Przejdź do treści
piątek, 9 października 2026
Kontakt do redakcji: 690 680 960 [email protected]
Wiadomości z Lublina i regionu
Kontakt do redakcji 690 680 960 [email protected]

Realna groźba likwidacji kilkudziesięciu tysięcy miejsc pracy w transporcie

Międzynarodowy transport drogowy jest polską branżą, która po 2004 roku odniosła największy sukces na unijnym rynku. Nasi przedsiębiorcy wykonują ponad 1/4 wszystkich transgranicznych przewozów w Europie, zajmując bezapelacyjne pierwsze miejsce wśród wszystkich europejskich przewoźników. Pozycja lidera stała się solą w oku zachodnich polityków mających wpływ na kierunek unijnej polityki.

Inicjatywą wymierzoną w m.in. w polskich przewoźników jest przyjęty w 2020 roku Pakiet Mobilności, którego najdalej idące rozwiązania zaczną obowiązywać już od 2 lutego 2022 roku. I wszystko wskazuje na to, że ich konsekwencje mogą przerwać dotychczasową dobrą passę naszych przedsiębiorców.

– Nasze firmy obsługują zarówno rynek polski, jak i wykonują przewozy pomiędzy innymi krajami europejskimi oraz kabotaż – komentuje Maciej Wroński, prezes związku pracodawców Transport i Logistyka Polska (TLP) zrzeszonego w Konfederacji Lewiatan. – I to właśnie w te ostatnie usługi, stanowiące 37% naszej pracy przewozowej, wymierzone jest ostrze unijnych regulacji. Powodują one zwiększenie naszych kosztów pracy nawet o 100%, czego skutkiem będzie utrata konkurencyjności i związana z tym konieczność ograniczenia świadczenia usług przez polskich przewoźników. Jeżeli utracimy część tego rynku, to należy się liczyć z upadkiem kilku tysięcy firm transportowych oraz z likwidacją kilkudziesięciu tysięcy miejsc pracy dla kierowców i innych pracowników branży.

Regulacje, o których wspomina Prezes TLP to przede wszystkim zmienione w 2018 roku przepisy dyrektywy o pracownikach delegowanych, które zgodnie z postanowieniami Pakietu Mobilności wdrożone zostaną w transporcie drogowym już za pół roku. Wprowadzą one rewolucję w sposobie rozliczania wynagrodzenia, które transportowy pracodawca powinien wypłacać kierowcy za pracę podczas wykonywania przewozów pomiędzy innymi niż Polska państwami (cross-trade) oraz podczas kabotażu. Dzisiaj przewoźnik zobowiązany jest do wypłaty wynagrodzenia minimalnego według stawek obowiązujących w tzw. państwie przyjmującym. Na dodatek może zaliczyć na poczet tego wynagrodzenia część diet i ryczałtów wypłacanych kierowcy jako rekompensatę zwiększonych kosztów utrzymania za granicą.

Natomiast zgodnie z nowymi przepisami od 2 lutego 2022 roku wypłata minimalnego wynagrodzenia będzie niewystarczająca. Kierowca podczas objętej delegowaniem pracy w państwie przyjmującym będzie musiał otrzymać wynagrodzenie w takiej samej wysokości w jakiej otrzymuje je miejscowy pracownik zatrudniony na analogicznym stanowisku pracy. Ponadto nie będzie już można zaliczać na poczet zagranicznej pensji wypłacanych na podstawie polskiego prawa diet i ryczałtów za nocleg. Oznacza to, że płace kierowcy trzeba będzie podwyższyć prawie dwukrotnie, pamiętając wciąż o wypłacie ryczałtu za nocleg i minimalnej diety. Na dodatek, znacząco zwiększy się obciążająca zarówno pracodawcę, jak i pracownika kwota składek na ubezpieczenia odprowadzana do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych oraz kwota zaliczek na podatek dochodowy kierowcy.

– Nie wyobrażam sobie, abym przy obecnych stawkach rynkowych za wykonywane usługi mógł ponosić wszystkie koszty wynikające z nowych przepisów – mówi Piotr Rutkowski prezes Targor-Truck – dużej polskiej spółki transportowej z Ostrołęki. – Jeżeli podniosę wynagrodzenia do wymaganej wysokości i zapłacę znacznie wyższe składki na ubezpieczenie społeczne, to do każdego przewozu zamiast zarabiać będę musiał dopłacać. Aby tego uniknąć zmuszony będę wycofać się z części obsługiwanego dotychczas rynku i być może zredukować wielkość floty i zatrudnienie.

