Od kilku miesięcy pojawiają się sygnały na temat zagrożonej przyszłości niektórych oddziałów ginekologiczno-położniczych. Ministerstwo Zdrowia pracuje bowiem nad zmianami w ustawie o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych. Resort wskazuje, iż celem jest osiągnięcie korzyści dla pacjenta wynikających z dobrze działającego systemu lecznictwa szpitalnego, przede wszystkim przez lepsze jego dopasowanie do struktury demograficznej i rzeczywistych potrzeb zdrowotnych. Mowa jest również o koncentracji świadczeń i profilowaniu szpitali. Wszystko to zaś ma pozwolić na racjonalizację kosztów po stronie podmiotów leczniczych, których wiele, jak wszyscy wiedzą, jest mocno zadłużonych.
Wśród propozycji jest m.in. ograniczenie liczby porodówek. Jedna z propozycji Ministerstwa Zdrowia wskazuje na liczbę porodów. Mają być utrzymane oddziały, w których odbieranych jest ich co najmniej 400 rocznie. Dyrektorzy placówek krytykują jednak ten pomysł wskazując, iż problemem jest zbyt niska wycena porodów. Dokładnie środki, jakie otrzymują za odebranie porodu mają nie pokrywać kosztów z tym związanych.
Dziś przed lubelskim szpitalem SPSK1 pomysł ten skrytykowały działaczki partii Razem. Wskazywały, że na skutek planowanych przez minister zdrowia Izabelę Leszczynę zmian w województwie lubelskim aż 12 powiatów nie będzie mieć swojego oddziału ginekologiczno-położniczego. Jak wyjaśniała Magdalena Długosz, w praktyce zamknięta ma być 1/3 oddziałów w całym kraju, jednak w sposób nieproporcjonalnie duży zostaną tym dotknięte województwa Polski wschodniej, w tym nasz region. Wdrożenie pomysłu resortu zdrowia ma oznaczać likwidację 10 z 20 istniejących na Lubelszczyźnie porodówek.
Z kolei Olga Grabowska z Lubartowa wskazała, że likwidacje te dotkną w szczególny sposób mieszkanki tych miejscowości, które już teraz zmagają się z wykluczeniem transportowym i brakiem dostępu do wielu usług publicznych.
– W zamykanych szpitalach odbierano łącznie 2000 porodów w ciągu roku. Ministerstwo uznało że komfort 2000 mieszkanek Lubelszczyzny jest nieopłacalny, a ciąża będzie teraz oznaczała podróż do innej części województwa. Podróż taka może przy złych warunkach drogowych i pogodowych potrwać nawet godzinę i dłużej, być dla pacjentki nie tylko stresująca, ale też po prostu niebezpieczna dla jej zdrowia. To są realne ludzkie tragedie wliczone w koszty wprowadzanych przez ministerstwo cięć. Minister Leszczyna chce oszczędzać na bezpieczeństwu i zdrowiu kobiet – mówi Olga Grabowska.
Działaczki Razem dodały, że zgodnie z tymi planami, likwidację mają czekać porodówki w: Radzyniu Podlaskim, Janowie Lubelskim, Włodawie, Krasnymstawie, Parczewie, Hrubieszowie, Kraśniku, Tomaszowie Lubelskim i Międzyrzecu Podlaskim, a także w szpital im. Jana Bożego w Lublinie. Jako absurd określiły również traktowanie porodu jak koszt, rozliczanie oddziału położniczego z opłacalności, jak też umieszczanie rodzących kobiet jak danych w tabelce, które to można przenieść jedną decyzją do innej miejscowości.
Przedstawiciele partii Razem podkreślili, iż zainicjowały akcję, która ma na celu podpisywanie petycji online i wysyłanie ich do ministerstwa zdrowia. Znajduje się ona na stronie https://www.ratujmyporodowki.pl/. Celem działań ma być wstrzymanie zamykania porodówek i prowadzenie polityki opartej o kryterium dostępności usług i dobra pacjentek.


38 komentarzy
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Znaczy działaczki w czynie społecznym zaczną rodzić dzieci?
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Zamknięcie odziałów napewno wpłynie „pozytywnie” na chęć posiadania pierwszego i kolejnego dziecka…
Zamiast mieć odział ginekologiczno położniczy w swoim mieście będziesz musiał się wozić kilkadziesiąt kilometrów do najbliższej placówki…
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
a dziś przy otwartych porodówka w małych miasteczkach, spora część rodzących od razu nie jedzie do dużego miasta? bo różnica czy mam dojechać 15 czy 25 to nie jest żadna odległość.
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Chcą utrzymać porodówki, ale nie dla polek, a dla rodzin imigrantów.
2-3 pokolenia i z Polski pozostanie nazwa.
Będzie kalifat.
Tak jak w całej europie.
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Chyba druga ukraina a nie żaden kalifat pantofelku.