Zalane mieszkania i dziesiątki tysięcy złotych strat. Skutki remontu u sąsiada (zdjęcia)

Wczoraj wieczorem w jednym z bloków przy ulicy Gospodarczej w Lublinie zalanych zostało kilka mieszkań. Poszkodowani obwiniają sąsiada z góry, który nieudolnie przeprowadzał remont. Ten nie poczuwa się do winy.

 

W sobotę późnym wieczorem, w jednym z bloków przy ulicy Gospodarczej w Lublinie, w kilku mieszkaniach zaczęła z sufitów płynąć woda. Mieszkańcy ustalili, że zalewani są przez jednego z sąsiadów na pierwszym piętrze. Jednak pomimo dobijania się do drzwi nikt nie otwierał. W końcu zrozpaczeni zadzwonili po policję i straż pożarną. Ponieważ mieszkanie było zamknięte, strażacy dostali się do środka przez otwarte okno. Okazało się, że w środku znajduje się woda po kostki. Dopiero wezwani na miejsce pracownicy administracji odłączyli jej dopływ.

Według szacunków, z powodu pęknięcia rury, wyciekło kilkaset litrów wody, która zalała trzy znajdujące się na parterze mieszkania. – Pływało wszystko, ubrania, sprzęt elektroniczny całe wyposażenie. Nie mamy gdzie spać, gdyż wszystkie łóżka są totalnie zalane wodą – tłumaczy jedna z poszkodowanych. W zalanych mieszkaniach, ze względu na zagrożenie, odcięty został również dopływ prądu. Ściany są nasiąknięte wodą co mogło doprowadzić do zwarcia w instalacji elektrycznej jak i porażenia prądem osób znajdujących się w środku. Woda zalała również piwnice.

Na miejscu interweniowało także Centrum Zarządzania Kryzysowego. Ponieważ zalane lokale nie nadają się do zamieszkania, kilka osób musiało noc spędzić u rodziny. Mieszkańcy obwiniają sąsiada z góry, który od kilku miesięcy przeprowadza remont. – Niedawno wymieniał instalację, jak wyrywali rury, to aż tynk nam się sypał na głowę z sufitu. Gdy interweniowaliśmy, to przyszedł, pozalepiał trochę uszkodzenia i na tym się skończyło. A teraz widać skutki – tłumaczą. – Co najgorsze, on sobie nic z tego nie robi. Tłumaczył, że on nie ma z tym zalaniem nic wspólnego, gdyż to była woda z centralnego ogrzewania- dodają. Jednak wezwani na miejsce pracownicy LPEC stwierdzili, że jest to niemożliwe.

-Proszę zobaczyć, pompy są wyłączone a na zegarach pokazuje, że w instalacji nie ma wcale ciśnienia. Po drugie przecież jest lato a sezon grzewczy już dawno się zakończył – wyjaśniali naszemu reporterowi.

Mieszkańcy obwijaną również sąsiada o to, że nikomu nie pozostawił kontaktu do siebie. – Przecież tego ogromu zniszczeń choć w części można było uniknąć, gdyby był przynajmniej numer telefonu do niego. A tak przyjechał dopiero po trzech godzinach, gdy w trzech mieszkaniach już wszystko pływało – wyjaśniają. teraz lokatorów czeka długi i kosztowny remont. Na czyj koszt? To okaże się wkrótce…

Informację o zdarzeniu otrzymaliśmy od czytelnika. Dawid – DZIĘKUJEMY!

(fot. lublin112)
2015-06-28 08:00:06