Służby miejskie nie radzą sobie z padłymi zwierzętami. Łoś od tygodnia leży w lesie

Od ponad tygodnia, w lesie Dąbrowa, rozkładają się zwłoki łosia. Pomimo tego, że na całą okolicę roznosi się ogromny fetor, odpowiedzialne za to służby nie potrafią sobie poradzić z problemem. Nie po raz pierwszy z resztą.

 

Już ponad tydzień czasu, w lubelskim lesie Dąbrowa, w okolicach ulicy Cienistej rozkładają się zwłoki łosia. Nasi czytelnicy skarżą się, że fetor w tym rejonie, zwłaszcza w ostatnie gorące dni jest nie do wytrzymania. Tymczasem od ponad tygodnia służby, które powinny usuwać z terenu miasta nieżywe zwierzęta nie są w stanie poradzić sobie z tym problemem. Dodatkowo podobny problem pojawia się prawie zawsze, gdy rzecz się dzieje ze zwierzęciem o dużych gabarytach np. łoś, dzik czy jeleń. Wtedy ciała padniętych zwierząt przez długi okres są wystawione na widok publiczny i mija kilka czy kilkanaście godzin zanim wszystko zostanie uprzątnięte.

Problem z łosiem leżącym w Dąbrowie zaczął się w ubiegłym tygodniu. O wszystkim została powiadomiona straż miejska, która po potwierdzeniu informacji sprawę przekazała do lubelskiego schroniska dla bezdomnych zwierząt zajmującym się usuwaniem padłych zwierząt z terenu miasta.

Jednak schronisko ze względu na brak odpowiednio dużego pojazdu sprząta tylko i wyłącznie małe zwierzęta. Dużymi zajmuje się firma, która tego typu pozostałości zabiera do utylizacji. Po przyjeździe na miejsce okazało się, że zwierzę leży w trudno dostępnym terenie a ze względu na sporą wagę łosia, nie jest możliwe ręczne przeniesienie go w miejsce gdzie da się podjechać samochodem.

O pomoc poproszono straż pożarną. Strażacy za pomocą lin przeciągnęli łosia w pobliże drogi, skąd bez problemu mógł być zostać zabrany.

Okazuje się, że leży on tam do tej pory. Po wielu ponagleniach od okolicznych mieszkańców ponownie usiłowano usunąć ciało zwierzęcia, jednak okazało się, że jest to już trudne do wykonania, gdyż nie można było ustalić właściciela terenu a na dodatek łoś znajdował się w zaawansowanym rozkładzie.

Pozostało więc przysypanie wapnem, co ma sprawić, że nieprzyjemny zapach nie będzie roznosił się po okolicy.

Jest to już kolejny przypadek, gdy odpowiedzialne za to służby nie mogą sobie poradzić z problemem. Na początku maja, w godzinach porannych przez ogrodzenie jednej z posesji przy ulicy Sławinkowskiej usiłował przeskoczyć łoś. Niestety zaczepił się o ostry element metalowego płotu i skonał w męczarniach. Rano właścicielka posesji zauważyła wiszące na ogrodzeniu ciało zwierzęcia i natychmiast powiadomiła o tym policję, ta z kolei straż miejską. Funkcjonariusze po przybyciu na miejsce wezwali firmę której zlecono zabranie ciała. Jednak zanim się to stało, łoś przez kilka godzin wisiał na ogrodzeniu. Został zabrany dopiero późnym popołudniem.

Wisiał przy samym chodniku od strony ulicy, wystawiony na widok przechodzących obok dzieci jak i jadących ul. Sławinkowską kierowców. –Straż miejska powiadomiła firmę, która miała szybko zająć się problemem. Owszem szybko pojawił się pracownik, jednak stanął, popatrzył a w końcu orzekł, że on tu nic nie pomoże, gdyż jest sam i nie da rady zdjąć łosia z ogrodzenia a na dodatek ma za małe auto. Miał przyjechać większym za godzinę, przyjechał, ale późnym popołudniem – wyjaśniała nam właścicielka posesji. Ta w oczekiwaniu, nie mogąc znieść ogólnego zainteresowania wiszącym zwierzęciem kupiła folię i zakryła ciało łosia.

Takich przypadków było już wiele i za każdym razem występuje ten problem. O ile miasto radzi sobie najlepiej w kraju z reagowaniem na wizyty dzikich zwierząt, to gdy te jednak strącą życie podczas wędrówki do miasta, zaczynają się wielkie trudności.

(fot. lublin112)
2014-07-08 21:44:36