Kilkadziesiąt pielęgniarek na zwolnieniach, zastąpili je ratownicy medyczni. Dyrektor szpitala prosi ZUS o pomoc

65

Po wczorajszych informacjach, związanych z sytuacją, jaka zapanowała w szpitalu przy al. Kraśnickiej w Lublinie, dzisiaj przedstawiono szczegóły dotyczące funkcjonowania placówki.

 

We wtorek w Urzędzie Marszałkowskim w Lublinie odbyła się narada dyrekcji Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego z marszałkiem województwa. Tematem była panująca w szpitalu sytuacja, związana z przejściem kilkudziesięciu pielęgniarek na zwolnienia lekarskie. Po południu dyrektor szpitala przedstawił, jak placówka funkcjonuje.

Problem braku personelu odbił się na pacjentach. Pogotowie ratunkowe zostało powiadomione o sytuacji i poproszone, aby w miarę możliwości nie przywozić nowych pacjentów. Nie odbyło się też wiele z zaplanowanych zabiegów. W poniedziałek i wtorek odwołanych zostało od 8 do 12 operacji. Nie przyjmowano również umówionych pacjentów, którzy mieli wyznaczone terminy na przeprowadzenie zabiegów.

Dyrektor szpitala Gabriel Maj tłumaczy, że 73 pielęgniarki poszły na zwolnienie lekarskie. Jak wyjaśniał, w szpitalu nie ma żadnej epidemii i nie wie, co jest przyczyną tak masowej choroby. Zapewnił także, że poprosił Zakład Ubezpieczeń Społecznych o sprawdzenie zasadności zwolnień lekarskich u pielęgniarek. Tymczasem jak ustaliliśmy, jest niewielka szansa, aby kontrole zostały przeprowadzone. Pielęgniarki przebywają bowiem na zwolnieniach pięciodniowych i w tym czasie zorganizowanie kontroli jest praktycznie niemożliwe.

Według zapewnień dyrektora, bezpieczeństwo pacjentów nie jest w żaden sposób zagrożone. Wszystkie operacje w trybie ostrym są przeprowadzane, prowadzone są także przyjęcia nowych pacjentów, których tylko wczoraj było około setki. Sytuację próbuje się ratować przesuwając personel z innych oddziałów, gdzie jest to możliwe. Jednocześnie prowadzone są negocjacje ze związkami zawodowymi.

Jak udało nam się ustalić, ratownicy medyczni w miarę możliwości starali się wspomóc funkcjonowanie poszczególnych oddziałów, pomagając tym z pielęgniarek, które pojawiły się w pracy. Szpitalny Oddział Ratunkowy pracuje w normalnej obsadzie. Ratownicy medyczni, którzy nie tak dawno upominali się o dodatek ministerialny, teraz ratują sytuację w szpitalu, zwłaszcza na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym.

– Cały dyżur został obstawiony ratownikami medycznymi. Tymi, którym dyrekcja szpitala nie chce zapłacić dodatków, jakie na konto szpitala przekazuje minister zdrowia. Pracują w zwiększonej obsadzie, część ratowników z działu higieny szpitala jest oddelegowywanych na oddziały, aby wspomagać oddziałowe pielęgniarki i ich zastępczynie, które jako jedyne przyszły do pracy. Jeżeli jeszcze ratownicy przyłączą się do protestu, szpital zostanie rozłożony na łopatki – wyjaśniał nam anonimowo jeden z pracowników szpitala.

Ratownicy nie tak dawno znajdowali się w sporze zbiorowym z dyrekcją szpitala z powodu niewywiązania się z zagwarantowanych im podwyżek. Związane jest to z ubiegłorocznymi protestami ratowników medycznych, po których podpisane zostało z ministrem zdrowia porozumienie w sprawie podwyżek. Mieli je otrzymać wszyscy ratownicy, zarówno ci pracujący w pogotowiu, szpitalu jak też transporcie medycznym. Od 1 lipca 2017 r. ich wynagrodzenia miały wzrosnąć o 400 zł, kolejną podwyżkę w tej samej wysokości, mieli otrzymać z dniem 1 stycznia 2018 r. Tymczasem, kiedy większość z nich dodatkowe środki otrzymała, to ratownicy zatrudnieni w Szpitalu Wojewódzkim przy al. Kraśnickiej w Lublinie nie mogą się ich doczekać. Otrzymali jedynie zastępczy dodatek w wysokości 300 złotych.

W szpitalu przy al. Kraśnickiej pracuje 660 pielęgniarek i położnych. Z relacji pracowników wynika, że dramatyczna sytuacja z pielęgniarkami w tym szpitalu występuje od dawna. Po pierwsze są strasznie nisko opłacane, dodatkowo zdarza się, że muszą wykonywać nadgodziny, za które nie dostają wynagrodzenia. Wystarczy, że tuż przed końcem ich zmiany trafi się nagły przypadek, zostają kolejne 4-5 godzin, które już nie są płatne. Z kolei zmiana, która zaczęła, nie może ich zmienić, gdyż mają własne, zaplanowane zabiegi. Pielęgniarki i położne żądają podwyżki w wysokości 1000 złotych.

(fot. zdjęcie ilustracyjne – archiwum)
2018-05-22 17:34:22