Opera Lubelska rozpoczęła w październiku swój kolejny sezon artystyczny. Plany ma ambitne, odzwierciedlające nadzieje na powtórzenie sukcesów poprzednich miesięcy. Czy jednak nadchodzący okres przyniesie kolejne artystyczne emocje i wzruszenia? To pokaże czas. Jedno pozostaje niezmienne – ostatecznym sprawdzianem dla repertuaru i twórczych ambicji instytucji będzie zadowolenie publiczności.
– Każda premiera, każdy koncert i każde wydarzenie pokazały, jak ogromną siłę ma kultura i jak ważnym miejscem spotkań jest Opera Lubelska – krotko podsumowała miniony sezon artystyczny dyrektor OL Kamila Lendzion. – To dzięki obecności naszych widzów, ich życzliwości i nieustannemu zainteresowaniu mogliśmy realizować projekty odważne, różnorodne i stojące na najwyższym poziomie artystycznym.
To już czwarty roku działalności OL. I choć pod obecnym szyldem zaczęła funkcjonować latem 2023 roku, kiedy istniejący od 1947 roku lubelski Teatr Muzyczny przekształcony został w Operę Lubelską, to na mapie kulturalnej Lublina wciąż jest ona bardzo młodą instytucją. Właściwą inauguracją nowego sezonu 2026/2027 w Operze Lubelskiej była opera „Don Giovanni” Wolfganga Amadeusza Mozarta. Zaś główną premierą sezonu stanie się słynna opera „Carmen” Georges’a Bizeta.
Listopadowa oferta repertuarowa przewiduje aż cztery spektakle dla naszych milusińskich.
Po dwa razy (godz. 9.00 i 12.00) w tę środę (04 listopada) i w ostatnią środę miesiąca (25 listopada) najmłodsi widzowie będą mogli uczestniczyć w przedstawieniu przygotowanym na podstawie bajki Jana Brzechwy „Kot w butach”. W akcję sceniczną widowiska może włączać się publiczność, dla której realizatorzy przewidzieli nagrody za odpowiedzi na zagadki różnych bajkowych postaci.
– Autor scenariusza i jednocześnie reżyser, Jerzy Turowicz, wprowadził do spektaklu również nowe postaci – wyjaśnia Kamila Lendzion. – Młodziutka publiczność będzie więc mogła śledzić nieznane dotąd historie o najsłynniejszym kocie i jego Panu Janku. Wśród wielu przygód spotykają oni na swojej drodze przemądrzałe kuropatwy, dzielne zające, a także czarownicę i czarnoksiężnika, który zmienia się w groźnego lwa, sprytną żmiję, a nawet w mysz. Jak w każdej z bajek – wszystko dobrze się kończy, Janek żeni się z królewną, a Kot… łapie myszy w królestwie.
Nieprzemijająca wartość Księżniczki czardasza – kolejnego spektaklu w Operze Lubelskiej, który będą mogli obejrzeć lubelscy miłośnicy operetki, zdaniem Bernarda Grüna – niemieckiego kompozytora, dyrygenta i pisarza – tkwi w tym, że jest on „(…) odbiciem epoki i jej społeczeństwa: całej przedwojennej ery, pustego światka nocnych lokali, lowelasów i szansonistek, światka, w którym kochanków i metresy zmieniano wraz z każdym programem, z nocy robiono dzień, wzywano notariusza do café chantant, by urzędowo poświadczył przyrzeczenie małżeństwa, a mimo to meldowano się na służbę w swoim pułku”.
– To najlepsza i najpopularniejsza operetka węgierskiego kompozytora Emmericha Kalmana, najwybitniejszego obok Franciszka Lehara przedstawiciela II operetki wiedeńskiej – zachęca dyrektor Kamila Lendzion. – Jest to również jeden z najczęściej wystawianych tego typu utworów na światowych scenach muzycznych, w którym jeden przebój goni drugi, a barwne frazy muzyczne przeplatają się z dynamicznymi układami baletowymi. Któż z nas nie nuci pochodzących z „Księżniczki” przebojowych melodii? A premiera przedstawienia miała miejsce już 110 lat temu…
W spektaklu, który wystawiony zostanie 7 listopada (sobota, godz. 18.00) oraz nazajutrz 8 listopada (niedziela, godz. 17.00), udział bierze 100 wykonawców: soliści, chór, balet, orkiestra. Książę Edwin von Lippert Weylersheim zaręcza się z gwiazdą variété Orpheum Sylvą, chociaż ta planuje wyjazd na podbój Ameryki. Oczywiście rodzina nie godzi się na małżeństwo, tym bardziej, że Edwin jest zaręczony z kuzynką Stasi. Pojawiają się też birbanci Boni i Feri. Ten pierwszy pokazuje Sylvie zawiadomienie o oficjalnych zaręczynach Edwina z hrabianką Stasi. Gwiazda czuje się zawiedziona i oszukana. Boni pociesza ją, że takich Edwinów czekają tuziny, więc pora jechać po oklaski i po karierę. Przed tym jednak Sylva pojawia się incognito jako żona… Boniego na balu w pałacu księstwa Lippert Weylersheim w Wiedniu i zdobywa serca niedoszłych teściów… Wydarzenia zdają się przybierać sensacyjny obrót, a wszystko po to, aby w finale mogło zabrzmieć wspólne – „Kochaj mnie!”
