Zabezpieczenie terenu i ewakuacja
— Informacja o zdarzeniu wpłynęła do prokuratury 21 października 2026 r. o godzinie 14:30 od Żandarmerii Wojskowej — poinformował prok. Marcin Kozak, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Lublinie.
Policjanci niezwłocznie zabezpieczyli teren upadku drona. Na miejsce przyjechali prokuratorzy z Prokuratury Rejonowej w Lubaczowie i Prokuratury Okręgowej w Przemyślu. Dołączyli do nich żołnierze Żandarmerii Wojskowej oraz prokurator z Działu do Spraw Wojskowych Prokuratury Rejonowej dla Miasta Rzeszów w Rzeszowie.
Ze względów bezpieczeństwa ewakuowano mieszkańców okolicznych budynków. Przed rozpoczęciem oględzin obiekt sprawdzili specjaliści.
— W pierwszej kolejności specjaliści przeprowadzili szczegółowe badania, w wyniku których całkowicie wykluczono zagrożenie radiacyjne, biologiczne, chemiczne oraz ryzyko eksplozji — przekazał rzecznik.
Pakunek trafił do badań. Dron zostanie poddany ekspertyzom
Po potwierdzeniu bezpieczeństwa rejonu rozpoczęto szczegółowe oględziny. Podpięty do drona pakunek bezpiecznie podjęto i przekazano do badań w Centralnym Ośrodku Analizy Skażeń w Warszawie.
Sam bezzałogowy statek powietrzny zostanie przekazany Służbie Kontrwywiadu Wojskowego. Instytucja ma przeprowadzić szczegółowe ekspertyzy techniczne.
Prokuratura przedstawiła również wstępne ustalenia dotyczące napędu obiektu i możliwego zasięgu jego lotu.
— Z pierwszych ustaleń wynika, że zabezpieczony dron posiada napęd elektryczny, co pozwala na wstępne wykluczenie możliwości pokonania przez niego znacznej odległości od miejsca startu — poinformował prok. Marcin Kozak.
Postępowanie trwa. Kolejne szczegóły mają zostać przekazane między innymi po wykonaniu zaplanowanych ekspertyz.
Źródło: Prokuratura Okręgowa w Lublinie
2 komentarze
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
czyli z Polski wyleciał i do Polski przyleciał
Komentarz ukryty z powodu bardzo niskiej oceny.
Dron posiada napęd elektryczny, co pozwala na wykluczenie możliwości pokonania przez niego znacznej odległości od miejsca startu, czyli nawet ukraiński nie był.
Ulżyło mi bo już myślałem, że „bracia” znów chyłkiem wbijają Polsce nóż w plecy.