Przejdź do treści
sobota, 10 października 2026
Kontakt do redakcji: 690 680 960 [email protected]
Wiadomości z Lublina i regionu
Kontakt do redakcji 690 680 960 [email protected]

Telefon od lekarza weterynarii wzburzył mieszkańców. Decyzja sądu jeszcze bardziej

Umorzona została sprawa lekarza weterynarii, który miał zaproponować podmianę próbek krwi pobranej od świni. Sprawa nawiązuje do protestów rolników, którzy sprzeciwiali się wybijaniu zdrowych świń z powodu ryzyka zarażeniem ASF, a o rozprzestrzenianie się wirusa oskarżali lekarzy.

Spore oburzenie wśród rolników z powiatu parczewskiego wywołała decyzja Sądu Rejonowego w Białej Podlaskiej dotycząca głośnej sprawy lekarza weterynarii, który miał zaproponować podmianę próbek krwi od świni. W lipcu ub. roku hodowcy trzody chlewnej postanowili sprzeciwić się działaniom lekarzy weterynarii, polegającym na wybijaniu zdrowych świń na terenie, gdzie ogłaszano występowanie wirusa afrykańskiego pomoru świń. W miejscowości Dawidy zorganizowali protest i zablokowali samochód, którym jechali weterynarze do jednego z okolicznych gospodarstw. Lekarz miał tam dokonać wybicia kilkuset świń.

Pojazd został otoczony, a protestujący rolnicy wspierani przez Stowarzyszenie Polskich Producentów Ziemniaków i Warzyw zastrzegli, że nie dopuszczą do dalszych tego typu działań. Jak wyjaśniali pikietujący, każdy z nich zainwestował duże środki, aby dostosować gospodarstwa do surowych zasad bioasekuracji. Wybudowali specjalne baseny dezynfekcyjne przed wjazdem na teren gospodarstw, ich teren został ogrodzony, do chlewni wchodzili tylko i wyłącznie właściciele w specjalnych ubraniach.

Jak twierdzili, służby weterynaryjne wybierały losowo gospodarstwa, w których nie stwierdzono obecności wirusa i wybijały utrzymywane tam świnie. Zarzucali lekarzom, że jako właściciele gospodarstw pod rygorem bardzo dużych kar finansowych, nie mogą sobie pozwolić nawet na najmniejsze uchybienia związane z zapewnieniem ochrony przed chorobą w swoim gospodarstwie. Tymczasem lekarze mieli przemieszczać się pomiędzy gospodarstwami, nie zachowując praktycznie żadnych zasad bioasekuracji. W ostrych słowach niektórzy z pikietujących sugerowali, że właśnie to może być powodem rozprzestrzeniania się wirusa.

Niebawem, gdyż we wrześniu, na jaw wyszła propozycja jednego z lekarzy weterynarii, jaką złożyć miał on telefonicznie mieszkańcowi gminy Podedwórze. Artur K. jednak pomylił się i zamiast do rolnika, zadzwonił do dziennikarza lokalnego tygodnika „Wspólnota”, który nosił to samo nazwisko. W trakcie rozmowy zaproponował mu podmienienie próbek krwi pobranej od świni. Lekarz przedstawił się, po czym poinformował, że prowadzone są działania związane z uwalnianiem terenu gminy z zapowietrzonej strefy i ma pobrać krew od znajdującej się w gospodarstwie świni.

Zapytał jednak, czy ma podłożyć od kogoś próbkę, czy mają się szarpać. (…) mam u Pana krew pobrać, podłożyć od kogoś, czy będziemy się szarpać? – zapytał. Kiedy sprawa wyszła na jaw, wzburzyła całą lokalną społeczność. Według mieszkańców tym samym potwierdziły się ich podejrzenia, że lekarze weterynarii nie działają uczciwie. O sprawie powiadomiona została policja, a następnie śledztwo wszczęła prokuratura.

Dochodzenie w tej sprawie trwało kilka miesięcy. Artur K. odmówił jednak składania wyjaśnień. Śledczy przesłuchali więc rolników, u których lekarz pobierał od świń krew do badań. Swoje zeznania złożył też dziennikarz, z którym rozmawiał lekarz. Sprawdzone zostały też wszystkie dokumenty w Powiatowej Inspekcji Weterynaryjnej w Parczewie związane z pracą Artura K. W marcu b. roku prokuratura skierowała do sądu akt oskarżenia. Lekarzowi zarzucono niedopełnienie obowiązków i działanie na szkodę interesu publicznego.

W miniony piątek odbyło się posiedzenie sądu w tej sprawie. Rolnicy, którzy chcieli w im uczestniczyć, nie zostali wpuszczeni na salę rozpraw. Sąd uznał bowiem, że jest ono niejawne. Niebawem okazało się, że sprawa ma zostać warunkowo umorzona. Orzeczenie warunków ma zostać ogłoszone w ciągu tygodnia. Wcześniej Artur K. został ukarany przez rzecznika odpowiedzialności zawodowej. Przez trzy miesiące nie mógł wykonywać żadnych czynności związanych ze swoją pracą zawodową. Jak wyjaśniał nam jeden z mieszkańców powiatu parczewskiego, decyzja sądu po raz kolejny pokazuje, że urzędnik może robić, co chce i nie ponosi za to żadnej odpowiedzialności. Tymczasem rolnicy są karani na każdym kroku.

(fot. lublin112.pl – archiwum)

19 komentarzy

  1. Znajomy
    Odpowiedz

    K… k… łba nie urwie. Przynajmniej mogli tego lekarza wywalic z roboty. Powinien w swoich dokumentach kierowac sie stanem faktycznym, a facet po prostu pisze to, za co mu sie zaplaci. Ten lekarz nawet nie przeprowadza badan, tylko bierze lapowke i po sprawie.

  2. Megi
    Odpowiedz

    Jeżeli niesłusznie doprowadził do wybicia jakiegoś stada powinien zrekompensować straty rolnikowi i zapłacić za utylizację martwych zwierząt.

    1. donkichot
      Odpowiedz

      … naprawdę myślisz że to tak płytka sprawa…?

  3. łubudubu
    Odpowiedz

    Tak dba „nasz” „rzont” o polskiego obywatela… bo tu chodzi i dobro polaków co by było jak by ASF dotarł do sejmu… jak by biedni Polacy poradzili sobie bez tak wspaniałego „rzontu”…?

    1. jerbie
      Odpowiedz

      Chyba sond, WOLNE SONDY

Dodaj komentarz

Masz coś do dodania? Podziel się swoją opinią.

Dbaj o kulturę dyskusji. Publikując komentarz, akceptujesz regulamin komentarzy.

Z kraju

Lubelski biznes

Polityka

Społeczeństwo

Nauka i technologia

Nauka i technologie

Eksperci: zanim zapytasz AI, pomyśl sam

Sztuczna inteligencja zmienia sposób, w jaki zdobywamy wiedzę, podejmujemy decyzje i rozumiemy świat. Chatboty wyszukują informacje, piszą teksty, tworzą obrazy