– Na jednym z Oddziałów Intensywnej Terapii w Lublinie w tej chwili odchodzi dziecko. Może nie dożyć jutra, bo jego stan pogarsza się z minuty na minutę. Za 20 min każą matce opuścić oddział i wrócić jutro w południe! A jak już nie będzie do kogo, ani do czego? To dziecko i matka mają tylko siebie. I to dziecko ma umierać w samotności, bo w Polsce panują PRL-owskie „przepisy sanitarne”! – napisała na swoim profilu na Facebooku Paulina Szubińska-Gryz, która poinformowała nas o sprawie.
Pojechaliśmy na miejsce, aby potwierdzić te informacje. Przed szpitalem przy ul. Gębali zastaliśmy panią Annę, której 8-letni syn jest na Oddziale Intensywnej Terapii. Chłopiec został w poniedziałek przetransportowany do szpitala w Lublinie śmigłowcem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Jak mówi pani Anna, stan chłopca jest agonalny, doszło do krwawienia, został uszkodzony pień mózgu.
– Nie wiemy co dalej. Na pewno nie wpuści nas ta pani doktor. Podobno odwiedziny są od 12 do 18. We wtorek wpuścili nas o 13:30, no ale pani doktor powiedziała, że możemy zostać do 19. Później nam przedłużyła do 20. Poszłam do niej, już było po 20. Pielęgniarki nas nie wypraszały, więc pomyślałam pójdę i zapytam się. I ona mówi do mnie, że i tak już nam przedłużyła, że dłużej nie można. Wyjaśniła mi, że tutaj jest ileś tam dzieci. Ja mówię, no dobrze są dzieci, ale może mojemu dziecku zostało parę godzin życia. Nie może tak pani do tego podchodzić, odparła do mnie pani doktor i dodała, że mają swój regulamin. To ja mówię, no dobrze, ale ja mam pismo od rzecznika praw pacjenta. Ale niech mnie pani nie stawia w tak niezręcznej sytuacji, odparła pani doktor. My tu nie chcemy łamać swojego regulaminu. Tutaj też są inne dzieci. Ja mówię dobrze tutaj są inne dzieci, ale one nie mają zagrożenia życia, a moje dziecko umiera i chciałabym być przy nim. Ona odrzekła, że w tej chwili nic się z nim nie dzieje. Pytam więc, czy mi pani zagwarantuje, że on dożyje do jutra? Nie tego nie mogę pani zagwarantować, powiedziała pani doktor. Mama innego dziecka ją zawołała i na tym się zakończyła rozmowa – relacjonowała nam pani Ania sytuację na oddziale.
Próby skontaktowania się we wtorek w nocy z rzecznikiem szpitala i lekarzami spełzły na niczym. Zostaliśmy wyproszeni ze szpitala z dziennikarzami jednej ze stacji telewizyjnych. Ochrona odesłała nas na SOR, gdzie znajdowali się jedyni dostępni pracownicy szpitala, jednak oni również stanowczo odmówili komentarza w tej sprawie i odesłali nas do rzecznika.
Jak poinformowała nas pani Anna oddział jest zamykany na klucz i nie wie czy będzie możliwość wejścia. We wszystkim mamę Mateusza wspiera narzeczony. Razem w aucie pod szpitalem spędzili noc. Zabrali też psa, z którym nie miał kto zostać. Nikt im nie zaproponował alternatywnego rozwiązania, chociażby pozostania w pobliżu oddziału na fotelach, które stoją na korytarzu. Chcieli być blisko, bo jak nam powiedzieli, mogą nie zdążyć dojechać z Puław na czas.
– Chcemy być jak najszybciej w razie czego. Żeby móc pójść do niego. Tam nie leżą dzieci, które za chwilę umrą. Tylko mój syn, jeden jedyny jest w tak poważnym stanie. Jego mózg właśnie obumiera – wyjaśniała łamiącym głosem pani Anna.
Od kilku godzin w sieci padają pytania o to, dlaczego rodzice umierającego 8-latka nie są przy dziecku? Dlaczego tę dramatyczną noc muszą spędzić w samochodzie pod szpitalem? Dlaczego w szpitalu nie ma żadnej osoby decyzyjnej, tudzież nie ma kontaktu z takimi osobami w godzinach nocnych?
Skontaktowała się z nami Mariola Kowalska z Fundacji Równi Wśród Równych i poinformowała, że udało jej się dodzwonić do szpitala i po kilku minutach oczekiwania telefon odebrał jeden z trzech lekarzy dyżurujących.
