Piątek, 24 maja 202424/05/2024
690 680 960
690 680 960

Zoolog: o kleszczach coraz więcej się mówi – co nie znaczy, że jest ich więcej

Trudno powiedzieć, czy kleszczy w Polsce przybywa, ponieważ nie prowadzi się takich badań. Faktem jednak jest, że wraz z ocieplającym się klimatem mogą być one aktywne coraz dłużej – niemal cały rok – mówi w rozmowie z PAP zoolog i leśnik dr inż. Anna Wierzbicka.

– Kiedyś o kleszczach nie mówiło się dużo, ale musimy pamiętać, że boreliozę odkryto w Stanach Zjednoczonych w latach 80. XX wieku, a w Polsce choroby odkleszczowe rejestruje się od początku lat dwutysięcznych. Dopiero od tego czasu zaczęły się wszelkie akcje profilaktyczne i opinia publiczna zaczęła zwracać uwagę na kleszcze. Nie znaczy to jednak, że kiedyś było ich mniej, ale na pewno zmieniła się nasza percepcja – powiedziała ekspertka z Katedry Łowiectwa i Ochrony Lasu Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu.

Nie oznacza to również, że kleszczy przybywa.

– W Polsce nie prowadzi się monitoringu ilości kleszczy, dlatego trudno nam powiedzieć, czy ich przybywa. Wiemy jednak z badań, że zmiany klimatyczne wydłużają okres aktywności kleszczy, ponieważ okresy temperatur ujemnych, w czasie których są one nieaktywne, są coraz krótsze albo w ogóle ich nie ma. To sprawia, że kleszcze potrafią być aktywne w grudniu czy styczniu. W ostatnim roku tylko w lutym nie były, kiedy mieliśmy mrozy – powiedziała.

Z drugiej strony – dodała ekspertka – kleszcze nie lubią suszy, więc w czasie suchego i upalnego lata też są nieaktywne.

Wyższe temperatury ponadto sprawiają, że w Polsce pojawiają się – i przeżywają coraz dłużej – nowe gatunki, które dotąd występowały np. w Afryce. Te kleszcze przyleciały do Polski na ptakach wędrownych i są znane badaczom od dawna.

– Kiedyś taka nimfa od razu ginęła, a dziś jest w stanie przetrwać, i – jak znajdzie żywiciela – jest w stanie przeobrazić się w dorosłego osobnika. Jeszcze nie mamy danych, żeby były w stanie przejść cały swój cykl (od larwy przez nimfę po dorosłego osobnika), ale niewykluczone, że za jakiś czas do tego dojdzie. To są inne rodzaje kleszczy, które przenoszą inne choroby niż te, które obecnie europejscy lekarze znają i diagnozują – powiedziała.

Co więcej, przez coraz wyższe temperatury kleszcze pojawiają się coraz dalej na północ w krajach takich, jak np. Norwegia.

Dr Wierzbicka przypomniała, że występowanie kleszczy zależy od wielu czynników. Obok temperatury czy wilgotności liczy się również m.in. liczba zwierząt, które są żywicielami kleszczy i które mogą je przenosić w inne miejsca. To głównie gatunki łowne jak jelenie, sarny, łosie, dziki, a także gryzonie np. myszy.

– Kleszcze nie mają naturalnych wrogów. „Wprawdzie błonkówka pasożytnicza i grzyby mogą atakować kleszcze – ale z dotychczasowych badań wynika, że ci naturalni wrogowie kleszczy, czyli ich pasożyty, nigdy nie występują w takiej ilości, żeby miały realny wpływ na wielkość populacji kleszczy. Tak naprawdę takiego biologicznego czynnika czy wroga, którego większa ilość w środowisku spowodowałaby zmniejszenie populacji kleszczy, nie ma. A przynajmniej nie mamy go zidentyfikowanego – wskazała.

Współcześnie kleszcze są wszechobecne, złapać je można nawet na zielonych terenach rekreacyjnych i w centrach miast (same kleszcze nie są mobilne, ale przenoszą je ich gospodarze). Na ofiary czatują najczęściej w niskich zaroślach, trawach, wysokich głównie do jednego metra. Na spacer warto więc ubierać się, zakrywając swoje ciało, a po powrocie dokładnie się sprawdzić. Jeśli pasożyt wbije się ciało, należy go jak najszybciej usunąć.

Chorobami odkleszczowymi są nie tylko borelioza czy kleszczowe zapalenie mózgu, ale i babeszjoza, tularemia, riketsjoza czy anaplazmoza. Przed boreliozą nie da się uchronić, ale da się ją leczyć antybiotykami. Przeciw kleszczowemu zapaleniu mózgu dostępne są szczepienia.

