W poniedziałek przed Sądem Okręgowym w Zamościu rozpoczął się proces Bartłomieja B., oskarżonego o zabójstwo dwóch osób: brata i ojca. Zbrodnia miała miejsce 3 lipca ub.r. w miejscowości Zagumnie w powiecie biłgorajskim. Mężczyzna odpowiada również za ucieczkę ze szpitala psychiatrycznego, w którym był dozorowany przez funkcjonariuszy służby więziennej, jak też o kradzież dwóch samochodów.
Mężczyzna już na początku rozprawy przyznał się do wszystkich stawianych mu zarzutów. Oświadczył również, że chce złożyć wyjaśnienia w tej sprawie. Wskazał, że podczas przesłuchania w prokuraturze nie wyjawił całej prawdy. Zasłaniał się wówczas niepamięcią. Teraz stwierdził, że pamięta każdy szczegół z feralnego dnia.
Wskazał, iż wszystko co się wydarzyło, jest tylko jego winą. Natomiast wcześniejsza próba jej przerzucania na brata i ojca, kiedy to twierdził, że go gnębili, była kłamstwem. Dalej Bartłomiej B. chwalił swoich najbliższych za to, że zawsze życzyli mu najlepiej i we wszystkim pomagali.
– Jestem alkoholikiem. Zawsze za swoje błędy winiłem innych, nigdy siebie. (…) Ja po prostu jestem złym człowiekiem – mówił oskarżony.
Następnie przez kilkadziesiąt minut mężczyzna relacjonował wydarzenia z dnia, kiedy to dokonał podwójnej zbrodni. Tłumaczył, że poprzedniego wieczoru wypił kilka piw. Gdy obudził się nad ranem, spojrzał na śpiącego brata i poczuł wobec niego gniew. Poszedł po siekierę, zamachnął się i zadał nią 45-latkowi kilka ciosów w głowę. Następnie udał się do kuchni, gdzie zastał ojca przy porannej modlitwie. Klęczącego również zaatakował uderzając siekierą w głowę.
Po wszystkim rowerem udał się na stację paliw po alkohol. W trakcie jego spożywania postanowił, że o tym co zrobił powiadomi policję. Tak też uczynił. Zapewnił jednocześnie, że zarówno zabójstwa, jak też późniejszej ucieczki nie planował. Określił, że pomysł pojawił się nagle.
Gdy przebywał w szpitalu, udało mu się zdjąć kajdanki, jakie miał na rękach. Późniejsze śledztwo wykazało, że funkcjonariusze służby więziennej założyli je nieprawidłowo. Były zbyt luźne, a na dodatek zablokowane, aby się nie zaciskały podczas operowania nimi. Kiedy osadzony oswobodził dłonie, to samo uczynił z nogami. Następnie wyjrzał na korytarz, gdzie dostrzegł śpiącego na krześle strażnika. Po cichu udał się do łazienki i przez okno wydostał się z budynku. Potem pieszo czy też skradzionymi autami przemieścił się na Podkarpacie. Chciał dostać się na Ukrainę.
Bartłomiejowi B. grozi kara dożywotniego pozbawienia wolności.
18 komentarzy
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Nie osądzajmy go surowo, on jest po prostu alkoholikiem.
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
trzeba mu jeszcze rente z urzedu dać z powodu przewlekłej choroby i niezdolności do pracy
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Uważam, że uznanie alkoholizmu za chorobę było i jest wielkim błędem.
Alkoholików zamiast karać surowo, niańczy się w szpitalach na nasz podatniczy koszt.
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Renta alkoholowa, niby niewiele, ale zawsze coś. No i wsparcie psychologiczne, pewnie mu teraz ciężko.
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Ojciec modlil sie wiec gadal z bogiem. I co? Ten go jie obrobil? Przeciez podobno ten buk wszystko widzi??? Czyli wiara to sciema
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Był oczekiwany. Walka ze śmiercią to unikanie spotkania z Najwyższym.