– Na pytanie czy zna sprawę odpowiedział, że nie będzie na ten temat rozmawiać. Prosiłam o nazwisko lub funkcję. Przedstawiłam się jako przedstawiciel Fundacji RWR. Powiedział, że koleżanka nie ma już siły rozmawiać, a on też nie zamierza, odesłał do rzecznika prasowego od rana. Na pytanie „a co będzie jeśli dziecko umrze?” odłożył słuchawkę – wyjaśnia Mariola Kowalska.
Po północy zadzwonił do nas mężczyzna, który miał podobną sytuację i zaapelował, żeby rodzice o sprawie powiadomili policję, ze względu na łamanie podstawowych praw zawartych w Konstytucji RP. Zaznaczył również, że regulaminy szpitalne nie mogą stać ponad przepisami prawa i Konstytucją. Poinformowaliśmy panią Annę o takiej możliwości, ale powiedziała, że poczeka do rana.
Poniżej zamieszczamy pismo od Rzecznika Praw Pacjenta, w którym czytamy m.in., że na podstawie art. 21 Ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, przy udzielaniu świadczeń zdrowotnych może być obecna osoba bliska. Osoba wykonująca zawód medyczny udzielająca świadczeń zdrowotnych pacjentowi może odmówić obecności osoby bliskiej przy udzielaniu świadczeń zdrowotnych, w przypadku istnienia prawdopodobieństwa wystąpienia zagrożenia epidemicznego lub ze względu na bezpieczeństwo zdrowotne pacjenta. Odmowę odnotowuje się w dokumentacji medycznej. Rodzice pozbawieni możliwości obecności przy dziecku mogą domagać się wyjaśnień od personelu medycznego jak i od dyrekcji szpitala. Personel nie może ograniczać tych praw dla własnej wygody, czy według własnego uznania, tym samym nadużywając np. kryterium bezpieczeństwa zdrowotnego pacjentów. Co ważne ograniczanie praw pacjenta nie ma charakteru dowolnego.
W środę rano poprosiliśmy o komentarz całej sytuacji rzeczniczkę Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego mgr Agnieszkę Osińską. Przed południem otrzymaliśmy komunikat następującej treści:
Stanowisko Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Lublinie dot. sytuacji jaka miała miejsce w dniu 7.03.2017 r.
Pacjent leczony przewlekle w innym ośrodku został przywieziony do Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Lublinie w stanie zagrożenia życia. Dziecko cierpi z powodu nieuleczalnej choroby – raka mózgu. Stan zaawansowania choroby nie rokuje uzyskania poprawy stanu zdrowia, gdyż guz jest nieoperacyjny. Dziecko jest nieprzytomne, nie nawiązuje kontaktu wymaga oddechu respiratorowego, dlatego zostało przyjęte do Oddziału Intensywnej Terapii. Proces odchodzenia dziecka może być długi, którego my nie jesteśmy w stanie określić.
Zgodnie z regulaminem, który podpisują rodzice dzieci hospitalizowanych w OIT, rodzice mogą przebywać w sali chorych w godz. 12-18, o ile przy innych pacjentach nie są wykonywane nieprzewidziane procedury medyczne ratujące życie.
W przypadku nagłego pogorszenia stanu zdrowia pacjenta, personel medyczny Oddziału kontaktuje się z rodzicem informując o sytuacji zdrowotnej dziecka. Rodzic ma możliwość w takiej sytuacji bycia przy dziecku. W tym przypadku mama została poinformowana przez personel medyczny o stanie zdrowia syna i jako, że stan dziecka był poważny, ale stabilny, rodzice zostali poproszeni o opuszczenie sali po godzinach opisanych w regulaminie. W tym przypadku pozwolono rodzicom zostać dłużej o 2 godziny na ich prośbę. Prosimy rodziców o zrozumienie, ale i przestrzeganie zasad obowiązujących w Oddziale. W sali chorych przebywają inni pacjenci (od 6 do 8 dzieci) i wykonywane są przy nich procedury medyczne, a Szpital ma obowiązek zachowania tajemnicy lekarskiej oraz poszanowanie godności i intymności pozostałych pacjentów, stąd wyznaczone są godziny dla rodziców, kiedy mogą być ze swoimi dziećmi, pod warunkiem, że nie zajdą inne nagłe okoliczności związane z pozostałymi przebywającymi w sali pacjentami.
