Zatrudnia się jako dostawca, potem znika z pieniędzmi i samochodem. Poszkodowane są lubelskie restauracje
21:14 10-01-2022 | Autor: redakcja
Nie ustają problemy, z jakimi musi zmagać się lubelska branża gastronomiczna. Po pojawieniu się pandemii, zamrożona została polska gospodarka, przez co obroty wielu lokali spadły nawet o 80–90 proc. Kiedy obostrzenia zostały zdjęte okazało się, że znaczna część klientów pozostała przy zamówieniach posiłków do domów. Tu jednak większość zysków zaczęli zabierać pośrednicy i platformy delivery.
Teraz przyszły liczne podwyżki cen prądu czy gazu, jak też podstawowych produktów wykorzystywanych w kuchni. Jakby tego było mało, wiele lokali padło ofiarą mężczyzny, który zniknął z pieniędzmi, a nawet należącymi do nich samochodami.
Scenariusz za każdym razem wygląda tak samo. Lokale chcąc się uniezależnić od zewnętrznych dostawców, organizują własne dostawy posiłków do klientów. Do tego potrzebny jest jednak pracownik. Wtedy pojawia się ów mężczyzna, który deklaruje chęć podjęcia pracy jako dostawca.
– Stwarzał pozory bardzo sumiennej i pracowitej osoby, w rzeczywistości okazał się przebiegłym złodziejem i wilkiem w owczej skórze. Przepracował u nas kilka dni, aż nagle zniknął. A wraz z nim pieniądze w kwocie ponad 6 tys. złotych, które przeznaczone były m.in. na premie dla całej załogi – wyjaśnia nam przedstawiciel jednej z lubelskich pizzerii.
Okazało się, że nowy pracownik wszedł w posiadanie zapasowego klucza do lokalu. W środku nocy przyszedł pod pizzerię, dostał się do środka i zabrał pozostawione tam pieniądze. Chciał też ukraść służbowy samochód, jednak z uwagi na rozładowany akumulator nie udało mu się go uruchomić. Uszkodził przy tym auto, przez co dostawcy musieli rozwozić pizzę wypożyczonymi samochodami.
Oczywiście o wszystkim poinformowana została policja. Kiedy funkcjonariusze zaczęli szukać nieuczciwego pracownika, ten się o tym dowiedział i zaczął grozić byłemu pracodawcy. Sugerował, aby zatrudnił sobie ochroniarzy, gdyż może go spotkać coś złego.
Jak się okazuje, ofiarami mężczyzny stało się więcej lokali. Działa on w ten sposób od wielu miesięcy i jak tłumaczą restauratorzy, do tej pory włos mu z głowy za to nie spadł.
– Marcina, gdyż tak on ma na imię, zatrudniłam we wrześniu jako dostawcę. Otrzymał on oczywiście samochód służbowy. Wyjechał z lokalu do klientów z zamówieniami i już nie wrócił. Został nam skradziony samochód, termos na pizzę, terminal i 580 zł w gotówce – dodaje pani Katarzyna, właścicielka jednej z najbardziej znanych w Lublinie pizzerii.
Auto udało się odzyskać po trzech dniach. Zauważono je przypadkowo na parkingu nad Zalewem Zemborzyckim. Kiedy na miejscu pracowali policjanci zabezpieczając ślady, podszedł do nich ów mężczyzna i oświadczył, że auto należy do niego. Od razu został zatrzymany. Jednak niebawem odzyskał wolność i wrócił do swojej działalności. Auto i terminal do płatności bezgotówkowych wróciły do właściciela, gotówka i torba przepadły.
W październiku mężczyzna znów dał znać o sobie. Zatrudnił się w kolejnej pizzerii. Tak jak zawsze, zdobył zaufanie właściciela, dzięki czemu mógł nawet poza pracą korzystać ze służbowego samochodu. Ostatniego dnia miesiąca nie pojawił się w pracy, zabierając oczywiście auto.
– Wydawał się bardzo dobrym, sumiennym oraz sprawnym pracownikiem. Bardzo szybko nawiązał przyjacielską więź z całą załogą. Nie było między nami żadnych spięć. Otrzymywał pensję codziennie, był z niej bardzo zadowolony, gdyż zaoferowałem mu stawkę, która była najwyższą z tych, jakie dostawał do tej pory. Pozwoliłem mu również na użytkowanie pojazdu firmowego w celu dojazdów do pracy i domu – wyjaśnia właściciel kolejnej pizzerii, która stała się ofiarą mężczyzny.
Kiedy z mężczyzną nie można było w żaden sposób się skontaktować, właściciel lokalu o wszystkim zaalarmował policję. Po dwóch tygodniach jeden z jego znajomych dostrzegł poszukiwanego nieuczciwego pracownika, jak ten jakby nigdy nic, jechał sobie skradzionym autem ul. Turystyczną. Powiadomił o wszystkim policjantów, sam ruszył za mężczyzną.
Ten jednak zorientował się, że jest śledzony i zaczął uciekać. Staranował też jadące za nim auto, unieruchamiając je. Rozbity samochód został odnaleziony przez funkcjonariuszy następnego dnia. Szkody oszacowano wtedy na ponad 7 tys. złotych.
W grudniu mężczyzna zatrudnił się w kolejnej restauracji. Tym razem serwującej kuchnię indyjską. Tam też pewnego dnia wyjechał z dostawami i nie wrócił przywłaszczając samochód, terminal oraz pieniądze. Niebawem auto udało się odnaleźć, na szczęście tym razem było ono nieuszkodzone.
