W piątek rano po raz kolejny w gnieździe lubelskich sokołów nastąpiły dramatyczne chwile. Jedno z piskląt zaczęło nagle słabnąć po czym przestało się ruszać. Niebawem do zamontowanej na kominie Elektrociepłowni Wrotków budki dotarł prezes Lubelskiego Towarzystwa Ornitologicznego Sylwester Aftyka.
Jak wyjaśniali specjaliści, na razie nie wiadomo, co było przyczyną śmierci młodej samicy. Mają to wykazać specjalistyczne badania. Podejrzewa się jednak otrucie ptaka, gdyż oględziny wykazały, że pisklę przed śmiercią zostało nakarmione. Na szczęście pozostałe dwa ptaki nie wykazywały żadnych niepokojących objawów.
Maluchy zostały też zaobrączkowane. Wiadomo już, że są to samiec i samica. Następnie odłożono je z powrotem do gniazda, wokół którego cały czas krążyła ich denerwowana matka.
W tym roku Wrotka złożyła pięć jaj, z których wykluły się cztery młode. Wcześniej jedno z nich padło z powodu wyziębienia, kiedy to oddaliło się od samicy nie było w stanie wrócić z powrotem.
Jeżeli potwierdzi się, że ptak, który padł dzisiaj rano został otruty, będzie to kolejny tego typu przypadek w gnieździe lubelskich sokołów. Dwa lata temu, w maju 2019 roku, padły dwa pisklęta. Badania wykazały, że zostały otrute środkiem chemicznym.
(fot. lublin112)
19 komentarzy
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Ciekawe komu tak bardzo przeszkadzały młode sokoły. Ludzie jednak to kanalie i tyle w temacie.
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
To akurat proste. Hodowcom gołębi.
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
A dlaczego dotykają piskląt bez rękawiczek? Przecież przenoszą w ten sposób zapach na młode.
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
… że też ludzie jeszcze wierzą w te bzdury, jprdl…
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
A na siebie ptasią grypę.
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Dramatyczne… bez przesady… życie.