To mogła być katastrofa, samochody które wczoraj rano wjechały na przejazd kolejowy w Dęblinie w ostatniej chwili zdążyły opuścić tory przed nadjeżdżającym pociągiem. Niestety jadąca rowerem do szkoły 16-latka nie miała tyle szczęścia. Dostała się wprost przed pędzącą lokomotywę pociągu pośpiesznego jadącego z Kołobrzegu do Krakowa. Dziewczyna nie miała żadnych szans, w wyniku potrącenia zginęła na miejscu. Tak jak pozostali kierowcy, zaufała dróżnikowi który obsługiwał rogatki. Gdy się one otworzyły, bez wahania wszyscy ruszyli do przodu.
Wiadomość o tragicznym wypadku błyskawicznie rozeszła się po całym mieście. Wśród przekazywanych z ust do ust informacji powtarzała się jedna, zawinił dróżnik, który po tym jak przejechał pociąg, podniósł rogatki umożliwiając wjazd na tory śpieszącym się do pracy czy też szkoły mieszkańcom. W tym czasie, z przeciwnego kierunku nadjechał kolejny pociąg. Początkowo policja nie chciała potwierdzić tego faktu, tłumacząc się prowadzonym śledztwem. -Postępowanie, które prowadzimy wyjaśni tą kwestie– wyjaśniał nam podkom. Jacek Wójcik z Komendy Powiatowej Policji w Rykach.
Bardziej rozmowni byli kolejarze, którzy rozpoczęli własne śledztwo w tej sprawie. Spółka PKP Polskie Linie Kolejowe S.A. powołała specjalną komisję, która ma na celu ustalić przyczynę tego wypadku. – Zgodnie z procedurą dróżnik został natychmiast odsunięty od pełnienia czynności służbowych. Badanie alkomatem wykazało, że był trzeźwy – wyjaśniał nam Maciej Dutkiewicz z PKP Polskie Linie Kolejowe S.A. Później mężczyzna został zatrzymany przez funkcjonariuszy policji.
Jeszcze w poniedziałek, po trwających kilka godzin przesłuchaniach, nadzorujący postępowanie prokurator przedstawił 39-letniemu Józefowi G. zarzuty. Jest to umyślne sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym zagrażającej życiu i zdrowiu wielu osób. Za to przestępstwo grozi mu kara nawet do 8 lat pozbawienia wolności. Śledczy ustalili, że od momentu podniesienia rogatek, do chwili wypadku przez przejazd przejechało minimum 10 aut. Dróżnik przyznał się do winy lecz odmówił składania w tej sprawie szczegółowych wyjaśnień.
Mężczyzna ma 20-letni staż pracy na kolei. –Posiadał wymagane kwalifikacje, odbył szkolenia i miał wieloletnie doświadczenie, przystąpił do pracy zgodnie z regulaminem. Decyzją PLK został odsunięty od pełnienia obowiązków – wyjaśnia Maciej Dutkiewicz. Co dalej z dróżnikiem? Ponieważ bezpieczeństwo jest priorytetowym obszarem aktywności zarządcy infrastruktury, wszystkie zdarzenia związanie z naruszeniem zasad bezpieczeństwa są dokładnie wyjaśniane przez powoływaną w tym celu komisję. Od wyników jej prac zależą dalsze personalne decyzje ze strony PKP Polskich Linii Kolejowych- dodaje Dutkiewicz.
2015-03-17 17:40:35
(fot. lublin112- zdjęcie ilustracyjne)
19 komentarzy
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Mam nieco nietypowe zdanie: właśnie takich ludzi nie powinni odsuwać od obowiązków. Był trzeźwy, nie opuścił posterunku. Po prostu popełnił błąd. Ten człowiek już nigdy nie popełniłby pomyłki w trakcie pełnienia obowiązków. Byłby 10 razy bardziej sumienny, niż każdy inny dróżnik. Cóż… prawo pozostaje prawem i zapewne nie da się sprawdzić mojej teorii…
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Nie koniecznie byłby „10 razy bardziej sumienny, niż każdy inny dróżnik”, ponieważ ile ludzi na świecie tyle charakterów i odmiennych poglądów na każdą sprawę. Oczywiście, mogłoby mu to pozostać w pamięci do końca i za każdym razem sprawdzał by czy przejedzie jeden, dwa czy może trzy pociągi ale mógłby się też poczuć bezkarnie i brzydko powiem „mieć wszystko w dupie”.
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Zgadzam się. Jeżeli to naprawdę była zwykła tragiczna pomyłka, to nie powinien stracić pracy.
Ale niestety często zawiść ludzi nie pozwala na taki koniec podobnych spraw.