Wirus zniszczył jej dzieciństwo. Pomóżmy małej Nikoli z Lublina

Nikola, której dzieciństwo zniszczył wirus, potrzebuje Waszej pomocy. Rodzice dziewczynki zbierają pieniądze na terapię komórkami macierzystymi i rehabilitację. Potrzeba jeszcze ponad 20 tys. złotych. Przeczytajcie historię choroby małej mieszkanki Lublina.

Ile czasu potrzeba, by dziecko – zdrowe jak rybka, rozgadane, ruchliwe, pełne życia – stało się dzieckiem, które nie chodzi, nie mówi, nie siedzi? W przypadku Nikoli, mojej córeczki, były to dwa dni. Tyle czasu potrzebował wirus, żeby ją zniszczyć.

Czy kiedyś wyszło Ci na ustach „zimno”? Zapewne tak… Być może był to wynik stresu albo obniżonej odporności. Pewnie posmarowałeś wargi maścią i po kilku dniach zapomniałeś o całej sprawie. Gdy zdarzyło się to mnie, też tak robiłam. Nie wiedziałam wtedy, jak bardzo niebezpieczny jest wirus HPV. To on wywołuje opryszczkę. Nie wiedziałam, że może doprowadzić do szeregu powikłań. Nieleczone w 70% przypadkach kończą się śmiercią. Jeśli nawet uda się je pokonać, pozostają po nich trwałe i bardzo poważne następstwa neurologiczne. Tak właśnie stało się w przypadku Nikoli.

Miała wtedy dwa latka. Mówiła już pełnymi zdaniami. W sierpniu 2013 roku na ustach Nikoli pojawiła się opryszczka. Zaniepokoiło mnie to, od razu poszłam z nią do lekarza. Odradził smarowanie maścią, mówiąc, że zawiera ona antybiotyk, który może zaszkodzić córeczce. Kazał czekać, aż „zimno” samo przejdzie. Rzeczywiście, po kilku dniach opryszczka zniknęła.

Kilkanaście dni później Nikola zachorowała. Wysoka temperatura, biegunka, ból… Lekarz stwierdził zapalenie gardła i odesłał nas z niczym do domu. Po dwóch dniach jej stan znacznie się pogorszył. Pojechaliśmy na dyżur do przychodni, gdzie znów odprawiono nas z kwitkiem. Nikolka jednak cały czas gorączkowała, więc po kilku dniach postanowiliśmy z jej tatą, że zabieramy dziecko na SOR. Tam lekarz w końcu przepisał antybiotyk. Wróciliśmy do domu, pewni, że teraz wszystko będzie dobrze i że Nikola wyzdrowieje. To był jednak dopiero początek… Następnego dnia córcia zaczęła mówić niewyraźnie. Gdy próbowała się podnieść z łóżka, siadała i zasypiała. W chwilach, gdy była przytomna, na jej twarzy malował się straszny ból…przerażeni zadzwoniliśmy po pogotowie.

Trafiliśmy na oddział alergologii dziecięcej. Był tak przepełniony, że dla Nikoli nie było łóżeczka. Naszą salą był korytarz. Musiałam błagać o lek przeciwgorączkowy, bo pielęgniarki twierdziły, że nie jest Nikolce potrzebny, choć termometr wskazywał 38,5 stopni! Prawdziwy strach miał jednak dopiero nadejść. W pewnym momencie twarz Nikoli dziwnie się wykrzywiła, wypluła smaczek. Zawołałam pielęgniarkę. Gdy wzięłam moją córeczkę na ręce, zobaczyłam, że całe ciało Nikoli drży. Nagle zaczęła się wykręcać w konwulsjach, przeraźliwie płacząc z bólu. Bieg do gabinetu zabiegowego trwał może kilkanaście sekund, ale dla mnie każda z nich była wiecznością. Zdołałam tylko zobaczyć, że moje dziecko straciło przytomność, zamknęło oczy i przestało się ruszać, zanim zatrzaśnięto przede mną drzwi. Wpadłam w histerię. Krzyczałam, że moje dziecko umiera, że trzeba je ratować. Klęczałam pod drzwiami, płacząc tak, że ludzie zaczęli wychodzić z sal, szeptając między sobą i patrząc na mnie jak na wariatkę. Kiedy przyszli lekarze, prawie odeszłam od zmysłów, byłam pewna, że ją reanimują, że to koniec.

