Przejdź do treści
piątek, 9 października 2026
Kontakt do redakcji: 690 680 960 [email protected]
Wiadomości z Lublina i regionu
Kontakt do redakcji 690 680 960 [email protected]

Brak mieszkania utrudnia decyzje o posiadaniu dzieci. Polacy oczekują zmian w polityce mieszkaniowej kraju

W 2026 roku sprzedaż nowych mieszkań ma wzrosnąć o 10–15 proc., a tych na rynku wtórnym o kolejne 5–10 proc. Do ożywienia popytu przyczynią się obniżki stóp procentowych oraz rosnąca dostępność kredytów hipotecznych, ale dla wielu Polaków własne mieszkanie pozostaje poza zasięgiem finansowym. Mimo to siedmiu na 10 badanych wciąż uważa, że to własność daje poczucie bezpieczeństwa, a najem jest traktowany głównie jako rozwiązanie tymczasowe. Z raportu „Potrzeby i aspiracje mieszkaniowe Polaków” wynika, że brak stabilnego mieszkania wpływa na wybory życiowe związane z posiadaniem dzieci.

fot. lublin112.pl

– Nasi respondenci wypowiedzieli się, że pomimo różnych okoliczności negatywnych, czyli problemów ze zdolnością kredytową, możliwością posiadania wkładu własnego czy innych okoliczności, są jak najbardziej za tym, aby mieszkania kupować. Natomiast najem za każdym razem traktowany był jako forma przejściowa – mówi agencji Newseria dr Izabela Rudzka, ekspertka ds. mieszkalnictwa ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

Raport „Potrzeby i aspiracje mieszkaniowe Polaków”, który powstał na podstawie badań IBRiS oraz wieloletnich analiz rynku mieszkaniowego Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, pokazuje, że 71 proc. Polaków ma tytuł własności do nieruchomości, a 68 proc. jest zadowolonych ze swojej obecnej sytuacji mieszkaniowej. 81 proc. osób w wieku 18–29 lat uważa, że dziś znacznie trudniej zdobyć mieszkanie. Preferencja dla własności pozostaje stabilna niezależnie od wieku i sytuacji zawodowej. Najem wybierany jest głównie z powodów ekonomicznych – braku wkładu własnego, zdolności kredytowej lub wysokich rat – a nie jako docelowy model zamieszkania. 89 proc. najemców deklaruje, że wolałoby spłacać kredyt hipoteczny, zamiast wynajmować, gdyby rata była równa wysokości czynszu. Młodzi Polacy obawiają się także, że na emeryturze nie będzie ich stać na opłacanie najmu, jeśli nie zdobędą własnego mieszkania.

– Jeżeli mówimy, że w całej Europie zmagamy się z coraz większym problemem braku potomstwa, spada nam dzietność i to w drastyczny sposób, również w Polsce, to każdy polityk powinien się zastanowić, na ile polityki, które reprezentuje, mogłyby powodować wzrost liczby dzieci. Żebyśmy nie mieli sytuacji, w której młodzi ludzie zastanawiają się, czy jeżeli wyjadą, to będą w stanie lepiej sobie zorganizować życie, żeby posiadać potomstwo – podkreśla dr Izabela Rudzka. – Jeżeli mamy niestabilność w jakiejkolwiek polityce, powstają różnego rodzaju anomalie, czyli zatrzymanie się, poszukiwanie alternatyw, możliwości przeczekiwania sytuacji.

Problem mieszkaniowy coraz częściej przekłada się na decyzje długoterminowe, a nie wyłącznie na krótkotrwałe strategie życiowe. Z badań IBRiS wynika, że 69 proc. respondentów uważa brak mieszkania za czynnik utrudniający decyzję o posiadaniu dziecka, a 76 proc. wiąże dostępność mieszkań z emigracją młodych ludzi. Jednocześnie około 1/3 osób w wieku 25–34 lat mieszka z rodzicami, co w coraz większym stopniu dotyczy osób pracujących i finansowo samodzielnych, a nie jedynie tych w trakcie edukacji czy na wczesnym etapie kariery.

– Zamieszkiwanie osób dorosłych razem z rodzicami, czyli tak zwane gniazdownictwo, jest problemem, który narasta nie tylko w Polsce, ale też w Europie. Jest on związany wprost z dostępnością mieszkań, zarówno tych na wynajem pod względem cenowym, jak i z możliwością zakupu własnych mieszkań – podkreśla Marcin Duma z Instytutu Badań Rynkowych i Społecznych IBRiS. – Jeżeli nie rozwiążemy w pewien sposób tych problemów mieszkaniowych, zarówno po stronie najmu, jak i zakupu, to one będą dalej nabrzmiewać.

