Zacznij od celu i mapy procesu
Pierwszy krok nie wymaga wydatku na sprzęt. Wystarczy przejść trasę produktu od przyjęcia surowca do wysyłki i zapisać, co się na niej dzieje: ile trwa każda operacja, gdzie gromadzą się półprodukty, w którym miejscu pracownicy czekają na materiał albo na decyzję. Dobrze zrobić to razem z brygadzistami, bo to oni wiedzą, które przestoje są przypadkowe, a które wracają co tydzień.
Równolegle trzeba nazwać cel. „Chcemy zautomatyzować produkcję” to za mało. Cel brzmi raczej: skrócić czas cyklu na gnieździe montażowym, ograniczyć braki przy pakowaniu albo zdjąć ciężką pracę z ludzi na ostatnim etapie linii. Taki cel da się zmierzyć, a od niego zależy wybór technologii.
Na mapie procesu szybko widać rzeczy, których nie widać w raportach: ręczne przepisywanie danych, podwójne kontrole, przenoszenie detali tam i z powrotem między stanowiskami. Część tych problemów rozwiązuje się samą organizacją pracy. Reszta to kandydaci do automatyzacji.
Automatyka i robotyka – dwa pojęcia, które łatwo pomylić
Automatyka to pojęcie szersze. Obejmuje sterowniki PLC, czujniki, napędy, przenośniki, układy wizyjne i oprogramowanie, które spina to wszystko w jedną całość. Robotyka jest jej częścią: manipulatory i roboty wykonują ruchy w przestrzeni, na przykład chwytają, układają, spawają albo szlifują.
W praktyce wiele zakładów potrzebuje najpierw dobrej automatyki, a dopiero potem robota. Robot bez przemyślanego podawania detali, czujników położenia i komunikacji ze sterownikiem linii będzie pracował z przestojami, bo co chwilę zabraknie mu elementu albo będzie czekał na sygnał. Dlatego rozmowa z wykonawcą powinna dotyczyć całego stanowiska, a nie samego ramienia.
Roboty współpracujące, czyli praca obok człowieka
Osobną grupą są coboty. Przy poprawnie przeprowadzonej ocenie ryzyka mogą pracować obok ludzi bez pełnego ogrodzenia, bo reagują na kontakt i zwalniają lub zatrzymują się. Dobrze sprawdzają się przy produkcji małoseryjnej, gdy stanowisko trzeba od czasu do czasu przestawić na inny wyrób.
Mają jednak ograniczenia. Są zwykle wolniejsze od klasycznych robotów przemysłowych, więc tam, gdzie liczy się wysoka wydajność, wybiera się te drugie. O bezpieczeństwie decyduje cała aplikacja, w tym narzędzie, które robot trzyma w chwytaku. Cobot z ostrym narzędziem to nadal maszyna, przy której potrzebne są zabezpieczenia.
Kto to wdroży
Zakład ma w zasadzie trzy drogi: rozbudować własne utrzymanie ruchu, kupić robota i zintegrować go samodzielnie albo zlecić całość firmie, która projektuje i buduje takie stanowiska. Dwie pierwsze opcje działają przy dużych działach technicznych. Mniejszym i średnim firmom częściej opłaca się trzecia, bo jedno miejsce odpowiada za mechanikę, sterowanie i uruchomienie.
Automatyka i robotyka ARM Solutions to przykład takiego podejścia: firma z Ostrowa Wielkopolskiego łączy mechanikę, automatykę i robotykę, a w ofercie ma budowę i modernizację maszyn, automatyzację produkcji, roboty oraz coboty. Dla zakładu oznacza to jednego partnera zamiast kilku, między którymi trzeba przerzucać odpowiedzialność, gdy coś nie działa.
Przy wyborze wykonawcy warto zapytać o trzy sprawy. Pierwsza to dokumentacja: czy zakład dostanie schematy i kod programu sterującego, czy będzie zależny od jednego dostawcy. Druga to serwis po uruchomieniu i czas reakcji na awarię. Trzecia to umiejętność modernizacji istniejących maszyn, bo nie każde stanowisko trzeba wymieniać od zera.
Jak sprawdzić, czy się opłaciło
Przed wdrożeniem należy zapisać punkt odniesienia: czas cyklu, liczbę braków, liczbę osób na stanowisku, koszt przestojów. Po kilku miesiącach pracy porównuje się te same wskaźniki. Zwrot z inwestycji rzadko wynika z samej szybkości. Częściej z powtarzalnej jakości, mniejszej liczby absencji na stanowiskach uciążliwych i możliwości przeniesienia ludzi do zadań, których maszyna nie wykona.
Warto policzyć także to, co trudno ująć w złotówkach: spokojniejszy grafik zmian i mniejszą zależność od jednej osoby, która „wie, jak to ustawić”. To często te rzeczy decydują, czy zakład po pierwszym wdrożeniu zechce automatyzować kolejne stanowiska.
Artykuł sponsorowany