Gdy zobaczyłam, że Nikola żyje, oddycha, jest przytomna, zabrakło mi tchu. Po tym incydencie znalazło się nagle dla niej miejsce na sali. Na szczęście, bo gdyby odesłano nas do domu, Nikola już by nie żyła. Następnego dnia atak się powtórzył. Nikola wkrótce trafiła na oddział chorób zakaźnych.

Lekarze zaczęli szukać wirusa, który zaatakował dziecko. Trwało to bardzo długo, ale w końcu im się udało. HSV, wirus opryszczki. Ten sam, który kilka miesięcy wcześniej pojawił się na ustach córeczki, teraz przedostał się do jej główki, atakując mózg. Nikola cierpiała na opryszczkowe zapalenie mózgu – bardzo rzadką i niebezpieczną chorobą, której koniec najczęściej jest jeden – śmierć.

15 września Nikola jeszcze siedziała, jadła i mówiła, wołała tatusia i swoją „mamitkę”… 16 września przestała robić cokolwiek. Umierała. Patrzyliśmy we dwójkę, jak gaśnie niczym płomyk zapałki na wietrze… Jej oczy, kiedyś pełne życia i radości, były pełne smutku. Nasze pełne łez. Powtarzaliśmy, że ją kochamy, trzymaliśmy za rączkę, robiliśmy okłady, żeby gorączka spadła. Modliliśmy się. Dwa tygodnie po diagnozie stan Nikoli zaczął się polepszać. Z powrotem na jej buzi zagościł uśmiech, reagowała na naszą obecność i słowa. Mieliśmy nadzieję, że wyjdzie ze szpitala zdrowa, wprawdzie wycieńczona, ale na własnych nóżkach… Niestety. Powikłania po chorobie okazały się ciężkie, doszło do zmian w mózgu. Nikola cierpi na padaczkę, ma porażenie wszystkich czterech kończyn, ma problemy z napięciem mięśniowym. Było z nią tak źle, że na początku zanikł u niej nawet odruch ssania. Dwa tygodnie walczyliśmy z rehabilitantem o to, by powrócił. Kiedy w końcu zaczęła ssać smoczek butelki, czułam się tak, jakbym karmiła ją po raz pierwszy.

We wrześniu miną cztery lata od koszmaru, który wtedy przeżyli rodzice Nikoli. Dziewczynka powinna już chodzić do szkoły. Tymczasem uczy się dopiero, jak trzymać głowę i obracać się z brzuszka na plecy. Najwięcej problemów sprawia jej napięcie mięśniowe, które powoduje mimowolne ruchy – czasami wyrywa sobie włosy, przygryza policzki do krwi, czasem gryzie własne palce.

Muszę jej cały czas pilnować, żeby nie zrobiła sobie krzywdy. Nie mówi, tylko gaworzy, ale intelektualnie rozwija się prawidłowo. Wszystko rozumie, rozpoznaje kolory, kształty, odgłosy zwierząt. Komunikujemy się za pomocą specjalnych obrazków, córeczka potrafi mi też pokazać coś wzrokiem. To jednak tylko cień tego, co umiała kiedyś, przed chorobą.

Gdy widzę dziecko w wieku Nikoli, które jest zdrowe, pęka mi serce. Myślę wtedy tylko o tych wszystkich rzeczach, które odebrał nam wirus. Nie cofniemy jednak czasu, możemy tylko pracować nad tym, aby było lepiej. Dwie rzeczy mogą poprawić stan zdrowia Nikolci. Jedną jest przeszczep komórek macierzystych, zaplanowano łącznie pięć podań. Drugą jest intensywna rehabilitacja. To jedyna szansa, by moje dziecko kiedyś stanęło na nogach. Niestety, na jedno i drugie nas nie stać. Mam dwa wyjścia – mogę poddać się rozpaczy, że moje dziecko ma szansę, której ja nie mogę mu dać albo schować dumę do kieszeni i prosić, a w zasadzie błagać o pomoc. Robię to drugie… w imieniu swoim, taty Nikolci i jej samej proszę o wsparcie. Tylko Ty jesteś nadzieją, że Nikola odzyska to, co tak niesprawiedliwie straciła, nadzieją na lepsze jutro.

