Działkowcy z Rodzinnego Ogrodu Działkowego „Kalina” zwrócili się do prezydenta Lublina Krzysztofa Żuka z prośbą o redukcyjny odstrzał dzików. Jak twierdzą, zwierzęta wchodzą na teren ogródków działkowych i niszczą ich pracę, a co najważniejsze są zagrożeniem dla przebywających tam osób.
Jak pisze do nas jeden z członków rady dzielnicy, władze Lublina na razie milczą w sprawie dzików.
– Właściciele ogródków działkowych nadal się skarżą, że dziki niszczą ich pracę i zagrażają życiu ludzi. Obok jest Park Zawilcowa, gdzie dużo osób spędza czas na świeżym powietrzu. Jest też tam dużo dzieci z racji placów zabaw. My jako mieszkańcy osiedla jesteśmy zaniepokojeni tą sprawą i bezradni, bo sami nie możemy nic z tym zrobić. W chwili obecnej nie ma najmniejszego odzewu ze strony władz miasta – pisze do nas pani Katarzyna.
Zwierzęta podkopują ogrodzenia, przedostają się na teren ogródków działkowych i niszczą uprawy. Planowano odłowić dziki we własnym zakresie, jednak nie pozwalają na to warunki. Co chwila działki są zryte przez zwierzęta i cała praca idzie na marne. Nasza Czytelniczka ma nadzieję, że nagłośnienie tej sprawy przyczyni się do większego zaangażowania miasta w rozwiązanie tego problemu.
(fot. lublin112.pl – ilustracyjne)
18 komentarzy
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
No nie możliwe , jak rolnikom dziki niszczą plony z których rolnicy żyją to lament że nie wolno wybijać bo to nie humanitarne jak mieszczuchom coś tam podryją to już afera a najlepsze jest to że lubelaki co tak ochoczo głosowali na PO a przecież PO robiło nagonkę na PiS w sprawie wybijania dzików , teraz płaczą
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Trzeba odlowić troszkę działkowców i bedzie po kłopocie….Sam sobie w łeb strzel Ty pajacu z działki…
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Co prawda to prawda. Przynajmniej wiesz kim jesteś.
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Przez 24 lata mieszkałem w tym rejonie i kiedyś jak praktycznie wszystkie pola były uprawiane oraz łąki koszone to nie było ani dzików ani saren. A z biegiem czasu jak uprawa się zmniejszała to zaczeły się pojawiać zwierzęta. Gdzieś 12 lat temu sarny i bobry (nawet wydra się zadomowiła na Bystrzycy). A gdzieś 8 lat temu zaczeły się pojawiać pojedyncze osobniki dzików. Teraz są już stada dzików i wystarczy się przejść w rejon ulicy Grodzickiego lub bocznych i można zobaczyć co się dzieje na polach. Ludzie ogrodzili swoje działki bo by nie mogli niczego uprawiać a pójść na spacer w tym momencie to już naprawdę strach bo można się nadziać na lochę z małymi a to one są najbardziej niebezpieczne. Z małymi dziećmi chodzić tam na spacery to naprawdę ryzyko.
Jazda autem po tych szutrach to też wyzwanie zwłaszcza nocą bo wszędzie są wysokie zarośla i wszystko tam może wyskoczyć wprost na maskę. Nawet jazda z bardzo małą prędkością (20 hm/h) wcale nie gwarntuję bezpieczeństwa.
To jest problem, który cały czas narasta i robi się coraz niebezpieczniej. Odłowienie wszystkich dzików to jest minimum- MINIMUM!!
Rejon Poligonowej ma ten sam problem, a może nawet i większy..
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Na Poligonowej jest z nimi wielki problem. U rodziców początkowo dziki ryły na ogrodzie, ale teraz trawnik jest już zniszczony przy samych drzwiach wejściowych do domu. Po zmroku strach jest wyjść na własne podwórko. Miasto zajmie się tym tematem chyba dopiero wtedy, gdy komuś coś się stanie.
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Niech im rodzice sypną trochę żołędzi do miski, to nie będą musialy ryć trawnika.
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
O tuż to. Dopiero jak będzie tragedia to wtedy miasto zacznie reagować. Ewentualnie jak jakiś mieszkaniec=ważny urzędnik na własnej skórze doświadczy jaki to problem.
A dziki małymi kroczkami co raz bardziej przesuwają się w kierunku centrum i to jest problem również bloków wielorodzinnych w tych rejonach.