Badania IBRiS wskazują, że najpoważniejszą barierą w dostępie do mieszkań są wysokie ceny zakupu (77 proc.), koszty najmu (43 proc.) oraz warunki kredytowe – oprocentowanie kredytów hipotecznych (40 proc.) i wymagania dotyczące zdolności kredytowej oraz wkładu własnego (30 proc.). Respondenci podkreślają też zbyt małą liczbę mieszkań komunalnych i TBS (19 proc.), niepewność zatrudnienia (19 proc.) oraz zbyt małą liczbę nowych inwestycji (16 proc.). Łącznie niemal połowa badanych uznaje dostępność mieszkań za złą. Jedynie 6 proc. pozytywnie ocenia działania rządu w tym obszarze, a co czwarty uważa, że obecnie żadna grupa społeczna nie jest realnie wspierana w dostępie do mieszkań.

– Największą barierą popytu na rynku mieszkaniowym w tej chwili jest możliwość sfinansowania zakupu mieszkania. Dostępność mieszkań, które chcieliby kupić potencjalni nabywcy, jest duża, zarówno tych na rynku deweloperskim, jak i na rynku wtórnym. Decydujące jest to, co się dzieje z możliwością sfinansowania zakupu – mówi Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka badań rynku w Otodom. – Dlatego najbardziej oczekiwaną zmianą przez nabywców w tej chwili są dalsze obniżki stóp procentowych i utrzymywanie się inflacji w celu inflacyjnym, najlepiej na poziomie, który widzimy w ostatnich miesiącach albo niższym.

Ekspertka wskazuje, że rynek znajduje się w stanie równowagi popytowo-podażowej, która jednak nie przekłada się na zatrzymanie wzrostu cen, szczególnie w największych aglomeracjach. W Warszawie przeciętne oferowane mieszkanie kosztuje 950 tys. zł, podczas gdy w Łodzi nie jest droższe niż 600 tys. zł. Mimo wyższych wynagrodzeń stolica pozostaje rynkiem o najniższej dostępności mieszkań.

– Do oceny tego, czy bariera zakupu jest poważna, nie wystarczają nam tylko ceny mieszkań, bo istotne są również zarobki. Od kilkunastu miesięcy mamy pewną stabilizację relacji między dochodami i cenami mieszkań, ale zła wiadomość jest taka, że niemal we wszystkich miastach na przeciętne mieszkanie trzeba zbierać siedem, osiem, a nawet 10 lat – podkreśla Katarzyna Kuniewicz. – Najlepsza sytuacja jest dziś w Katowicach, Łodzi czy Wrocławiu, a najgorsza w Warszawie i Gdańsku, gdzie rynkiem nadal rządzą ci, którzy oferują mieszkania, a ceny są bardzo wysokie. Za przeciętne wynagrodzenie w stolicy można kupić obecnie około 0,6 mkw. mieszkania oferowanego przez deweloperów.

Badania opinii publicznej pokazują też rozbieżność między tematami debaty medialnej a rzeczywistymi obawami społecznymi.

– W debacie publicznej emocje rozpalała kwestia inwestycji mieszkaniowych, tymczasem z punktu widzenia statystycznego Polaka istotne jest nie posiadanie dwóch–trzech mieszkań, tylko zabezpieczenie swojej podstawowej potrzeby mieszkaniowej w postaci jednego docelowego mieszkania – mówi Marcin Duma.

Polacy oczekują od państwa aktywnej, ukierunkowanej polityki mieszkaniowej. Największe poparcie dotyczy wsparcia przy zakupie pierwszego mieszkania, a także działań ułatwiających wejście na rynek osobom młodym i rodzinom. Część respondentów opowiada się również za budową mieszkań na wynajem przez państwo.

Mówi: dr Izabela Rudzka, ekspertka ds. mieszkalnictwa, Szkoła Główna Handlowa w Warszawie, Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka badań rynku, Otodom, Marcin Duma, Instytut Badań Rynkowych i Społecznych IBRiS

(Źródło: newseria.pl)

51 komentarzy

  1. hmmmm
    Odpowiedz

    Jerzy co ty bajdurzysz, kobiet się czepiasz? My nie rodzimy przez wiarołomców, niezaradnych, niesłownych, skąpych facetów. Widzisz jaki mamy wynik ściągalności alimentów? miliardy zł, od tatusiów którzy spłodzić potrafili, mamili obietnicami, a jak pojawiło dziecko to woleli wydawać na siebie niż utrzymać dom i rodzinę. Jak popatrzą młode na taki los, to odechciewa się związków, dzieci i wybiorą psa, kota. Co drugi facet szuka żono mamusi z workiem pieniędzy.

