otrzymuje od mieszkańców sygnały dotyczące tego problemu. Zaznaczyła, że sama była na interwencji na ul. Olejnej i stwierdziła, że mieszkańcy mają rację. To, co się dzieje na Starym Mieście i w centrum, określiła mianem wielkiego nieporozumienia, bałaganu i chaosu. Zaznaczyła, że nie może być tak, aby lokale gastronomiczne robiły sobie, co chciały, a po godz. 23 pogłaśniały muzykę, gdyż goście w ogródku są pod wpływem alkoholu i dobrze się bawią. Zarzuciła też brak konsekwencji Straży Miejskiej, która zamiast od razu karać, jedynie prosi o ściszenie muzyki.
– Nie wyobrażam sobie, aby w mieście pełnym kultury, które jest Europejską Stolicą Kultury, ma tak dużo młodzieży, wprowadzać tego typu zakazy. Tym bardziej że istniejące prawo w tym zakresie jest wystarczające, aby w przypadku jakiegoś rażącego naruszenia wezwać służby, które będą interweniowały. Nie widzę potrzeby, aby sparaliżować całe centrum, aby przestało żyć tak, jak żyje, z czego jesteśmy dumni, w ramach pojedynczej skargi – mówił Bartosz Margul.
Marcin Jakubczyk dodał, że problem rzeczywiście istnieje, jednak bardziej należałoby się pochylić nad egzekwowaniem już obowiązujących przepisów. Natomiast Bartłomiej Bałaban dodał, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. On jednak, jako mieszkaniec Śródmieścia, doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że takie hałasy, jak również krzyki i awantury, stały się powszechne i rzeczywiście mogą przeszkadzać. Zaznaczył, że doskonale rozumie taką petycję i zgadza się z mieszkańcami. Nie był jednak przekonany do wprowadzania tego typu obostrzeń.
– W mojej opinii jest to jaskrawy przykład konfliktu interesów, którego nie da się łatwo rozwiązać. Dlatego, że miasto potrzebuje tych ogródków i życia, które z nich kwitnie. Jesteśmy zresztą z tego znani i rozpoznawalni. Jednak ci mieszkańcy zasługują na to, żeby przynajmniej ich poważnie potraktować. Wydaje mi się, że problem tkwi w poczuciu bezradności tych ludzi, w tym, że przychodzi Straż Miejska, delikatnie prosi i w zasadzie problem się nie zmienia. Dlatego mam taką propozycję, aby na przykład urządzić obligatoryjne szkolenia dla właścicieli lokali, w jaki sposób powinni realizować swoją działalność i unikać przekraczania hałasu. Jeżeli właściciele nie pojawią się na szkoleniu, no to posługiwać się karami. Do szkoleń można by też zaprosić aktywne grupy mieszkańców dbających o ochronę przyrody, np. obrońców Górek Czechowskich. Sądzę, że problem szybko by się rozwiązał – dodał Tomasz Pitucha.
Głos zabrał też przewodniczący Rady Miasta Jarosław Pakuła. Przypomniał, że jest też sporo sygnałów dotyczących ruchu ulicznego, głównie głośnych samochodów i motocykli. Wskazał, że rozmawiał z posłem Michałem Krawczykiem o inicjatywie ustawodawczej dotyczącej uregulowania kwestii badania głośności na ulicach.
Również Piotr Popiel dodał, że to, co się dzieje, powinno zostać uregulowane. Zwrócił jednak uwagę, że autorem petycji jest osoba mieszkająca w centrum miasta, tymczasem wnioskuje ona o zakazanie odtwarzania muzyki na terenie całego miasta. Tu przypomniał, że mamy np. Zalew Zemborzycki, gdzie też są lokale gastronomiczne. Nie zgadza się więc na nakładanie tak dużych ograniczeń.
Ostatecznie radni odrzucili petycję. Za takim rozwiązaniem głosowało 18 radnych, 1 był przeciw, natomiast 10 wstrzymało się od głosu.
Zamiast walczyć z muzyką trzeba wyplenić z centrum degeneratów, którzy strzelają z tłumików i jeżdżą motorami bez celu. To że ich życie pozbawione jest sensu, nie znaczy, że innym życie też muszą uprzykrzać.