Dr Wierzbicka bardzo wyraźnie podkreśla, że samych kleszczy nie ma się co bać, choć jej badania sprzed paru lat pokazały, że co czwartej osobie zdarzyło się zrezygnować ze spaceru do lasu z tego powodu.

– Owszem, należy być świadomym istnienia chorób przenoszonych przez kleszcze i się przed nimi chronić – czy to szczepieniami przed kleszczowych zapaleniem mózgu, czy zakładając odpowiednią odzież idąc na spacer, czy sprawdzać się po spacerze, czy stosować repelenty. Ale nie bójmy się, bo nic tak nie uspokoi i nie dotleni człowieka jak spacer w lesie – podsumowała ekspertka.

(fot. pixabay.com, źródło informacji: Nauka w Polsce)

8 komentarzy

  1. Kiedyś w Stanach była szczepionka przeciwko boreliozie, ale ją porzucono ze względu na liczne procesy ws. jej skutków ubocznych. Teraz Europa jest podobno blisko szczepionki.

  2. Kleszczy i nimf jest bardzo dużo niestety :/ w mieście i nad naszym zalewem. Może nie popadajmy w psychozę ale warto o tym pamiętać i oglądać się po spacerach. Na kilku ścieżkach dydaktycznych również miałem okazję spotkać te pajęczaki i to wzdłuż drogi. Zdrówka!

  3. Jako dziecko wychowane na wsi całe dnie spędzałam na łąkach, polach itp i kleszcz zdarzał się raz na kilka lat, więc nie – nie wydaje mi się, żeby ich liczebność była taka sama.

    • jak byłeś dzieckiem wieś była wsią, pola zaorane, łąki koszone, rowy drożne, były zwierzęta hodowlane, ptactwo, owady i przyroda radziła sobie idealnie teraz na wsi jest bogactwo i mieszczaństwo, któremu przeszkadza zapach gnoju, ptasie odchody, odgłosy zwierząt, kurz w czasie żniw i błoto na drodze podczas okresu orki czy siewów, nie mówiąc już o tym, ze zwyczajnie nie opłaca się gospodarka na małą skalę to wszystko prowadzi do chwiejności w świecie przyrody.

      osobiście spędzam mnóstwo czasu w terenie (lasy, łąki, pola), tysiące km przemierzam sam i ze znajomymi i naszymi psami – jestem zaszczepiony przeciw KZM (3 dawki- koszt 350 zł) – nie jest niczym dziwnym jeśli raz w tygodniu z siebie wyciągam 1-2 kleszcze a z psów zdejmuje się po 30-50 osobników – kocham naturę, rzygam miejskim smrodem i betonem…

  4. Plandemia przemija to trzeba zacząć straszyć kleszczem, suszą, brakiem wody, powodzią, sąsiadem.

  5. Niestety kleszczy jest co raz więcej jak chodziłem na ryby jeszcze w roku 2002 nie brałem pod uwagę czegoś takiego jak kleszcze ,w roku 2004 w wiadomościach usłyszałem o kleszczach aby uważać na te pajęczaki ale nie miałem z nimi styczności zaś w roku 2012 w maju wybrałem się na szczupaka tego dnia nic nie złapałem ale na bucie naliczyłem cztery kleszcze i na spodniach jeszcze dwa zaś w 2016 wbił mi się kleszcz w skórę od tamtej pory nie chodzę na ryby z obawy o nadmiar kleszczy jest ich dosłownie miliony z powodu braku zim i krótkotrwałych mrozów .

  6. Kleszczy jest z roku na rok coraz więcej nie trzeba być uczonym żeby to stwierdzić wystarczy połazić trochę po łąkach.

  7. niejestemcebulakiem

    naukowcy naukowcami, a ja mam takie obserwacje, od 7 roku życia, spędzałem co roku całe wakacje na działce nad jeziorem, która stała na popegieerowskiej łące, blisko lasu. całe dwa miechy na tej łące z trawą po kolana, którą samą kosiliśmy, graliśmy w piłkę, chodziliśmy po lesie, przez ponad 10 lat nie widziałem kleszcza na oczy, później przestałem przyjeżdżać, ale kleszczy wciąż nie widywałem, choć jesetem grzybiarzem i w lasach na jesieni bywam regularnie, pierwszy kleszcze zobaczyłem trzy lata temu, od tamtej pory, widuję je regularnie, 3 razy wyjąłem z siebie, w tym roku jak wszedłem do lasu, to po półgodzinnym spacerze naliczyłem, że zrzuciłem z siebie 25 kleszczy, w mieście widziałem kilka razy, więc naukowcy mogą sobie prowadzić badania bądź nie, to po prostu widać. dziadostwa jest coraz więcej, bo zim nie ma, redukcja populacji dzika też swoje zrobiła, mróz nie wybija larw, dziki nie wyżerają, plaga się mnoży