Lubelska Grupa Vivy: Szokująca relacja z targu koni w Skaryszewie

Skaryszewski Jarmark Koński jest imprezą handlowo-folklorystyczną o kilkusetletniej tradycji.Targi końskie powstały z przeobrażenia przywileju targowego nadanego Skaryszewowi przez króla Władysława IV w 1633 roku. Zjeżdżają się na nią hodowcy koni, rolnicy i eksporterzy z całego kraju, a także z zagranicy. Na początku każdego roku odbywa się w Skaryszewie największy w Europie targ koni przyciągający tysiące kupujących, odwiedzających i hodowców.

Od kilku lat cieniem na imprezie kładzie się atmosfera wokół traktowania zwierząt. Według relacji członków Fundacji Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt – Viva! konie transportowane są w skandalicznych warunkach. W tym roku w Skaryszewie byli obecni przedstawiciele Lubelskiej Grupy Viva. Lubelska Grupa jest lokalną grupą fundacji Viva! Akcja dla zwierząt. Powstała w 2010r, zajmuje się działalnością społeczno – informacyjną oraz bezpośrednią pomocą zwierzętom w schroniskach.

Udało nam się skontaktować z koordynatorem obecnym na targach w Skaryszewie w tym roku. Pani Katarzyna Kursa przekazała nam swoją relację z wydarzeń. Jak pisze, było gorzej niż rok temu.

Zero współpracy ze strony inspekcji, policji i straży. Jak szłyśmy na rampę i zapytałyśmy stojących przy drodze strażaków czy dojdziemy tędy do rampy, to później coś do nas krzyczeli, co nie było kulturalne, podczas gdy my tylko zapytałyśmy o drogę. Ale pomyślałam, że to „pojedynczy przypadek”. Niestety nie,  wszyscy starali się nam utrudniać kontrole warunków transportu. Na „wjeździe nr 4” panie w kamizelkach „inspekcja weterynaryjna” i „kontrola paszportów” mówiły cicho do swoich kolegów „zasłońcie mnie!”, jak podchodziły do kierowcy sprawdzić paszport.

-Nie dopuszczali nas do siebie jak cokolwiek sprawdzali. Choć i tak to „sprawdzanie” miało moim zdaniem wiele do życzenia, bo początkowo oczywiście paszporty były sprawdzane bez zaglądania do koni. Po naszym wielokrotnym i stanowczym zwracaniu uwagi, pan „inspektor” w celu sprawdzenia zgodności paszportu z przewożonymi zwierzętami, poprosił przewoźnika o otworzenie klapy do wozu, wszedł do środka zamykając ją za sobą. Po czym wyszedł oznajmiając, że jest ok.

-Robili wszystko, żeby uniemożliwić nam rzetelne sprawdzenie zarówno zgodności paszportów z przewożonymi zwierzętami (a mieliśmy wcześniej zgłoszenia o sprzedawaniu na targu koni kradzionych), jak i stanu zwierząt. Ale staraliśmy się mimo wszystko sprawdzać, rejestrować nieprawidłowości, których na prawdę było wiele. Gdy bez zaglądania do koni puścili na targ traktor z 2 końmi na przyczepce, zauważyłam zwyrodnienie na nogach jednego z koni, który nie mógł na jednej stać, kopyta również były w bardzo złym stanie. Zawołaliśmy inspektora, ale kompletnie to zignorował, twierdząc, że „głowę mu zawracamy”.

-Koń wjechał na targ, mimo że w świetle obowiązujących przepisów, inspektor oczywiście nie powinien takiego transportu wpuścić. Po rozładunku konia na targu wezwaliśmy inspektora żeby go zbadał. Był tym wyraźnie wkurzony. Po dotknięciu chorej nogi konia, zwierzę zaczęło wierzgać, co ewidentnie świadczyło o bólu. Jednak inspektor po tym badaniu stwierdził, że koń jest zdrowy i nadaje się do sprzedaży. Zachowanie inspekcji było skandaliczne, mieliśmy podejrzenia, że niektórzy mają na sobie jedynie kamizelki z napisem „inspekcja weterynaryjna” ale nie posiadają żadnych uprawnień. Dlatego poprosiliśmy o wylegitymowanie, i mimo że mieli obowiązek to uczynić, odmówili.

-Zgłosiliśmy ten fakt policji, która wyraźnie dała do zrozumienia że ma nas głęboko w poważaniu, a jak poprosiliśmy policjanta o wylegitymowanie to odwrócił się plecami i poszedł. Inni, jak prosiliśmy o pomoc, byli równie „olewczy”, i np. odsyłali nas na komisariat, nie podając nam adresu.

-Kontrole po raz kolejny były kompletną farsą. Na targ wjeżdżały zwierzęta w złym stanie, a inspekcja wpuszczając wszystkie transporty po kolei, często bez jakiegokolwiek sprawdzania. Usłyszałam, że „przecież na targu przy wyładunku konie będą jeszcze sprawdzane”, co jest oczywiście bzdurą, bo kontrola, a raczej „kontrola” ma miejsce tylko przy wjazdach. Zgromadzeni na targu rolnicy byli agresywni, wszczynali przepychanki, rzucali w nas kamieniami, atakowali nawet kobiety, próbowali wprowadzić na nas rozjuszone konie, wyzywali i zastraszali.

-W żadnym innym miejscu nie spotkałam się z taką skalą prostactwa, znieczulicy, agresji, braku kompetencji czy po prostu braku chęci i złośliwości. A później czytam w prasie o dokładnych kontrolach inspekcji we współpracy z organizacjami, i nóż mi się w kieszeni otwiera…

-Na koniec przypomnę historię konia wykupionego przez Fundację Tara w ubiegłym roku, który był tak słaby, że ledwo stał na nogach. Wykupiony przez wolontariuszy, bo konałby w drodze do rzeźni. Pomagałam go prowadzić do namiotu Fundacji. Ledwo chodził. Jak wiele koni wyładowanych na targu, dostał zapalenia płuc. Nie udało się go uratować. Po sekcji zwłok okazało się, że był „zacementowany”. Weterynarz wyjaśnił, że to praktyka stosowana wobec koni hodowanych w celu sprzedaży na rzeź. Aby zwiększyć ich masę ciała, do paszy dosypuje się cement. Bo za cięższego konia zapłacą więcej…

Rano, gdy targ trwał w najlepsze, jeden z koni padł, przewrócił się i blisko trzy godziny leżał na ziemi (fotografia powyżej). Wolontariusze przez kilka godzin masowali okryte kocami zwierzę, żeby nie zamarzło. – Dajcie spokój temu koniowi. Przyjechali i szukają sensacji – pokrzykiwali pijani gapie z tłumu. Obrońcy zwierząt kupili konia od właściciela za 3200 zł. Przenieśli zwierzę do samochodu i odwieźli do zaprzyjaźnionej kliniki weterynaryjnej.

Zdjęcie z włoskiej rzeźni – bo Włochy są głównym importerem koni na mięso w Europie, trafiają tam konie m.in. ze Skaryszewa.