Przejdź do treści
sobota, 10 października 2026
Kontakt do redakcji: 690 680 960 [email protected]
Wiadomości z Lublina i regionu
Kontakt do redakcji 690 680 960 [email protected]

Bary przy stacjach paliw i na dworcach pod lupą Inspekcji Handlowej. W 9 na 10 lokali wykryto nieprawidłowości

Zamiast dorsza był mintaj, kotlet jagnięcy był zrobiony z różnych rodzajów mięs, lecz bez jagnięciny, za małe porcje, droższe składniki zamieniane na o wiele tańsze odpowiedniki, czy też przeterminowane produkty. To główne grzechy lokali, w których jedzą podróżni.

Wakacje to okres w którym wiele osób wybiera się w krótsze lub dłuższe podróże. Cześć wybiera własny samochód, inni zaś przejazd autobusem lub pociągiem. Jednak nie ważne z jakiego środka komunikacji się korzysta, często w trakcie jazdy dopada głód. Wtedy podróżni za cel obierają dworcową restaurację czy też przydrożny bar zlokalizowany np. przy stacji paliw. Najczęściej serwowane są tam posiłki, na które nie trzeba długo czekać. Niejednokrotnie dania są podawane w ciągu kilku minut, co cieszy podróżnych, którzy nie muszą tracić i tak napiętego czasu.

Jednak warto pamiętać, że szybko nie oznacza dobrze. Pokazują to wyniki ubiegłorocznej kontroli, jaką na zlecenie Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów przeprowadziła Inspekcja Handlowa. Sprawdzonych zostało 169 takich miejsc, oprócz różnego rodzaju jadłodajni także kilka sklepów, gdzie można kupić posiłek. W sumie inspektorzy sprawdzili 4975 partii produktów. Aż w 87 proc. w kontrolowanych obiektach zostały wykryte nieprawidłowości. Zastrzeżenia zgłoszono wobec 2180 sprawdzanych partii produktów. Dodatkowo nierzetelną obsługę konsumentów inspektorzy stwierdzili w co trzeciej skontrolowanej placówce.

Wśród najważniejszych nieprawidłowości, jakie zostały wykryte podczas kontroli, warto wymienić zamianę składników potraw. W grillowanych kotletach „z jagnięciny” zamiast jagnięciny były wołowina, wieprzowina i drób; dorsz został zastąpiony mintajem zaś oscypek okazał się roladą ustrzycką. Kolejny problem to podawanie mniejszych od zadeklarowanych porcji. W sprawdzanych dwóch porcjach smażonej soli brakowało w sumie 140 gramów, zamawiający zamiast deklarowanych 970 g dostali 830 g. Zmorą wielu tego typu barów jest również ważenie ryby razem z tackami.

Problemem jest także wprowadzanie klientów w błąd co do jakości zamawianego dania, m.in. że są one wykonywane na miejscu i wg. tradycyjnych receptur. Tymczasem w „klopsikach podkarpackich” ze znakiem „Babcine Receptury” znajdował się np. błonnik grochowy i aromaty. W innym przypadku, pomimo jasnych zapewnień, że potrawy są sporządzane po zamówieniu klienta, kucharz używał gotowych, zamrożonych wcześniej produktów. Nie brakowało też sytuacji, w których do przyrządzania potraw używano przeterminowanych składników, lub też świadomie wpisywano drogie renomowane produkty, a dodawano tańsze zamienniki.

W efekcie za fałszowanie składu potraw i wprowadzanie konsumentów w błąd Inspekcja Handlowa nałożyła 93 kary pieniężne na łączna kwotę 101 tys. zł. Dodatkowo sprzedawcy dostali 53 mandaty karne na blisko 11 tys. zł, za np. niewłaściwe warunki sanitarne czy wagi bez legalizacji. Inspektorzy skierowali także do sądu 10 wniosków o ukaranie za stosowanie przeterminowanych surowców i oszustwa. O nieprawidłowościach zawiadomili również odpowiednie organy, np. nadzór sanitarny.

(fot. pixabay – zdjęcie ilustracyjne)

22 komentarze

  1. lolo
    Odpowiedz

    Nie narzekać. Za komuny był przy drodze bar a w barze pasta z jaj albo puree z dżemem ewentualnie bigos z makaronem

    1. Wolak
      Odpowiedz

      tylko jak wtedy smakował makaron i ile było dżemu w dżemie…

      1. lolo
        Odpowiedz

        Wtedy to zwykła pryta smakowała jak Bordeaux

  2. wnikliwy
    Odpowiedz

    Polska mentalność tzw. przedsiębiorców: okraść ludzi. Jak nie musicie, to nigdy nie zatrudniajcie się w tego typu „firmach”.

  3. qwerty
    Odpowiedz

    Wolałbym zjeść sucha bułkę niż jakiekolwiek jedzenie w takich miejscach

  4. Olo
    Odpowiedz

    Podziwiam ludzi co stołują się na mieście.

  5. Polski Związek Kołnierzy Wymiętych
    Odpowiedz

    Jeśli ktoś deklaruje, że serwuje jagnięcinę za określoną kwotę, a zamiast tego sprzedaje mieszankę mięs bez jagnięciny, to dopuszcza się przestępstwa oszustwa i powinien pójść za to siedzieć oraz mieć orzeczony zakaz prowadzenia działalności gospodarczej, a nie jakieś śmieszne mandaty, które geszefciarze są w stanie odrobić w tydzień.

    1. Stefanek
      Odpowiedz

      Inspekcja niech pojedzie nad jeziora
      tam dopiero jest sodoma i gomora
      Sanepid i skarbówki może siedzieć tam codziennie 😉

  6. L##$
    Odpowiedz

    Toź od dawna wiadomo że wszystko jest kombinowane , a czystość w barach i lokalach to marzenie.Gdyby wszystcy byli uczciwi to musieli by dokładać z własnej kieszeni, ja nie widziałem takich grabi co by od siebie grabili.

Dodaj komentarz

Masz coś do dodania? Podziel się swoją opinią.

Dbaj o kulturę dyskusji. Publikując komentarz, akceptujesz regulamin komentarzy.

Z kraju

Lubelski biznes

Polityka

Społeczeństwo

Nauka i technologia

Nauka i technologie

Eksperci: zanim zapytasz AI, pomyśl sam

Sztuczna inteligencja zmienia sposób, w jaki zdobywamy wiedzę, podejmujemy decyzje i rozumiemy świat. Chatboty wyszukują informacje, piszą teksty, tworzą obrazy