W podobny sposób szkody poniosło również kilka innych lubelskich restauracji i lokali gastronomicznych. Sprawą zajmuje się policja, jednak jak wskazują poszkodowani, nawet pomimo zatrzymywania mężczyzny, za każdym razem był on zaraz zwalniany na wolność.
Jak ustaliliśmy, decyzję o zastosowaniu środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztowania podejmują sądy, w tym przypadku zgody na to nie było. Tymczasem mężczyzna zaczął się ukrywać. Wiemy już, że w miejscu zamieszkania nie pojawia się od dawna. Przebywa u znajomych, w hostelach i różnych innych miejscach. Widywano go m.in. przy ul. Koryznowej, Malczewskiego oraz Daszyńskiego.
Restauratorzy usiłują sami też trafić na trop nieuczciwego byłego pracownika, aby w ten sposób przyczynić się do jego zatrzymania. W ten sposób chcą też uchronić inne lokale przed jego działalnością. Jedna z pizzerii zaoferowała nawet darmową pizzę przez cały miesiąc dla osoby, która wskaże policjantom z II Komisariatu aktualne miejsce przebywania mężczyzny.
– Zdecydowaliśmy się na taki krok, aby już nikt więcej nie został przez niego okradziony, a jego samego spotkała w końcu sprawiedliwość – dodają restauratorzy.
(fot. pixabay/zdjęcie ilustracyjne)
„Lokale chcąc się uniezależnić od zewnętrznych dostawców, organizują własne dostawy posiłków do klientów. Do tego potrzebny jest jednak pracownik. Wtedy pojawia się ów mężczyzna, który deklaruje chęć podjęcia pracy jako dostawca.”
Sformułowane tak, jakby czytał w myślach i nagle pojawiał się w restauracjach, gdy akurat pojawił się w nich pomysł zatrudnienia dostawcy.
No i co z tego wynika?
Przecież gdyby nie potrzebowali dostawcy, to by się pożegnali.
Czyżbyś sugerował zmowę?
Jeżeli tak, to radzę porozmawiać ze specjalistą.
Przeczytaj ze zrozumieniem, jak skumałem za pierwszym razem.
Czy ty wiesz ile „knajp” szuka ludzi do zatrudnienia na „kierowców-dostawców” płaca marnie ale wymagają cudów. Płaca to od 10pln/h(plus za dostawę) do 25pln/h(bez dodatków). Jakby to była taka lekka praca (wymaganie prawo jazdy i jakaś tam albo wcale znajomość miasta) ludzie walili by drzwiami i oknami. Pobiegaj trochę po piętrach w starym budownictwie to pogadamy.
Mam nadzieję że nie zatrudnią go w restauracji żydowskiej bo będzie konflikt na skalę światową.
ale menda
Tak działa nasza niezbyt kochana policja i ponoć prawy i sprawiedliwy dowolnej wysokości niezależny sąd, który zaprzepaszcza pracę policjantów, nie stosując aresztowania.
Brawo !!!
Polski Ład , po co pracować ?
Jak czytam o takiej „bezradności” sądu, to przypomina mi sie trzy sprawy: tego adwokata co próbował rozwalić Teatr Osterwy, a sąd go nie potrafił przez 3 lata zaprosić przed swoje oblicze.
Druga to ta opisana wyżej, a trzecia to moja gdzie oskarżony przez koleżankę z pracy o to że głośno powiedziałem, że jest (po włosku) zakrętem… na pierwszej sprawie sie nie stawiłem, a na druga zostałem uprzejmie dowieziony przez policję.
Ale cóż, jako niewiele zarabiający w MPK kierowca, nie mogłem tak unikać sądu jak ci dwaj opisywani wyżej.
To zarabiaj więcej, albo naucz się kultury. Biedny cham to rzeczywiście nienajlepsza partia.
@ o.0 – Naucz się korzystać ze swego zbyt twardego dysku, to zrozumiesz o czym tu mowa, cepie.
„Zaprasam Pana do naszgo bakó ma pam przyznaną pażyczke. trzeba tylkosie zglosic i nowym dowodwm i zostanie panu pzyznana. pan sie musi niezlocnie zlosic pan dostanie” Takrz zaprasam po kse!
Oj ,co za czasy wystarczy mieć znajomości, być kimś i można wszystkich robić w bambuko
Nie wyobrażam sobie powierzyć komuś swoje mienie, nie znając tożsamości, potwierdzonej okazaniem dokumentu przy zawieraniu umowy
Z artykułu gołymi okularami widać, że wszyscy znają jego dane, ale gość ma jakiś szczególny dar przekonywania sądu, że go za każdym wypuszcza z sądowych łapek, jakby go baaardzo dobrze znał i wiedział, że na telefon kogoś wyżej postawionego i tak go będzie musiał, nie znać…
Ten „dar przekonywania” to pewnie odpowiednie koligacje rodzinno-towarzyskie.
,,Wolne sondy”i niemrawa policja ,a szumowiny czują się bezkarne.
Pewnie należałoby dać im 80%podwyżki i emerytury po 10 latach ,,ciężkiej”służby byliby skuteczniejsi w walce z patologią
Szkoda, że policji nie można wezwać, jak restauratorzy nagminnie okradają klientów na gramaturze posiłków, ich składzie, czy przeterminowanych składnikach. Kontrole Inspekcji Handlowej potwierdzają, że w 87% restauracji klienci są jawnie i bezczelnie oszukiwani. Poza tym, w patogastronomii nagminne jest łamanie prawa pracy: robota na czarno, niewypłacanie wynagrodzeń, fałszowanie czasu pracy.
I GDZIE JEST WTEDY POLICJA???
tvn24.pl/biznes/z-kraju/restauracje-oszukuja-klientow-kontrola-inspekcji-handlowej-4633075