  2. Zwi
    Odpowiedz

    kopulować można wszedzie …

  3. Jerzy
    Odpowiedz

    Totalna bzdura. Dzieci nie mają nawet dobrze sytuawani ludzie bo od tego dobrobytu niektórym się w głowie poprzewracało. Widać to po podejściu podejściu społeczeństwa (szczególnie kobiet), które ma empatię do zwierząt, ale do zdrowych nienarodzonych dzieci już nie. Przez ostatnie lata zostały totalnie zostały wypaczone zasady moralne. Te same osoby które płaczą i krzyczą za zwierzętami, jednocześnie pojawiają się na protestach za legalną aborcją na życzenie. I wcale to nie są biedni ludzie, tylko totalnie odklejenie. Żyjemy w społeczeństwie dla którego konsumpcja i narcyzm stały się bogiem. I to się nie zmieni, bo młode pokolenie idzie jeszcze bardziej w tym kierunku, a na dodatek wtórowane jest coraz gorszym systemem edukacji. Europa wymże, a nasze miejsce zajmą nowoczesne społeczeństwa nastawione na naukę (imigranci z krajów trzeciego świata to tylko przejściowe zjawisko).

    1. Zwi
      Odpowiedz

      Towarzysz Gomółka miał racj ę broniąc Polski przed tym zgniłym Zachodem.
      stamtą ida te wszystkie wzorce i modele życia, które skutecznie od kilkudziesięciu lat małpujemy

  4. Xyz
    Odpowiedz

    Taka jest prawda mam 40 lat niemam ani meza ani dziecka kredytu niedostane bo za male zarobki mieszkam z rodzicami bo stac mnie tylko na to
    Chciałbym pójść na swoje ale niema za co

  5. Zwi
    Odpowiedz

    do cz<ego to zwiększenie ilości budowanych mieszkań ma służyć ?
    populacja Polski z roku na rok się zmniejsza.
    czytałem niedawno polemiczny artykuł na temat budowy kilku elektrowni atomowych .
    po co to , jak polakóœ coraz mniej będzie
    i z nim się w zupełności zgadzam

  6. Yzw
    Odpowiedz

    Mam do wynajecia male mieszkanko blisko centrum, 2 pokojne + kuchnia i lazienka 40m²

  7. Stefan
    Odpowiedz

    To niech sobie idom do pracy, popracujom 2-3 lata i kupią albo znajdom zakład w kturym otrzymają je na własność tak jak my z żoną w 86, mamy 2 mieszkania z zakładu w centrum lublina. Ciągle tylko daj i daj!!!

    1. Apos Tata
      Odpowiedz

      To niech sobie idom do pracy, powiadasz. Weź pod uwagę, że dla wielu (zwłaszcza „prawdziwych” Polaków), praca jest czymś hańbiącym, plama na ich honorze, kwas, kicha, kaszana (takie polskie 5w1).
      Oni potrafię tylko powtarzać, jak jaką mantrę:” A co, należy mi sie !!!” Dajta, pomóżta !!!

      1. do Apos Tata
        Odpowiedz

        Chyba cię pogięło. Nie chcą pracy? Tak mają może osoby w nałogach albo chore, ale oni też chcą pracy tylko nie mogą jej utrzymać z uwagi na swój stan. Praca to większy dochód niż socjal, który jest tak niski, że nikt normalny nie zamieni pracy na socjal. Osoby które nie mają pracy zazwyczaj nie mają jej z innych przyczyn niż niechęć. To na przykład brak dojazdu z miejsca zamieszkania, wiek- po czterdziestce, konieczność opieki nad kimś, płeć, itd.

  8. Wyborca KO
    Odpowiedz

    Najważniejsze że rządzi KO a Polska się rozwija to będa i dzieci. Nie możemy tylko pozwolić w czasie wyborów aby utracili władzę. Dziś natomiast trzeba wrzucić do puszki z serduszkiem pieniążki bo gdyby nie Pan Jurek mogłoby nie być zwycięstwa w 2023. On przecież miał odwagę podjąć walkę z sepsą i za to my zawsze będziemy wdzięczni.

    1. Wyborca Konfy
      Odpowiedz

      Wyborca KO to jakiś wytwór redakcji celem podgrzania dyskusji w komentarzach? Coś jak Franio? Bardzo słaby jest ten trol.

      1. Golec (czyt. Bolec)
        Odpowiedz

        To zwykły troll nieudacznik. Ale chyba na horyzoncie widać już koniec władzy tej koalicji i nierządu..

Dodaj komentarz

Masz coś do dodania? Podziel się swoją opinią.

Dbaj o kulturę dyskusji. Publikując komentarz, akceptujesz regulamin komentarzy.

Z kraju

Lubelski biznes

Polityka

Społeczeństwo

Nauka i technologia