Chcesz pomóc Nikoli z Lublina? Wejdź w ten link i wesprzyj akcję zbiórki pieniędzy:

https://www.siepomaga.pl/nikolakowalik

2017-02-10 19:04:04
(fot. nadesłane)

15 komentarzy

  1. Nikola jestem z tobą!!wujek:)

    • Wiedziałam, że wujek się nie powstrzyma jak zobaczy!

      DZIĘKUJĘ WSZYSTKIM, KTÓRZY POMOGLI I POMAGAJĄ! NIE WIERZĘ W TO CO SIĘ DZIEJE! JESTEŚCIE NIESAMOWICI!

  2. Lubelaki wyskakiwać z kasy, przez noc trzeba zebrać całą kasę.

    • wyskakujemy i zbieramy!!! Mała wojowniczka zasługuje na godne leczenie (tak jak każdy człowiek). J

  3. Tylko szlag trafia czlowieka, ze ci tam „u gory” wydaja grube miliony na gabloty, ktore zaraz rozbijaja, a nie chca leczyc dziecka , ktore cierpi w duzej mierze przez nieudolnosc sluzby zdrowia. Trzymaj sie Nikolka, bedzie dobrze?

  4. czy ten wirus nie pojawil sie zaraz po szczepieniu?a jesli tak to jakim?wirusy nie biora sie z nikad. ktos tworzy wirusy komputerowe aby zarobic na oprogramowaniu antywirusowym i tak samo jest w przypadku wirusow ktore niszcza zdrowie ludziom-na tym zarabiaja koncerny farmaceutyczne.zywnosc gmo przyczynia sie do nowotworow i innych chorob .chodzi o to aby pare tys rolnikow moglo wyzywic cale USA ..wyzywic tak do 50-tki bo do tego wieku czlowiek jest dobrym niewolnikiem, pozniej to im szybciej pojda do sw piotra tym lepiej bo nie trzeba bedzie placic emerytury.

    • Wirus opryszczki pojawia się przy spadku odporności nie u wszystkich osób. Niektórzy ludzie są na opryszczkę uodpornieni.
      To nie było powikłanie poszczepienne.

    • Kiedyś ludzie szczepili dzieci i było ok. Teraz panuje moda na nie szczepienie. I kiedyś tez był autyzm, były wirusy i i powikłania po szczepieniu. Ale nie było internetu i wszechwiedzacych. mam nadzieję, że kiedyś zapanuje sluszny trend na szczepienie

  5. Dlaczego muszę wypełnić dane i zezwolić przetwarzanie danych osobowych jeśli che pomóc??

  6. Chociaż w tym przypadku jestem wstanie wyrównać całą kwotę,bez interesownie! TO JEST DZIECKO?

    • Można zastrzec swoje dane. Pana/ pani dane nie będą widoczne, a będzie tylko pisało Anonimowy Pomagacz. Przynajmniej tak myślę.

  7. To raczej HSV a nie HPV. Pozdrowienia dla Nikoli.

  8. Czy można przekazać na dziewczynkę 1% podatku?

    • Tak. Proszę odwiedzić facebooka POMAGAMY NIKOLI KOWALIK Z LUBLINA.
      Tam są wszystkie informacje.

Pracapraca.lublin112.pl

    Kursy walut

    • USD 3.968zł -0.88%
    • GBP 4.9223zł 0.02%
    • EUR 4.4202zł -0.68%
    • CHF 4.1401zł -0.53%

    Polub nas

    Darmowe ogłoszenia lokalne

      Materiały wideo

      Nowe iluminacje świąteczne na Rynku Wielkim w Zamościu (wideo)
      99. Rocznica Bitwy pod Komarowem (wideo)
      W Zamościu trwa 18 Międzynarodowy Festiwal Folklorystyczny EUROFOLK (wideo)
      W Zamościu trwa XIII Zamojski Festiwal Kultury (wideo)
      Szturm Twierdzy Zamość 2019

      Co? Gdzie? Kiedy?

      Dzień Dziecka w gminie Podedwórze. Dla najmłodszych przygotowano balony z helem
      Policjanci zapraszają do honorowego oddawania krwi
      Lubelskie obchody Dnia Flagi RP i Święta Narodowego Trzeciego Maja
      #zostańwdomu z Muzeum Wsi Lubelskiej | Oferta kulturalna Muzeum w sieci
      #zostańwdomu i weź udział w warsztatach kultury online