Dziennikarze amerykańskiej telewizja informacyjnej CNN przygotowali obszerny reportaż na temat rosyjskich akcji sabotażowych i wojny hybrydowej. Wskazują, że Kreml stoi za serią naruszeń bezpieczeństwa w całej Europie, co ma na celu podsycanie strachu. Poruszyli też sprawę aresztowania w naszym kraju grupy Ukraińców i Białorusinów, którzy odpowiadają za działania na rzecz rosyjskiego wywiadu. Udało im się porozmawiać z jednym z nich. 24-letni Maksym L. ma przed sobą sześć lat odsiadki, obecnie przebywa w Areszcie Śledczym w Lublinie.
Jak wyjaśnia mężczyzna, przyjechał on z Ukrainy do Polski uciekając przed bezrobociem i biedą. W naszym kraju chciał ułożyć sobie dalsze życie. Wskazuje również, że nie czuje się zobowiązany do obrony Ukrainy przed rosyjskim najeźdźcą. Twierdzi, iż jego kraj nic dla niego nigdy nie zrobił, a fakt, że się w nim urodził, nie oznacza konieczności pójścia za niego na wojną. Zapewnia, że nie jest ani prorosyjski ani proukraiński.
Pracę na rzecz rosyjskich służb zaczął, gdyż potrzebował pieniędzy. A te, jak sam określa, były bardzo łatwe do zdobycia. Wszystko zaczęło się w lutym 2023 r., kiedy to za pośrednictwem komunikatora Telegram poznał Andrzeja. Nigdy nie miał później okazji spotkania go osobiście, jednak ten zlecał mu kolejne zadania do wykonania.
Pierwszym z nich było umieszczanie antywojennych graffiti, za co otrzymał 7 dolarów. W wywiadzie dla CNN Maksym L. powiedział, że kolejne były już znacznie „mroczniejsze”. Andrzej zaczął wysyłać mu znaczniki lokalizacji, w których miał umieścić kamery monitorujące. Miejsca te znajdowały się wzdłuż torów kolejowych w pobliżu Medyki. Chodzi o linię kolejową, którą dostarczana jest pomoc wojskowa i humanitarna na Ukrainę.
– Nie sądziłem, że cokolwiek z tego może spowodować jakąkolwiek realną szkodę. Wydawało się to takie nieistotne – powiedział dziennikarzom CNN.
Kiedy kamery znalazły się we wskazanych miejscach, otrzymał polecenie podpalenia ogrodzenia ukraińskiej firmy transportowej w Białej Podlaskiej. W tym przypadku 24-latek zapewnia, że nie podłożył ognia, lecz sfingował pożar. Wtedy też miał się zorientować, że Andrzej jest rosyjskim agentem. Ten przysłał mu niebawem kolejne zadanie. Miał umieścić kamery na zewnątrz bazy, w której Polska szkoliła ukraińskich żołnierzy. Maksym L. nie zdążył jednak już nic zrobić. Następnego dnia został aresztowany.
W ręce funkcjonariuszy Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego wpadło wówczas 14 obywateli Ukrainy i 2 Białorusi. Zajmowali się oni m.in. rejestrowaniem tego, co dzieje się na terenie lotniska w Jasionce, będącego głównym hubem dostaw pomocy militarnej dla Ukrainy, czy też na przebiegających na Ukrainę szlakach kolejowych. Za pomocą kamer osoby te kontrolowały co jest transportowane na Ukrainę, w tym jakimi pociągami i trasami. Na liście kontrolowanych obiektów znajdowały się też m.in. dworce kolejowe czy też jednostki wojskowe odpowiadające za zaopatrzenie armii. Następnie informacje te trafiały do rosyjskich służb specjalnych.
35 komentarzy
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
czyli poprzednia nierządnica i aktualna udział w przestemstwie