Nie ma porozumienia pomiędzy pielęgniarkami, a dyrekcją szpitala. Placówka przygotowuje się na ewakuację pacjentów

10100-1024x582

Jeszcze wczoraj dawano szanse na porozumienie pomiędzy protestującymi pielęgniarkami, a dyrekcją szpitala przy ul. Jaczewskiego. Dzisiejsze rozmowy zakończyły się fiaskiem i placówka chce być przygotowana na ewakuację pacjentów.

 

Trwa trzeci dzień strajku pielęgniarek w Szpitalu Klinicznym nr 4 w Lublinie. W poniedziałek pracy nie podjęło 500 z 1200 zatrudnionych, wczoraj w sali konferencyjnej zebrało się około 300 osób. Nie oznacza to jednak, że przebywający w placówce pacjenci, zostali zostawieni bez opieki. Na każdym oddziale jest obecna przynajmniej jedna pielęgniarka. Wyjątkiem są oddziały intensywnej terapii i szpitalny oddział ratunkowy, które pracują w pełnej obsadzie pielęgniarskiej.

Jak wyjaśniały nam protestujące, z roku na rok spada popularność tego zawodu. Do tego cały czas kolejne osoby odchodzą na emeryturę, inne wyjeżdżają do pracy za granicę, co sprawia, że mają one coraz więcej obowiązków. Często zajmują się pacjentami w tragicznym stanie, nawet takimi, których rodzina nie chce już oglądać. Niektórym trzeba pomagać we wszystkim, gdyż samodzielnie nie są w stanie nic zrobić. Tymczasem warunki pracy oraz płace od lat pozostają nie niezmienionym poziomie.

Pielęgniarki domagają się podwyżek w wysokości 1500 zł brutto. Ponieważ jedyną ofertą ze strony dyrekcji było włączenie do pensji dodatku tzw. zembalowego, nie chciały się na to zgodzić i postanowiły o przystąpieniu do strajku. We wtorek odbyły się kolejne rozmowy pomiędzy protestującymi a dyrekcją szpitala, tym razem przy udziale wojewody lubelskiego i wiceminister zdrowia Józefy Szczurek-Żelazko. Pielęgniarki ze swojej strony obiecały częściowe ustępstwa i wyszły ze spotkania z nadzieją na szybkie zawarcie porozumienia.

– Strony sporu w SPSK4 rozstały się po posiedzeniu rady w pozytywnych nastrojach. Aczkolwiek przed dyrekcją szpitala i pielęgniarkami jest jeszcze dużo pracy, żeby dojść do porozumienia – mówił wczoraj wojewoda lubelski Przemysław Czarnek.

Dzisiejsze spotkanie zakończyło się jednak fiaskiem. Przedstawiciele szpitala po raz kolejny zapewnili, że nie są w stanie spełnić żądań załogo ze względu na brak takich możliwości finansowych. Cały czas są otwarci na włączenie „zembalowego” do wynagrodzenia zasadniczego. Z kolei pielęgniarki twierdzą, że ze strony dyrekcji brakuje jakiegokolwiek zrozumienia i chęci zawarcia porozumienia. Jak tłumaczą, napotykają mur nie do przebicia, a dodatkowo są zastraszane m.in. tym, że jeżeli ich protest odbije się na zdrowiu pacjentów, będą za to odpowiadać.

Brak chęci porozumienia sprawił, że kolejne pielęgniarki zaczęły odchodzić od łóżek pacjentów. Sytuacja zaczęła się stawać na tyle poważna, że zdecydowano się na zwołanie sztabu kryzysowego. Celem jest przygotowanie się na możliwość zarządzenia ewakuacji pacjentów do innych placówek. W szpitalu przebywa obecnie około 330 pacjentów. Do pozostałych lubelskich szpitali zostały już skierowane zapytania, ilu dodatkowych osób każdy z nich może przyjąć do siebie. Wszystko dlatego, że jedna pielęgniarka na oddziale, zdaniem władz szpitala, nie jest w stanie zapewnić normalnego funkcjonowania placówki.

(fot. archiwum)
2018-07-11 16:14:14