Wielkim wyzwaniem dla Zespołu Artystycznego OL, podobnie jak i dla wszystkich placówek operowych w kraju, jest nieśmiertelna opera „Halka”. Po raz kolejny dokonania naszych artystów widzowie będą mogli ocenić już za dwa tygodnie – 20 i 21 listopada (piątek-sobota, godz. 18.00) w Sali Operowej Centrum Spotkania Kultur w Lublinie. Ta polska opera narodowa z muzyką Stanisława Moniuszki do libretta Włodzimierza Wolskiego uważana jest za jedną z najważniejszych oper w naszym kraju.
– To bez wątpienia jedna z najpopularniejszych i najczęściej wystawianych oper polskich – przypomina Kamila Lendzion. – Jej autorem jest Stanisław Moniuszko nazywany Ojcem Polskiej Opery Narodowej. Libretto opery autorstwa Włodzimierza Wolskiego opowiada historię tragicznej miłości pochodzącej z Podhala Halki do szlachcica Janusza. Dziewczyna uwiedziona przez panicza zachodzi w ciążę. Janusz jednak planuje poślubić Zosię, pochodzącą z bogatej i szlacheckiej rodziny. Załamana Halka w rozpaczy rzuca się w nurt rzeki.
Kierownictwo muzyczne spektaklu, który wyreżyserował Jarosław Kilian (w asyście Anny Rękas), sprawuje Vincent Kozlovsky. Autorką choreografii jest Iwona Runowska, zaś za scenografię odpowiada Marek Chowaniec, a za światła Maciej Igielski. Kostiumy przygotowała Agata Uchman, natomiast chór – Grzegorz Pecka.
– Dzieło Stanisława Moniuszki ukazuje konflikt klasowy i moralny dramat dziewczyny, która pada ofiarą miłosnego oszustwa – reasumuje dyrektor Kamila Lendzion. – Istotnym aspektem opery jest jej narodowy charakter, uzyskany poprzez umiejscowienie akcji w środowisku polskim. Moniuszko po mistrzowsku skontrastował tu dwie grupy społeczne – śpiew szlachecki cechuje pompatyczność, zaś góralski jest prosty i szczery. Narodowy wydźwięk pojawia się również w warstwie muzycznej poprzez wykorzystanie rytmiki tańców narodowych – poloneza i mazura.
I tu nasza niespodzianka: podobnie jak w minionych miesiącach, także i tym razem dla naszych Czytelników Opera Lubelska po raz kolejny przygotowała dwuosobowe zaproszenie na sobotni (21 listopada, godz. 18.00, Sala Operowa CSK) spektakl opery „Halka”.
Aby wziąć udział w zabawie, wystarczy w komentarzu pod postem o wydarzeniu na naszym profilu na Facebooku napisać, dlaczego „Halkę” nazywamy „operą narodową” i czy dziś jeszcze jest to aktualne sformułowanie. A o miejscu i terminie odbioru zaproszenia autor najlepszej odpowiedzi poinformowany zostanie przez nas odrębną korespondencją.
Listopadowy repertuar zakończy się mocnym akcentem, bo widowiskiem „Hallo Szpicbródka” w reżyserii Mirosława Siedlera. Jest to adaptacja sceniczna według scenariusza filmowego Ludwika Starskiego. Jeśli film Janusza Rzeszewskiego i Mieczysława Jahody z 1978 roku „Hallo Szpicbródka, czyli ostatni występ króla kasiarzy”, jest wciąż jednym z największych przebojów w historii polskiego kina, to lubelski spektakl z pewnością również stał się znaczącym teatralnym przebojem. Spektakle zaplanowane są na ostatni weekend miesiąca – 28 (sobota, godz. 18.00) i 29 (niedziela, godz. 17.00) listopada.
– Dwudziestolecie międzywojenne, Warszawa – przypomina czas i miejsce akcji dyrektor Opery Lubelskiej. – Teatrzyk rewiowy „Czerwony Młyn” przeżywa finansowy i artystyczny kryzys. Na scenie i za kulisami, szkoda gadać. Na widowni pustki, a właściciel nie ma już pieniędzy na wypłaty dla artystów. Gdy w Teatrze pojawia się komornik i chce zająć majątek Teatru, niespodziewanie zjawia się także elegancki dżentelmen, inżynier Fred Kampinos i proponuje swoją pomoc w ratowaniu sceny bo… kocha Teatr? A może ma zupełnie inny cel? Bardziej od tego, co dzieje się na scenie, interesuje go jednak tancerka Anita i sąsiadujący z teatrem Bank… Jak potoczą się losy bohaterów? Czy Fred Kampinos zakocha się… w Teatrze? Przekonamy się o tym już niebawem. Szpicbródka w Lublinie!!!
Po ogromnym sukcesie lutowej premiery widowiska „Hallo Szpicbródka” w reżyserii Mirosława Siedlera, tytuł ten powraca w pierwszy weekend miesiąca (7 marca, godz. 18.00 oraz 8 marca, godz. 17.00) jako adaptacja sceniczna według scenariusza filmowego Ludwika Starskiego. Jeśli film Janusza Rzeszewskiego i Mieczysława Jahody z 1978 roku „Hallo Szpicbródka, czyli ostatni występ króla kasiarzy”, jest wciąż jednym z największych przebojów w historii polskiego kina, to lubelski spektakl z pewnością stanie się wielkim teatralnym przebojem.
Aktualności Opery Lubelskiej można na bieżąco śledzić na stronie internetowej placówki. Bilety mogą zostać zakupione zarówno w kasie, jak i przez Internet. Na wszystkie wydarzenia możliwa jest również telefoniczna, wstępna rezerwacja biletów. Bilety dostępne są w kasie biletowej OL oraz online: https://operalubelska.bilety24.pl/
Autor tekstu: Leszek Mikrut
Źródło: Opera Lubelska