Przed godziną 7 kontaktowaliśmy się z panią Anną. Była rano w szpitalu, ale powiedzieli jej, że jeszcze nie ma odwiedzin. Poinformowała również, że synek wciąż żyje.
– Mam nadzieję, że sytuacja do jakiej doszło pomoże na przyszłość innym rodzicom – dodaje na koniec mama Mateusza.
2017-03-07 01:49:43
(fot. lublin112.pl)
291 komentarzy
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Ludzie to jednak empatię mają tylko na pokaz …. z jednej strony współczujecie matce dziecka a z drugiej życzycie innym aby ich spotkał taki los. Czyli życzycie jakiemuś dziecku raka mózgu i umierania w męczarniach!!! Boże, chroń nas przed takimi ludźmi !!!!
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Co za [..] brak słow ciekawe co by zrobiła pani doktor w takiej sytuacji
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Kontrole zrobić w szpitalach !
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Ja znam fakt podejście do leczenia nigdy bym nie domyślał się ze lekarz może być nie godny zaufania tak jak oni , godniejsi zaufania od nich są esesman z Oświęcimia, mają więcej godności i szacunku a regulamin oni łamią sam napisałem do ministerstwa prokuratur i izby lekarskiej bo tam obowiązuje inne prawo niż w Polsce.
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Jakoś mnie to nie dziwi, OIT w tym szpitalu to jakaś makabra, wiem bo moje dziecko 3 latra temu tam przebywało i gdyby nie upór mój i mojego męza to z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że zamordowali by nam tam dziecko. Znając problem zdrowotny dziecka, nie chcieli się kontaktować się z naszym lekarzem prowadzącym, bo przecież pani z-ca ordynatora wie lepiej, że takie dzieci nie powinny żyć, a o dziwo dziecko ma już 5 lat i świetnie się trzyma. Szkoda słów. Lekarze, którzy całe życie powinni się dokształcać tym bardziej, że medycyna w zawrotnym tempie idzie naprzód zatrzymali się w czasach studiów medycznych PRLu. Być może nie wszyscy, ale niestety nie mam dobrych doświadczeń OIT DSK, szczególnie jeśli chodzi o z-ca ordynatora (może ta kobieta jest już na emeryturze)
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Szpital biznesowy dla większości personelu , gdzie bez dowodów wdzięczności nie wiele sie da załatwić , na palcach można policzyć tych którzy sa tam lekarzami, pielęgniarkami z powołania a nie czekają aż rozpaczeni rodzice dopomogą szczęsciu jakimś dowodem wdzięczności
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Jakie ku..wa odwiedziny…odwiedzić to można ciocię w dniu imienin, ta matka powinna być przy dziecku, regulamin dotyczy dalszej rodziny, nie rodziców i mówi wyraźnie, że chodzi o odwiedziny w takich a nie innych godzinach, nic nie mówi na temat bycia matki przy dziecku, co jest w naszym kraju prawnie zagwarantowane
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Bardzo nieludzki komentarz ponizej, osoba nie ma chyba dzieci lub nigdy nie przebywala w szpitalu w roli pacjenta. Mieszkam w UK od 11 lat i co mnie urzekło, ze tu odwiedzajacy maja wieksze prawa niz w PL. Sa pokoje dla rodzicow gdzie moga odpoczac. Ojciec dziecka moze byc przy narodzinach, jak i inne soby jesli pacjentka wyrazi taka chęć. Dziecko leży z mamą na sali, zaraz przy jej łóżku. Rodzinne warunki stworzyli!!!
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Do Konkretny- konkretnie to ty jestes popier…ony czlowieku bez uczuc!!!
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Powinna byc przy dziecku takie jest moje zdanie ktory rodzic by to przezyl koczowac w aucie a dziecko umiera.módlmy sie za chlopca i matkę.a ten szpital i paniusia powinna zrozumiec bo to samo moze ja spotkac.glupie krowskie lekarze.
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Jeżeli stan chłopca był oczywisty (niestety na minus), to odrazu powinni go przewieźć do domu albo do chospicjum. Po co obciążać lekarzy, szpital sytuacją oczywistą. Od Szpitala jakieś łóżko z kroplówką, pudełko z kablami diodami i piszczadełkiem, 500 zł za tydzień wypożyzzenia (NFZ), i wszystkim byłoby praktyczniej i wygodniej. Sytuacja była oczywista 100%owo.