Przed Sądem Apelacyjnym w Lublinie zapadła decyzja w sprawie ataku na ratownika medycznego. Chodzi o zdarzenie, jakie miało miejsce pod koniec czerwca 2023 r. na terenie Lublina. Wszystko zaczęło się od tego, że przechodnie zauważyli leżącego w pobliżu Zamku mężczyznę. Obawiając się o jego stan zdrowia o wszystkim powiadomili pogotowie ratunkowe.
Przybyli na miejsce ratownicy medyczni dostrzegli, że mężczyzna ma wbitą w udo strzykawkę. Obok znajdowała się zaś butelka. Z uwagi, iż początkowo był on nieprzytomny, a kiedy się ocknął ciężko było z nim nawiązać kontakt, medycy od razu się zorientowali, że 42-latek znajduje się pod działaniem środków odurzających. Podjęli więc decyzję o podaniu leku stosowanego przy przedawkowaniu opioidów, a następnie przetransportowali pacjenta do Szpitala Wojewódzkiego przy al. Kraśnickiej, gdzie znajduje się oddział toksykologii.
Podczas udzielania pomocy, już w karetce, mężczyzna zaczął wyzywać ratowników. Jego zachowanie jednak zmieniło się diametralnie w momencie, gdy trafił na Szpitalny Oddział Ratunkowy. Tam poziom jego agresji wzrósł kilkukrotnie. Groził ratownikom, że ich zabije, a nawet pluł na nich. W pewnym momencie 42-latek wyciągnął nóż i ugodził nim jednego z nich.
Na szczęście ratownik miał założoną specjalną kamizelkę, która uchroniła go przed obrażeniami ciała. Agresor został zaś obezwładniony a powiadomieni o wszystkim policjanci przewieźli go od razu do celi.
Prokuratura zarzuciła pochodzącemu z okolic Hrubieszowa Wojciechowi G. znieważenie oraz naruszenie nietykalności ratowników, kierowanie wobec nich gróźb pozbawienia życia oraz usiłowanie spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu u jednego z ratowników. Nie przyznał się on do zarzucanych mu czynów.
Sprawa trafiła do Sądu Okręgowego. Podczas procesu mężczyzna potwierdził, iż był uczestnikiem zdarzenia, o którym mowa w oskarżeniu. Nie ukrywał też, że zażywał tego dnia środki odurzające. Jednak zapewniał co do ich legalności wskazując na blisko 30-letnie uzależnienie od narkotyków, a obecnie objęcie go programem leczenia substytucyjnego.
Z dalszych relacji mężczyzny wynika, iż feralnego dnia przyjechał do Lublina aby odebrać porcję metadonu. Później skierował się w stronę dworca, aby wrócić do domu. Co ciekawe, Wojciech G. winą za całe zdarzenie zaczął też obarczać ratowników medycznych. Zarzucił im, że zaaplikowali mu lek, który stanowi antidotum dla metadonu. Dodatkowo pozostałą część specyfiku, która miała mu wystarczyć na tydzień, wylano. Z tego powodu miał się zdenerwować.
Sąd nie dał wiary przyjętej przez mężczyznę linii obrony i skazał go na karę trzech lat pozbawienia wolności. 42-latek poczuł się skrzywdzony takim wyrokiem i postanowił się od niego odwołać. Walcząc o uniewinnienie wskazywał, że sędzia nie wziął pod uwagę okoliczności łagodzących. Przede wszystkim chodziło o to, że nie potrzebował on pomocy medycznej, która została „niepotrzebnie” wezwana przez inne osoby, na dodatek leżał sobie spokojnie nikomu nie przeszkadzając. Natomiast samo zdarzenie było spowodowane impulsem wynikającym z emocji, których nie był w stanie opanować.
Sędzia po rozpoznaniu sprawy odrzucił wniosek i utrzymał wyrok w mocy. Tym razem orzeczenie jest już prawomocne.
20 komentarzy
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Typa nie szkoda i uważam, że i tak dostał łagodny wyrok. Należy jednak pamiętać, że są ratownicy czy policjanci co lubią niepotrzebnie prowokować słownie lub czynami np ostentacyjnie wylewając alkohol na oczach pijaczka. Jeden się popłacze, drugi zacznie kląć a trzeci ruszy z pięściami.
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Do piekła do piekła w imię zasad
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
zamknąć PISuara
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
nie trasy sa zpo
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
To wyborca tfusska-on też pewnie uwaza że nikomu nie szkodzi.