Lubelscy policjanci ustalają dokładne okoliczności zdarzenia, jakie miało miejsce na jednym z parkingów strzeżonych na Czechowie. Wszystko wydarzyło się w połowie marca w godzinach wieczornych, kiedy to właściciele zaparkowanego tam samochodu dostrzegli dwóch mężczyzn przy swoim pojeździe. Drzwi auta były otwarte, a do haka podczepiona była lina, za pomocą której pojazd był holowany.
Podejrzewając, że to złodzieje, para natychmiast powiadomiła o wszystkim policję. W międzyczasie ruszyli w kierunku sprawców, aby ratować swoją własność.
– Udaliśmy się z mężem do auta, aby zawieźć zabawki dla dzieci z Ukrainy. Kiedy zbliżaliśmy się do parkingu, z oddali zauważyliśmy, że dwóch mężczyzn stoi koło naszego samochodu. Przednie drzwi od strony pasażera były otwarte, zaś nasze auto było doczepione liną do pojazdu bez tablic rejestracyjnych i zostało już przemieszczone o kilka metrów – wyjaśnia właścicielka samochodu.
Kiedy mężczyźni zobaczyli właścicieli pojazdu, postanowili natychmiast uciec. Napotkali jednak na stanowczy opór zarówno kobiety, jak też jej męża. Usiłowali odczepić linę, jednak uniemożliwiała im to właścicielka pojazdu. Kiedy w końcu im się to udało, na ich drodze stanęli oboje właściciele samochodu.
– Kiedy wraz z mężem zablokowaliśmy im drogę, to zaczęli w nas wjeżdżać autem. Staliśmy przed pojazdem, a oni cofali i dodawali gazu. W pewnym momencie ostro ruszyli potrącając mojego męża. Wpadł on na maskę pojazdu i trzymał się pokrywy silnika, a oni jechali dalej. Kiedy zorientowali się, że nie odpuścimy, to wyskoczyli z samochodu i porzucając pojazd uciekli pieszo – dodaje kobieta.
Ustaliliśmy, że obaj mężczyźni niebawem zostali zatrzymani przez policję. Jednym z nich okazał się… zarządca parkingu. Jak nam wyjaśniał kom. Kamil Gołębiowski z Komendy Miejskiej Policji w Lublinie, tłumaczył on, że nie chciał ukraść samochodu, lecz usunąć go poza teren parkingu, gdyż właściciele nie uiścili opłaty za parkowanie. Jednak w grę wchodzi tutaj jeszcze kilka innych rzeczy, dlatego policjanci prowadzą czynności mające na celu dokładne wyjaśnienie okoliczności zdarzenia.
Właściciele auta potwierdzają, że opłata nie została wniesiona, jednak z tego powodu, że parking był strzeżony tylko z nazwy. Od dłuższego czasu użytkownicy mieli składać skargi, że zarządca nie wywiązuje się ze swoich zadań, jednak bez rezultatu.
– Od pół roku uszkodzone jest ogrodzenie, przez co każdy może sobie wejść na parking i robić co chce. Ostatnio doszło do tego, że nawet okoliczni mieszkańcy zaczęli sobie skracać drogę do przystanku komunikacji miejskiej przechodząc właśnie przez dziury w ogrodzeniu. Wielokrotnie zgłaszane było operatorowi parkingu, że ten nie wywiązuje się z warunków umowy, lecz nie przyniosło to żadnego skutku – tłumaczą użytkownicy parkingu.
Poszkodowany mężczyzna wyjaśnia, że również kilkukrotnie interweniował w tej sprawie. Zwracał też uwagę na bardzo słabe oświetlenie, brak kamer, szlabanu, a nawet bramy wjazdowej. Oznajmił więc, że zgodnie z zapisami umowy, do czasu kiedy ogrodzenie nie zostanie naprawione, przestanie wnosić opłaty.
– Nawet gdyby zarządca parkingu chciał usunąć nasz pojazd poza jego obręb, nie miał prawa tego uczynić, gdyż umowa nie została nam wypowiedziana. Po drugie włamał się do naszego samochodu, naraził nasze życie i zdrowie, a następnie uciekł z miejsca zdarzenia. Jakby tego było mało, mężczyzna usiłował po pewnym czasie starał się nas namówić na wycofanie zgłoszenia z policji oferując za to sporą sumę pieniędzy – relacjonuje nam właścicielka samochodu.
Wszystko wskazuje na to, że sprawa będzie miała swój finał w sądzie.
(fot. pixabay.com/zdjęcie ilustracyjne)
23 komentarze
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
ale bandziorno z niego, mam nadzieję, że będzie wyrok do odsiadki, a nie zawiasy
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Nie łaska napisać z nazwy co to za jedni ? To nierzetelne ! W ten sposób chronicie anonimowość złodziei a lokalna społeczność ma prawo wiedzieć kto operuje na ich terenie aby chociażby w pełni świadomie dokonywać wyboru usług…!!