Mija 12. godzina działań straży pożarnej związanych z pożarem kościoła przy ul. Kunickiego w Lublinie. Z uwagi na specyficzną konstrukcję budynku akcja gaśnicza jest bardzo trudna. Nie pomagają także warunki atmosferyczne. Wokół można było dostrzec strażaków, których mundury pokrywał lód.
Jak już informowaliśmy, ogień pojawił się na dachu, a sytuację udało się opanować dopiero po ponad sześciu godzinach. W kluczowym momencie na miejscu pracowało 27 zastępów straży pożarnej, łącznie ponad 80 strażaków. Wielowarstwowa konstrukcja dachu sprawiła, że działania można było prowadzić wyłącznie z zewnątrz. Wcześniej jednak kawałek po kawałku trzeba było rozcinać miedziane pokrycie, aby dostać się do zarzewi ognia.
W związku z tym niezbędne były wysokie drabiny i podnośniki. Do pomocy ściągnięto więc tego typu sprzęt z Puław i Warszawy. Ten ostatni sięga wysokości około 70 metrów.
Jak zaznaczał komendant wojewódzki PSP w Lublinie, st. bryg. Zenon Pisiewicz, najważniejsze jest to, że ogień nie dostał się do wnętrza kościoła. Nie oznacza to jednak, że nie doszło tam do żadnych zniszczeń. Z pomocą wiernych udało się wynieść wyposażenie świątyni, a tym samym uniknąć jego zalania wodą używaną podczas akcji gaśniczej.
Gdy po godz. 18 byliśmy na miejscu pożaru, akcja wciąż trwała. Strażacy wskazywali, że użycie piany zablokowało dostęp tlenu do palących się elementów oraz pozwoliło na schłodzenie konstrukcji dachowej. Pomimo sprawdzenia jej za pomocą kamer termowizyjnych ponownie pojawiły się kłęby dymu. Jak jednak podkreślano, tego typu sytuacje nie stanowią już zagrożenia – miejsca te są na bieżąco przelewane wodą.
Na razie nie wiadomo, jak długo potrwają działania. Gdy będzie już pewne, że pożar został całkowicie ugaszony, dach ma zostać zabezpieczony plandekami. Następnie konieczne będzie dokładne sprawdzenie konstrukcji, aby ocenić, czy nie doszło do jej osłabienia i czy nie grozi ona np. zawaleniem. Dopiero wówczas rozpocznie się ustalanie przyczyn pożaru.
Księża z parafii Najświętszego Serca Jezusowego podkreślają, że z pewnością nie zawiniły zamontowane na dachu panele fotowoltaiczne, gdyż pożar zaczął się rozprzestrzeniać z innego miejsca. Co istotne, w chwili wybuchu pożaru trwały przygotowania do porannej mszy świętej. W kościele zgromadzili się już parafianie. Jak wyjaśnia proboszcz Waldemar Sądecki, w pewnym momencie zaczęło gasnąć światło. Gdy próbował je ponownie uruchomić, zauważył dym i natychmiast zdecydował o ewakuacji wszystkich na zewnątrz.
Świątynia z pewnością przez długi czas pozostanie zamknięta. Księża zapewniają jednak, że nabożeństwa będą odprawiane – w tym celu wyznaczono pobliski dom parafialny.
31 komentarzy
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
pożar nie pożar taca musi się zgadzać. za co ksiądz kupi sobie nowy samochód
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
kkk jasne i jacht dla ciebie z KPO też musi się zgadzać. Tusk da ci nowy bo roczny stary padł. Kolejne miliardy do rozkradzenia a więc zamiast tu skamleć pisz do donka T.