W czwartek, 18 grudnia, na Starym Mieście w Lublinie rozpoczął się Jarmark Bożonarodzeniowy. Wokół Trybunału Koronnego rozstawiono 20 drewnianych stoisk, w których swoje produkty oferują twórcy ludowi, rzemieślnicy i lokalni producenci. Niestety, w porównaniu do tego typu wydarzeń odbywających się w innych miastach wojewódzkich, lubelski jarmark wypada dość blado.
Organizatorzy od kilku tygodni wskazywali, iż wystawcy zaprezentują „wyjątkowe rękodzieło, naturalne ozdoby, unikalne prezenty oraz potrawy inspirowane tradycją, tworząc niepowtarzalny klimat świątecznego jarmarku. Na miejscu będzie można także skosztować ciepłych potraw i napić się aromatycznego grzańca”.
Kiedy odwiedziliśmy jarmark godzinę po otwarciu, krzątało się tam kilkanaście osób. Jedni robili sobie zdjęcia na tle ustawionych choinek, inni spacerowali, oglądając ofertę wystawców. Na stoiskach można było dostrzec sporo świątecznych ozdób: bombki z piernika, słomiane ozdoby choinkowe, miody czy pierniki. Były tam również takie „bożonarodzeniowe” produkty jak kosze z wikliny, naczynia ze słomy, skórzane torby, czapki z wełny z alpaki, orzechy w czekoladzie czy nawet drewniane rzeźby ptaków, koni i krów.
Staraliśmy się znaleźć również zapowiadane „ciepłe potrawy i aromatyczny grzaniec”. Natrafiliśmy na stoisko jednej z piekarni z Węglina, w której oferowano grzane wino za 15 zł. W kolejnym, należącym do restauracji, grzaniec kosztował 22 zł. Dostępna była także herbata zimowa za 13 zł.
Natomiast jeżeli ktoś liczy na to, że na jarmarku będzie mógł skosztować czegoś pysznego, lepiej niech zje w domu. No chyba że zadowoli go pieczywo, forszmak lub zupa pomidorowa za 26 zł, ewentualnie pajda ze smalcem za 18 zł. O regionalnych specjałach czy potrawach kojarzących się typowo ze świętami, a nawet królujących na różnego rodzaju jarmarkach i cieszących się bardzo dużym powodzeniem pierogach, można tylko pomarzyć.
Organizatorzy wydarzenia dotrzymali za to słowa, jeżeli chodzi o niepowtarzalny klimat. Gdzie nie spojrzeć, stoją choinki, nad głowami zaś rozciągnięto liczne światełka oraz rozwieszono ozdoby. Zadbano także o atrakcje. Dziś po jarmarku spacerował Brodacz ze Sławatycz, zapraszając do swojego domku na śpiewanie kolęd. Są też gwiazdkowe spotkania, w trakcie których można własnoręcznie wykonać świąteczne dekoracje. Zaplanowano również występy kolędników, herodów, wspólne kolędowanie czy różnego rodzaju warsztaty.
Oczywiście z uwagi na różnicę w wielkości miast trudno porównywać lubelski Jarmark Bożonarodzeniowy z podobnymi wydarzeniami w Warszawie, gdzie znajduje się ponad 150 stoisk, we Wrocławiu – 260 stoisk, w Gdańsku – 200 stoisk czy w Krakowie – ponad 100 stoisk. Jednak w sieci bez problemu można znaleźć różnego rodzaju relacje z jarmarków w miastach o porównywalnej wielkości, a nawet mniejszych.
Mowa m.in. o Rzeszowie, gdzie do dyspozycji jest kilkadziesiąt stoisk, a sam jarmark trwa od 5 grudnia do 6 stycznia, Białymstoku – ponad 70 wystawców od 29 listopada do 23 grudnia, czy też Bydgoszczy, Katowicach, Szczecinie itp. I tu lubelskie wydarzenie wypada naprawdę słabo. Należy jednak podkreślić, iż każdy ma swój gust, dlatego warto zajrzeć na Stare Miasto i samemu ocenić Jarmark Bożonarodzeniowy.
14 komentarzy
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Niech pajace płacą, należy się podatek za bezmyślność, do dna.
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Golić baranów bożych, do dna.