Podobne opinie podziela prawie każdy przewoźnik wykonujący pracę przewozową w zachodniej Europie. Szczególnie zagrożone wydają się być małe rodzinne firmy, o niskiej zdolności finansowej. Dla nich każda drastyczna zmiana warunków wykonywania przewozów drogowych oznaczać może nie tylko konieczność likwidacji przedsiębiorstwa, ale także brak możliwości spłaty ciążących na nich zobowiązań finansowych – rat kredytów i leasingów, odroczonych płatności za zakupione paliwo etc. A to oznacza poważne kłopoty dla rynku finansowego, branży paliwowej, motoryzacyjnej i innych sektorów polskiej gospodarki. Straci też państwo. Warto wiedzieć, że według szacunków z 2018 roku dokonanych przez PWC i TLP w raporcie „Transport Przyszłości”, każde przejechane 100 km przez jeden zespół pojazdów o dmc 40 ton generuje wpływy budżetowe w wysokości 278 złotych.

Drastyczny wzrost kosztów pracy można zredukować poprzez zmiany regulacyjne w polskim prawie. O tym że są one możliwe i stosowane, świadczy przykład klasycznego delegowania pracowników, gdzie polska firma zatrudnia swoich polskich pracowników w państwie, w którym wykonuje usługi – np. realizuje kontrakt budowlany. Odpowiednie przepisy obniżają podstawę wymiaru składki na ubezpieczenia społeczne tak, że pomimo wypłacania dużo wyższych zagranicznych wynagrodzeń w praktyce składki nalicza się od kwoty stanowiącej równowartość średniego wynagrodzenia w polskiej gospodarce. Dziś wynosi ono 5.636,68 złotych. Podobne rozwiązania zastosowano w przepisach o podatku dochodowym dla osób fizycznych. Czyli da się i można.

– Doceniamy wcześniejsze zaangażowanie rządu i osobiście ministra infrastruktury pana Andrzeja Adamczyka w walkę o odrzucenie lub rozsądną modyfikację niekorzystnych przepisów Pakietu Mobilności. Niestety przegraliśmy. Pakiet został przyjęty. I dziś powinniśmy zminimalizować jego skutki poprzez korektę polskiego prawa. Inaczej cele nakreślone przez zachodnich polityków zostaną w pełni osiągnięte kosztem polskiej gospodarki narodowej, przewoźników i ich pracowników oraz budżetu państwa – komentuje Maciej Wroński. – Zaniechanie takich działań byłoby dla mnie nie tylko niezrozumiałe, ale i niewybaczalne. To tak, jak poddanie walki przez trenera pomimo dobrej formy zawodnika i szans na zwycięstwo. Czy Polskę na to stać i w czyim byłoby to ostatecznie interesie? – pyta prezes TLP.

(fot. pixabay.com, źródło informacji: Konfederacja Lewiatan)

58 komentarzy

  1. .
    Odpowiedz

    prawo przyjęte w zeszłym roku, wejdzie w życie w przyszłym roku – to dlaczego lament akurat teraz? przecież już po ptakach…

  2. Hans
    Odpowiedz

    Już mam dość tych przedsiębiorców tylko im się dopłaca cały czas im mało wszędzie ulgi odliczenia a ci co pracują na to płacą. Niech sobie zarabiają ale na równych zasadach a nie tylko ulgi dopłaty … Aż mdli od tego biadolenia jak im źle i tylko ulgi dopłaty a ludzie się składają na ich biznes

    1. .
      Odpowiedz

      masz dość, bo nie rozumiesz. czytając to co napisałeś, wielu rzeczy w życiu masz dość.

  3. qwerty
    Odpowiedz

    I bardzo dobrze ,bo opłacało się tylko ze względu na bieda-płace i oszczedzanie na pracowniku .Chyba nie znajdzie się żaden pracownik kierowca ,który ma coś przeciw temu zeby zarabiać jak jego koledzy po fachu na zachodzie

    1. .
      Odpowiedz

      ale nie znajdzie się za to żaden kierowca, który zatrudni się na zachodzie… tam sobie zapłaci wszelkie podatki, a mieszkanie sobie wynajmie/kupi dla rodziny powiedzmy w Amsterdamie, a nie w Rzeszowie. i zobaczy jak mu pensji starcza…
      co z tego, że wykonujesz pracę przykładowo we Francji, jak jedynym kosztem miejscowym jest jedzenie, a wszelkie inne wydatki masz polskie? kierowca mieszkający dajmy na to we Francji koszty życia ma większe.

  4. Apostazy Pierdółko Pierwszy (i ostatni)
    Odpowiedz

    Polscy pracodawcy nastawieni są na maksymalny zysk, przy minimalnych wydatkach (w tym na pracownicze pensje).
    I tak jak księżom, ciągle im mało.
    Więc jak cię jeden z drugim nie stać na wypłacanie godziwych płac to „idy ty w pisdu*”, razem ze swoją firmą.

