W połowie kwietnia cały kraj obiegły informacje na temat szkolenia dowódców zmian Służby Więziennej, które miało miejsce w Zwartowie na Pomorzu. Uczestniczyli w nim funkcjonariusze z całego kraju. Jednak część z nich postanowiła umilić sobie wyjazd i się zabawić. Alkohol lał się strumieniami.
Nocą do Komendy Powiatowej Policji w Wejherowie wpłynęło alarmujące zgłoszenie. Mianowicie jeden z uczestników szkolenia poinformował, że został zgwałcony przez kolegów. Na miejsce natychmiast skierowano funkcjonariuszy.
Kiedy policjanci przybyli do ośrodka, okazało się, że zgłaszający zmienił zdanie. Wycofał oskarżenie, tłumacząc, że było ono skutkiem upojenia alkoholowego. Badanie alkomatem wykazało, że mężczyzna miał ponad 2,7 promila alkoholu w organizmie. W podobnym stanie byli także jego koledzy przebywający z nim w pokoju.
Jednocześnie do działań przystąpili przełożeni strażników więziennych. Wszczęli oni w tej sprawie postępowanie dyscyplinarne oraz wewnętrzne śledztwo.
Teraz wyszło na jaw, że uczestniczący w zdarzeniu strażnicy pochodzą z naszego regionu. Jak ustalił „Nowy Tydzień”, rzekomo zgwałcony mężczyzna pełnił służbę w Zakładzie Karnym w Chełmie. Wraz z nim w imprezie uczestniczył funkcjonariusz Zakładu Karnego we Włodawie.
Teraz obu z nich czekają problemy. Ppłk Arleta Pęconek, rzecznik prasowy Dyrektora Generalnego Służby Więziennej, w rozmowie z „Nowym Tygodniem” wyjaśniła, iż wobec funkcjonariusza, który fałszywie zawiadomił policję i naruszył dyscyplinę służbową, wyciągane są konsekwencje dyscyplinarne, poprzedzone postępowaniem dyscyplinarnym. Grozi mu nawet wydalenie ze służby. Postępowanie dyscyplinarne czeka również funkcjonariusza z Włodawy.
Jak się okazuje, to nie pierwszy tego typu przypadek wśród funkcjonariuszy Służby Więziennej z Chełma. Przed laty głośno było o pracownicy chełmskiego Zakładu Karnego, która oskarżyła dwóch swoich kolegów o gwałt, a kolejnego o molestowanie seksualne. Wskazała również, że jedna z koleżanek miała jej grozić śmiercią. Podejrzani od razu zostali zatrzymani i trafili do aresztu.
Sprawą zajęła się prokuratura. W prowadzonym śledztwie jednak nic się nie zgadzało. Niebawem wyszło na jaw, że oskarżenia były fałszywe. Zatrzymanych wypuszczono na wolność, a zarzuty przedstawiono funkcjonariuszce. Ostatecznie została ona skazana na dwa lata pozbawienia wolności w zawieszeniu. Dodatkowo sąd zobowiązał ją do zapłaty odszkodowania za wyrządzone krzywdy wszystkim pomówionym osobom.
14 komentarzy
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
ale obdukcję mu zrobili ?
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Tęczowi atakują.