Wiosną wiele gatunków ptaków rozpoczyna okres lęgowy – w gniazdach pojawiają się jaja i pisklęta. To również czas, gdy są one szczególnie narażone na obecność drapieżników. Jednym z nich jest szop pracz – inwazyjny gatunek obcy, który bez trudu dostaje się do gniazd, zjadając jaja i młode ptaki, także te, które znajdują się pod ochroną. To właśnie teraz, w okresie lęgów, obecność szopa pracza ma najbardziej dotkliwe skutki dla rodzimej przyrody. Dlatego Polski Związek Łowiecki zwraca uwagę na skalę tego zjawiska i potrzebę działań ograniczających populację szopa pracza.
Przybysze z Nowego Świata
Szop pracz pochodzi z Ameryki Północnej. Na Stary Kontynent trafił w pierwszej połowie XX wieku, a konkretniej, na teren Niemiec. W Polsce obecność szopa pracza odnotowano po raz pierwszy w 1945 roku. Od 2016 roku widnieje na liście inwazyjnych gatunków obcych (IGO) Unii Europejskiej, co w praktyce oznacza, że nie ma ograniczeń w jego eliminowaniu.
Europejska ekspansja szopa nie przebiegała według jednego kierunku. Miała charakter promienisty, rozchodząc się od pierwotnych wsiedleń w Niemczech, we wszystkich kierunkach. Dziś szopy występują już nie tylko w Niemczech, ale również w Holandii czy Ukrainie. Może to świadczyć o tym, że znaczna część europejskiego kontynentu jest potencjalnym siedliskiem dla tego gatunku.
Liczby mówią same za siebie
Dane statystyczne Polskiego Związku Łowieckiego jednoznacznie wskazują, że skala problemu rośnie gwałtownie. W ciągu trzech sezonów łowieckich od 2021 do 2024 r. myśliwi pozyskali w Polsce łącznie ponad 15 000 szopów praczy.
Jeszcze bardziej wymowne są dane okręgu Zielona Góra, gdzie jedynie w sezonie 2024/2025 pozyskano 6 902 szt. Dla porównania: w tym samym okręgu pozyskanie lisa kształtuje się na poziomie ok. 3 900-4 900 szt. rocznie, co oznacza, że populacja szopa pracza stała się na tym obszarze liczniejsza od populacji lisa.
Obszary najbardziej zagrożone to zachodnia Polska – przede wszystkim tereny Natura 2000, w tym Park Narodowy „Ujście Warty”, Puszcza Barlinecka czy Dolina Dolnej Noteci.
Rodzime gatunki w niebezpieczeństwie
Szop pracz to wszystkożerny drapieżnik o wyjątkowo szerokim spektrum pokarmowym. Z badań prowadzonych w Parku Narodowym „Ujście Warty” wynika, że aż około 40% jego diety stanowią ssaki, drugie tyle – inne kręgowce, a zaledwie 2% – pokarm roślinny. Potwierdza to, że szop pracz jest kolejnym drapieżnikiem w polskim ekosystemie – drapieżnikiem z Nowego Świata.
Wśród gatunków rodzimych najbardziej zagrożonych przez szopa pracza są przede wszystkim ptaki lęgowe. W Polsce szop atakuje m.in. czaple, kaczki, chruściele, perkozki, żurawie i ptaki szponiaste. Ponadto, obserwacje prowadzone nad Odrą przez naukowców z Uniwersytetu Zielonogórskiego wskazują, że z rewirów, w których pojawił się szop, zanika zimorodek. Zagrożone są również chronione nietoperze. Inwazyjny drapieżnik z łatwością penetruje korony drzew i nory nabrzeżne, polując na małe ssaki, gady i płazy, a jego ekspansja oznacza realne straty także dla ryb w stawach hodowlanych i ciekach naturalnych.
Szop pracz nie jest jedynym inwazyjnym gatunkiem obcym zagrażającym polskiej przyrodzie. Wśród najważniejszych IGO obecnych w Polsce wymienić można także jenota – rosnący liczebnie drapieżnik z Azji Wschodniej, wizona amerykańskiego – zagrażającego rybom i ptakom wodnym. Polska jest łącznikiem biogeograficznym między Zachodem a Wschodem Europy, co czyni nas krajem szczególnie podatnym na ekspansję IGO.
