Janusz Kobyłka wyruszył z Lublina w szczytnym celu. W miesiąc pokona 2,5 tys. km namawiając do oddawania krwi

Kolejną wyprawę w szczytnym celu rozpoczął dziś mieszkaniec Lubartowa Janusz Kobyłka. Pokona on 2,5 tys. kilometrów, aby wspierać honorowe krwiodawstwo. W całym kraju brakuje bowiem krwi.

W piątek 3 lipca rozpoczęła się akcja „Rajd po krew”, w ramach której mieszkający w Lubartowie Janusz Kobyłka będzie przez miesiąc podróżował rowerem po Polsce, promując ideę oddawania krwi. W planie jest pokonanie ponad 2500 km, okrążając całą Polskę po trasie w kształcie wielkiego serca. W pierwszej kolejności przejedzie przez nasz region odwiedzając w kolejności: Kraśnik, Tomaszów Lubelski, Zamość, Chełm, Włodawę, Białą Podlaską, Łuków i Puławy. Dalej skieruje się na południe Polski i przemierzy pozostałe 2000 km według ustalonej trasy. „Rajd po krew” będzie trwał przez ok. 30 dni.

Partnerem akcji jest Regionalne Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa w Lublinie. Jak wyjaśniają jego przedstawiciele, krew to prawdziwy dar, którego nie da się zastąpić ani sztucznie wyprodukować. Tymczasem z powodu pandemii koronawirusa cześć stałych dawców musiało z różnych przyczyn zaprzestać oddawania krwi. To w porównaniu z faktem, iż wiele szpitali zaczęło nadrabiać zaległości i wykonują znacznie więcej operacji niż zwykle sprawia, że krwi po prostu brakuje. Tylko w naszym regionie każdego dnia potrzebne jest jej 200 jednostek po 450 ml, czyli prawie 100 litrów. Aby to zabezpieczyć, każdego dnia obsłużonych powinno zostać 200 dawców. Tymczasem często nie udaje się nawet zbliżyć do tej liczby. Podobny problem występuje w całym kraju.

Dlatego też Janusz Kobyłka chce podczas swojej trasy namawiać do honorowego krwiodawstwa. Zamierza odwiedzać różnego rodzaju instytucje, zakłady pracy, urzędy, jak również samych mieszkańców. W planie ma zajeżdżanie na festyny i inne wydarzenie, gdzie znajdować się będzie duża liczba osób. Mieszkaniec Lubartowa sam jest honorowym krwiodawcą. Krew zaczął oddawać 40 lat temu, do tej pory oddał już jej około dziesięciu litrów.

To nie pierwsza tego typu szczytna wyprawa Janusza Kobyłki. Dwa lata temu wybrał się dookoła Polski dla chorej dziewczynki. Pana Janusza poruszyła historia chorej, dwuletniej Bianki Zosi Dzięcioł. Urodziła się ona z bardzo rzadką wadą, zespołem wrodzonej hipowentylacji. Wówczas zbierano środki na jej operację. Rajd charytatywny dla Bianki liczył 3,7 tys. kilometrów oraz trwał 45 dni. Z kolei w ubiegłym roku wyruszył w charytatywny rajd rowerowy po Polsce, który liczył ponad 2000 kilometrów i wiódł przez ponad 40 miast. Trasę tą pokonał w ciągu 26 dni. Celem była zbiórka funduszy na rehabilitację dzieci niepełnosprawnych, którymi opiekuje się Fundacja „Stella”.

(fot. nadesłane)

11 komentarzy

  1. Nic z tego nie rozumiem w jaki sposób on zbiera te pieniądze? Gdzie nocuje, gdzie sie żywi, kto to sponsoruje? Ja tez moge? Często jeżdżę rowerem np dookoła zalewu

  2. Z krwią to tak jak z surową szynką. Koszt przechowywania plus koszty przerobu krwi. Sama krew nie jest strasznie droga. Ale nie można jej wyprodukować. To tak jak z szynką. Uwędzona będzie zawsze droga. Widzicie sami czasami na szynkę są promocję to tak jak z krwią od dawców. Mam nadzieję że kiedyś będzie „Prawdziwie” sztuczna krew.

