Od wtorku, 31 marca, w Polsce obowiązują maksymalne ceny paliw na stacjach benzynowych. Nowe przepisy zostały wprowadzone decyzją rządu jako odpowiedź na rosnące koszty życia oraz dynamiczne zmiany na światowych rynkach surowców energetycznych.
Zgodnie z wprowadzonymi regulacjami, ustalono górny limit cen dla podstawowych paliw – benzyny i oleju napędowego. Oznacza to, że stacje paliw nie mogą sprzedawać ich powyżej określonego poziomu, niezależnie od wahań cen ropy naftowej na rynkach międzynarodowych.
Rząd zapowiedział, że limity będą na bieżąco monitorowane i – w razie potrzeby – dostosowywane do sytuacji gospodarczej. System opiera się na codziennie aktualizowanym algorytmie, który uwzględnia: średnie ceny hurtowe paliw, obowiązujące podatki i opłaty oraz stałą marżę operacyjną na poziomie 0,30 zł/l.
Regulacje sprawiły, iż ceny na stacjach spadły o ponad złotówkę. A kierowcy od razu ruszyli aby zatankować swoje auta. W wielu miejscach przed dystrybutorami tworzyły się nawet kolejki.
Prezes Orlenu Ireneusz Fąfara poinformował dziś, że spółka sprzedała we wtorek ponad 30 mln litrów paliwa. To oznacza spory wzrost, gdyż średnia dzienna wynosi około 20 mln litrów. Dodał, że wyniki te pokazują skalę zainteresowania i oczekiwań Polaków.
Co ważne, niebawem sprzedaż może jeszcze wzrosnąć. Wszystko dlatego, że jak na razie nie widać jeszcze zwiększonych zakupów dokonywanych przez klientów z sąsiednich krajów, w których paliwo jest droższe. Jednak w weekend Orlen spodziewa się zwiększenia ruchu właśnie na stacjach w okolicach zachodniej i południowej granicy.
20 komentarzy
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Jedną wielka ściema,niby rząd obniżył ceny paliw ,a stacje paliw podniosły ceny,albo utrzymały na dotychczasowym poziomie