Wtorek upłynął pod znakiem rolniczych protestów. Tym razem nie było jednak blokowania dróg, a pikietujący postawili na pokojowy charakter akcji. Tak było m.in. w Lublinie. Na Placu Zamkowym zgromadziło się kilkadziesiąt rolników oraz wspierających ich przewoźników. Na pomoc przyjechali też przedstawiciele górników i przedsiębiorców. Pojawili się także politycy.
Protestujący przywieźli ze sobą ziemniaki, jabłka i cebulę. Jak zaznaczali, wszystko wytworzone w ich gospodarstwach, co tego najwyższej jakości, a przede wszystkim zdrowe. Płody rolne rozdawane były mieszkańcom jednocześnie uświadamiano społeczeństwo o ogromnej dysproporcji cen. I tak ziemniaki w sklepach kosztują 2-3 zł natomiast rolnik otrzymuje z tego 50 groszy. W przypadku cebuli, za którą klient płaci w sklepie 4 zł, rolnicy sprzedają ją po 30 groszy. Za jabłka, jeżeli producent otrzyma złotówkę, to jest zadowolony.
Kolejnym problemem, na który zwracali uwagę rolnicy, jest zalewanie rynku przez produkty z zagranicy, przez co magazyny są pełne a tym samym występuje bardzo duży problem ze sprzedażą płodów rolnych.
Głównym jednak powodem pikiety była planowana umowa handlowa między Unią Europejską a państwami bloku Mercosur, czyli Brazylią, Argentyną, Urugwajem i Paragwajem. Jest o niej głośno od dawna, gdyż budzi ona szereg kontrowersji oraz niesie za sobą szereg zagrożeń, w tym właśnie dla rolnictwa.
Rolnicy wskazywali wprost, że polska żywność jest ceniona w całej Europie i nie tylko właśnie ze swojej bardzo wysokiej jakości. Tymczasem w Ameryce Południowej, do produkcji rolniczej stosowane są ogromne ilości pestycydów zakazanych w Unii Europejskiej. Tym samym dochodzi do sytuacji, kiedy to unijni urzędnicy przez lata narzucali na rolników z krajów UE rygorystyczne normy produkcji, aby poszczególne produkty były jak najbardziej zbliżone do ekologicznych, a teraz chcą zezwolić na import produktów, które powstają bez żadnych norm.
Jako przykład rolnicy wskazali, że w Polsce stosuje się blisko 2 kg pestycydów na hektar. Przy czym jest jest ogrom gospodarstw, szczególnie tych mniejszych, gdzie ilości te są sporo mniejsze. Tymczasem w krajach bloku Mercosur normą jest 12 kilogramów na hektar. Jaki to ma wpływ na zdrowie konsumentów – wyjaśniać nie trzeba. Dlatego dzisiejsze protesty mają być walką nie tylko o utrzymanie rodzinnych gospodarstw rolnych, lecz także o to, jaką żywność będą spożywać mieszkańcy miast. Czy polską i zdrową, czy też pełną chemii z przemysłowych i nastawionych tylko na ilość gospodarstw z Ameryki Południowej.
49 komentarzy
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Uświadamiają? Miastowych głupków? Nie da się!
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Chłopi zawsze dbali tylko o interes swój własny. Od czasu rabacji galicyjskiej nic się w ich mentalności nie zmieniło
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
To ci się marzy – chłop pańszczyźniany który nic nie miał do powiedzenia, za komuny próbowali z PGRami a teraz agro holdingi wchodzą do gry ale chłopu nie wolno.
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
A ja wolę tańszą żywność z Peru, wielu emerytów również. Chłop już ma taką naturę, zawsze żle jest.