  3. Popieram szczytny cel, ale skoro Pan Janusz Kobyłka oddał przez 40 lat ok. 10 litrów krwi to trochę mało. Mężczyzna może oddawać 450 ml. krwi 6 razy w roku tzn. że rocznie może oddać 2,7 l. krwi, kobieta 4 razy w roku tzn. że rocznie może oddać 1,8 l. krwi. Wiem bo moje dzieci są honorowymi krwiodawcami. Pomijam czynniki wykluczające oddawanie krwi to przez 40 lat oddałyby znacznie więcej. 10 litrów to dobry wynik na góra 8 lat, a nie na 40, ale życzę oczywiście powodzenia w wspieraniu akcji.

  4. Nie ważne jak, ważne że chce bo codziennie jechać po ponad 80km nie zważając na pogodę to wyczyn. Dziennie i 300 można wykręcić ale na drugi dzień już się nie ma sił a ten człowiek chce dzień w dzień kręcić jeszcze w jego wieku. 90% obecnej ,,młodzieży” do 30 roku życia nie podołała by temu wyzwaniu.Wszyscy sa fit na facebooku ale przy pracy szpadlem w ogrodzie z ojcem wymiekaja. Niechaj mu wieje w plecy i słońce świeci w twarz a wiatr pomyślności zaniesie ku niebiosom…

    • Jak ktoś wcale nie jeździ, to po przejechaniu na żywioł w dzień 100 km dostanie takich zakwasów, że następnego dnia będzie do wychodka szedł na czworaka.

  5. Dawcy często są, ale tu RCKiK i WCKiK mają też swoje za uszami. Przychodzisz, chcesz oddać krew, często nie pójdziesz rano do pracy (bo przecież po południu krwi już oddać się nie da) i okazuje się że twojej krwi nie chcą bo masz niewłaściwą grupę. Zamiast brać i przesłać do innej siedziby w której takiej krwi brakuje to nie i koniec. Zatem następnego razu nie przyjdziesz bo znowu zaświadczenia dla pracodawcy nie dostaniesz i będziesz miał dzień w plecy. Poza tym dlaczego nie da się oddać krwi w weekend, po południu czy nawet w nocy? Ludzie różnie pracują nie tak jak w centrach krwiodawstwa 7-15 pn-pt.

    • To prawda, znam z autopsji. Starania takich ludzi jak ten pan na rowerze skutecznie niwelują centra i oddziały krwiodawstwa, zachowując się tak, jakby tak naprawdę zależało im na tym żeby nikt nie przychodził oddawać krew.

  6. Też mógłbym wziąć w takim czymś udział, tylko w czerwcu przejechałem 1500km przeważnie po 3h dziennie bo więcej mi się nie chciało, ale były dni kiedy mi się chciało i wychodziłem na rower 2 razy dziennie i robiłem po 90-110km także przejechać te 2500 to nie jest znowu taki wyczyn.

    • Ogarnij się. Nie chodzi o kilometrowy wyczyn, tylko o promowanie oddawania krwi.

Materiały wideo

Lubelscy policjanci wzięli udział w akcji #GaszynChallenge (wideo)
Nowe iluminacje świąteczne na Rynku Wielkim w Zamościu (wideo)
99. Rocznica Bitwy pod Komarowem (wideo)
W Zamościu trwa 18 Międzynarodowy Festiwal Folklorystyczny EUROFOLK (wideo)
W Zamościu trwa XIII Zamojski Festiwal Kultury (wideo)

Co? Gdzie? Kiedy?

Klimat mazurskich jezior w Opolu Lubelskim, czyli impreza „Szanty i ryby”
Żniwowanie w skansenie: W lnianych strojach i z kosami w dłoniach ruszą do pracy
Pokazy symulatora dachowania oraz wystrzału poduszki powietrznej
Koncert Marcina Stycznia w Parku Dźwięków. Będą też zajęcia o ziołach
Muzyka, leżaki, jedzenie, kawa i napoje: Chillout Festiwal 2021