Zagrożenie dla zdrowia ludzi i zwierząt domowych
Szop pracz to nie tylko zagrożenie dla dzikiej przyrody. Jest także wyjątkowo efektywnym nosicielem chorób zakaźnych niebezpiecznych dla człowieka, psów czy kotów. Badania potwierdziły obecność u szopów praczy licznych groźnych patogenów – w tym wścieklizny czy glisty szopiej – pasożyta mogącego powodować u człowieka ślepotę, ciężkie uszkodzenia mózgu, a nawet śmierć. Potwierdzono również obecność włośnia, a także leptospirozy, parwowirozy i tularemii, stanowiących poważne zagrożenie zwłaszcza dla psów i kotów. Polscy naukowcy, działający we współpracy z PZŁ, odkryli także w minionym roku nowy gatunek pasożyta – Demodex procyonis. To pierwszy przypadek dokumentujący obecność tego pasożyta w Europie.
Myśliwi na pierwszej linii
Polski Związek Łowiecki od lat prowadzi kompleksowe działania na rzecz ograniczania populacji szopa pracza, łącząc praktykę łowiecką z badaniami naukowymi i edukacją społeczną. Przykładem mogą być działania Zarządu Okręgowego PZŁ w Zielonej Górze, który współpracuje z Uniwersytetem Zielonogórskim. Dzięki temu pozyskiwane szopy są przekazywane do badań naukowych.
– Myśliwi są dziś na pierwszej linii ochrony rodzimych gatunków. Im skuteczniejsza redukcja szopa pracza w środowisku naturalnym, tym mniejsze ryzyko jego przenikania do miast i obszarów zurbanizowanych – a to bezpośrednio przekłada się na koszty ponoszone przez samorządy i zagrożenie dla zdrowia mieszkańców – mówi Jacek Banaszek, Łowczy Okręgowy PZŁ z Zielonej Góry.
Nasza wspólna odpowiedzialność
Ochrona rodzimej przyrody to zadanie, które wymaga zaangażowania nas wszystkich. Każdy, kto napotka szopa pracza, powinien to zgłosić. W kontakcie ze zwierzęciem należy zachować ostrożność i nie zbliżać się do niego. Warto zabezpieczyć resztki jedzenia pozostawione na zewnątrz, bo to one najczęściej przyciągają szopy w pobliże zamieszkałych obszarów. Skuteczna walka z inwazyjnymi gatunkami obcymi jest możliwa, jeśli będziemy w niej uczestniczyli wszyscy. Razem możemy chronić to, co w polskiej przyrodzie najcenniejsze.
Źródło: PZŁ
15 komentarzy
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
A jakby zamknąć pracza do szopy?
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Zatrudnić go w pralni.
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Od zarania dziejów, od Niemców przychodziły same nieszczęścia dla Polski…
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
to z USA, tak samo jak stonka i zboczenia
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Bardziej niebezpieczny od lisa czy kuny.Zeżre wszystko co napotka na swej drodze.Konieczna redukcja.
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
To dokładnie jak z ludźmi, też toto wszystkożerne, konieczna redukcja.
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Pięknie napisane. To co buduje przyroda i tworzy, my niszczymy, a to nazywane jest postępem, ale jeżeli zwierzę egzystuje to nazywane jest 'wandalizmem’. Ludzie są chorzy, tu potrzebna jest znaczna redukcja.
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Nie taki groźny, rodzime pralki już prawie nie istnieją. Wypierać to sobie może jakieś beko czy inne whirlpoole
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Chętnie się przyłącze do obrony przyrody, jeśli my wszyscy jesteśmy za to odpowiedzialni. Wiatrówka czeka już gotowa.
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Wiatrówka czeka już gotowa, powiadasz…
Uprzejmie cię informuję, że nawet jak masz wiatrówkę bez pozwolenia, to nie wolno ci strzelać z niej do żadnych zwierząt (nawet do ludzi).
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
No niestety,z wiatrówki nie zawalisz też innego szkodnika-łosia.
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Trash panda. Wyłapać i do ruskich go.
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Jakby politykom uprać pieniądze to by nie było zjadania jaj i młodych z gniazd. Ludzi przecież nie stać na wykarmienie rodziny.
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Szop pracz coraz groźniejszy dla polskiej przyrody !
O Boże, Boże !!! Znowu jakieś niebezpieczeństwo ?!
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Wyeliminować wszystkie szopy, psy, koty, jenoty, jeże, szczupaki i karpie, a na koniec zrzućmy wszędzie Atomówki i wyeliminujmy siebie, bo jesteśmy największym i najgorszym IGO w historii. Wtedy ptaki będą sobie mogły ćwierkać.