W niedzielę, w Muzeum Wsi Lubelskiej w Lublinie, rozbrzmiewał stukot kos i szelest świeżo ścinanej trawy. W słoneczne południe skansen ożył dzięki pokazowi tradycyjnych sianokosów – pracy, która niegdyś decydowała o przetrwaniu wiejskich gospodarstw. Wydarzenie zgromadziło mieszkańców regionu, turystów i miłośników historii, którzy wspólnie z wolontariuszami wzięli udział w tej wyjątkowej podróży w czasie.
Goście skansenu mogli podziwiać, jak przed laty klepano kosę na babce, następnie ruszyli z Zagrody w Żukowie na pobliską łąkę w sektorze Powiśle. Tam kosiarze przystąpili do pracy. Za nimi, w pewnej odległości podążały kobiety z grabiami, które przerzucały ściętą trawę, aby lepiej wysychała.
– Obserwatorzy mogli nie tylko przyglądać się pracy rąk ludzkich, ale również sami poczuć zapach świeżo skoszonej trawy i usłyszeć brzęk narzędzi rolniczych używanych przed laty. Byli też tacy, którzy zapragnęli spróbować własnych sił z kosą czy grabiami w dłoniach – wyjaśniają przedstawiciele Muzeum Wsi Lubelskiej.
Tego typu wydarzenia organizowane w skansenie, są prawdziwą lekcją historii na żywo. Można bowiem było się dowiedzieć, że dawniej sianokosy rozpoczynały się o świcie, gdy łąki pokrywała rosa. Właśnie wtedy ziemia współpracowała najlepiej – wilgoć zmiękczała trawę, ułatwiając jej koszenie. Wieczorem zaś, przy zachodzącym słońcu, odbywała się ostatnia zmiana.
Trzeba było się spieszyć – sianokosy były walką z czasem, bo burza mogła zniweczyć całodzienny trud. W dawnej wsi bez siana nie było życia – stanowiło ono podstawowe zabezpieczenie pożywienia dla zwierząt, dlatego mieszkańcy wspólnie kosili gminne łąki. Również pomagające kosiarzom kobiety lubiły tą pracę, gdyż była lżejsza, niż przy żniwach. Dlatego ładniej się ubierały i chętniej przy niej śpiewały.
Uczestnicy dowiedzieli się także, do czego służyły poszczególne narzędzia i jak wyglądał rytm wiejskiego życia w okresie letnich sianokosów. Była to nie tylko rekonstrukcja, ale przede wszystkim opowieść o tym, jak ciężka i jednocześnie piękna była wiejska codzienność. Zwieńczeniem tego żywego spektaklu kultury była pajda chleba ze swojskim smalczykiem – skromny, lecz pełen smaku wspólny posiłek pracujących przy sianokosach, który przywoływał wspomnienia domów babć i dziadków.
fot. Piotr Michalski / Muzeum Wsi Lubelskiej
5 komentarzy
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Inicjatywa bardzo potrzebna miastowym. Sądzę, że gdyby ubiory były adekwatne do epoki, to byłoby jeszcze ciekawiej. Mam na myśli rzeczywiste ubrania, a nie czyściutkie i pachnące schludne ciuszki 😛
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Sianokosy w niedzielę? Dla miastowej lewackiej gawiedzi? Mam nadzieję,że tych antychrystów Pan Bóg Ukarze. Żydzi w szabes nawet papieru do d nie mogą urwać! Tylko głupie goje plują na swoją tradycję i religię.
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Odpowiadam jako pracownik skansenu, koordymatopr wczorajszego wydarzenia i osoba widoczna na zdjęciach. Organizowanie takich rzeczy w niedzielę nie jest pluciem na tradycje. To wynika z tego, że jest to dzień wolny od pracy. Gdybysmy organizowali takie wydarzenia w dzień powszedni, nikt by nie przyszedł. Nasza placówka ma misje edukacyjną. Stąd nasze dazeine do przyciągniecia chociazby rodzin z dziećmi, co nam sie udaje. Sa po prostu zawody, których specyfika obejmuje prace w niedziele. I jeszcze co do tradycji – nasze wydarzenie zaczęliśmy modlitwą „Anioł Pański” – była akurat 12. Zakonczyliśmy Mszą Swietą. Następnym razem proszę pomysleć nad tym, co się pisze.
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Tą Panią przy grabiach na zdjęciu nr 4 pozdrawiam no no 😉
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
te grabie to współczesna tandeta