    * – błąd wymuszony, właściwego słowa cenzura 112 nie przepuszcza

    1. .
      Odpowiedz

      „Polscy pracodawcy nastawieni są na maksymalny zysk, przy minimalnych wydatkach” – no tak, bo za granicą zależy im na maksymalnej pensji pracownika…
      Każdy, pracując, chciałby na tym zarabiać jak najlepiej. A stworzenie firmy, miejsc pracy i ciągłe staranie się, żeby ta praca była, to też wykonywanie pracy. Ktoś najpierw sam harował, żeby odłożyć pieniądze, brał kredyt zastawiając wszystko co ma, by samemu sobie być szefem, daje ludziom zatrudnienie, a ktoś przyjdzie, weźmie i jeszcze go opluje. nie podoba się, to idziesz gdzieś indziej, co nie? wolny rynek jest, a ty ciągle jak za komuny. stawisz się w miejscu pracy i już świat ma być u twoich stóp.
      mam taki pomysł. załóż firmę, a wypracowany co roku zysk dziel między pracowników 🙂 pajacu!

  5. ps
    Odpowiedz

    … prosto mówiąc … koniec patologii transportowej … gdzie dieta kierowcy jest wypłatą , a zus od najniższej … potem płacz jak zobaczy szofer emeryturę

  6. Słuchaczka radia Marysieńka
    Odpowiedz

    Kierowca podczas objętej delegowaniem pracy w państwie przyjmującym będzie musiał otrzymać wynagrodzenie w takiej samej wysokości w jakiej otrzymuje je miejscowy pracownik zatrudniony na analogicznym stanowisku pracy – i bardzo dobrze, a jak np takiego pana prezesa Targor-Truck nie stać zapłacić to niech zwinie działalność, a na jego miejsce wejdzie ten, któremu się będzie opłacać, a co gorsza, będzie miał na to pieniądze.
    Patrz np. przemysł motoryzacyjny: Czechom opłaca się współpracować z VW i produkować skody, Rumuni współpracują z Renaultem i robią swoje dacie, a „biednym” (bo głupim) Polakom nie opłacało się wdrożyć współpracy z nikim i nie produkują nic (zero, null).
    Nawet na produkcję igieł, kupili licencję.

  7. Xyz
    Odpowiedz

    Hahaha…bardzo dobry pomysł. W Lidlu, w Oplu, Orange , w Carrefour czy innych tego typu firmach pracownicy powinni zarobić tyle ile na analogolicznym stanowisku we Francji czy RFN. Ciekawe, czy w tę stronę to pójdzie?

    1. Zadziwiony
      Odpowiedz

      Nie całkiem masz rację. Ważne nie to co robisz ale gdzie tę pracę wykonujesz. Np pracujesz 3 tygodnie Niemcy Francja Niderlandy a płacą ci jak Rzeszów Katowice. Czujesz różnice .

      1. RJ
        Odpowiedz

        Chodzi o to, gdzie mieszkasz, gdzie masz rodzinę, a nie w którym kraju kupujesz bułkę i kawę. Bo chyba nikt nie zabrania zatrudnić się w firmie transportowej na zachodzie?

  8. Marcin
    Odpowiedz

    „Skończy się dobra passa przedsiębiorców”….a może ktoś wkoncu pomyśli o pracownikach !!!!

    1. PO szło w PiS du
      Odpowiedz

      No tak . Biedny będzie taki przedsiębiorca . Zamiast zarobić ok. 1.5 mil. zł . rocznie , zostanie mu tylko milion zł .

      1. Poncki
        Odpowiedz

        Kto ci broni. Zrób papiery, zapłać za licencje, kup auta, zatrudnij ludzi i żyć nie umierać. Proste, prawda?

      2. RJ
        Odpowiedz

        Widać, że się znasz i na przedsiębiorcach, i na branży. Półtora miliona to zarabia dobry informatyk, a nie właściciel firmy transportowej z kilkudziesięcioma autami. Taki to zarabia z 15, ale na etacie jest to dla ciebie abstrakcja, w głowie ci się nie mieści.

    2. Poncki
      Odpowiedz

      Jak jesteś taki mądry to sam zatrudniaj ludzi a nie pracuj na etacie.

Dodaj komentarz

Masz coś do dodania? Podziel się swoją opinią.

Dbaj o kulturę dyskusji. Publikując komentarz, akceptujesz regulamin komentarzy.

Z kraju

Lubelski biznes

Polityka

Społeczeństwo

Nauka i technologia

Nauka i technologie

Eksperci: zanim zapytasz AI, pomyśl sam

Sztuczna inteligencja zmienia sposób, w jaki zdobywamy wiedzę, podejmujemy decyzje i rozumiemy świat. Chatboty wyszukują informacje, piszą teksty, tworzą obrazy